Prześladowanie w szkole

Spotkaliście się z przemocą w szkole? Zareagowaliście, gdy ktoś chciał kogoś skrzywdzić? szatynka

Czy był ktoś z Was w szkole prześladowany? A wiecie, kochani, że prześladowanie to nie tylko wleczenie się agresywnego osobnika za drugim, ale także ataki psychiczne, które potrafią nas dręczyć bardzo długi okres czasu? To nie tylko wymuszanie rzeczy materialnych czy wręcz ''wchodzenie w paradę'' na każdym kroku, do tego rodzaju ''prześladowań'' można dorzucić obelgi, agresję słowną, a nawet groźby. Widzicie, czasem, a szczególnie tyczy się to dziewcząt, ''młode kobietki'' potrafią krytykować ze względu na hobby, wygląd itd. można to nazwać prześladowaniem - psychicznym. Są chłopcy, na których wywierana jest presja słuchania danego gatunku muzyki, ubierania się w szczególny sposób i do pewnego wieku po prostu ''nie uczenia się''. Tak, właśnie. Jak nazywają chłopca w 5 klasie, który ma bardzo dobre wyniki w nauce? Kujon, konfident (ciekawe czy znają znaczenie tego wyrazu gdyż wątpię). Jak nazywają chłopca, który ubiera się elegancko, modnie, inaczej? A jakże, homoseksualista - gej. Jak traktowane są dziewczyny, które nie mają ''szpanerskich'' ciuchów itp.? Właśnie to chyba każdy wie. Młodzież czasem zapomina, że każdy ma inny sposób bycia, postrzegania świata i wyrażania opinii. Przede wszystkim nie możemy sobie pozwalać na jakiekolwiek rodzaje prześladowań. Znajmy swoją wartość, znajmy cenę swego honoru i godności - nie dajmy się. Wiecie, to jest tak, że jeśli osoba jest słaba psychicznie to nie ma szans - bez pomocy, bez rad, bez wsparcia - zostanie zniszczona przez społeczeństwo, jeśli zaś zaczniemy chociażby udawać ''silnych'' to jest dużo większe prawdopodobieństwo na przetrwanie w tej dziczy zwanej szkołą. Pamiętajmy, że to ględzenie psychologów, pedagogów, nauczycieli zawsze zawiera ziarnko prawdy i czasem warto stanąć i pomyśleć ''czy ja nie jestem pokrzywdzonym?'' bo często jesteśmy zbyt zajęci innymi, by spojrzeć na własne problemy. A warto. Nie każdy jest równy - nie kiedy żyjemy, nie ma co wciskać kitu, nie ma co wmawiać ''sprawiedliwość'', jest jak jest, ale od nas zależy czy ta ''równość'' będzie upadać ku granicy poniżenia czy może do samorealizacji własnych potrzeb? Jeśli jest kłopot, jakikolwiek, nie myślcie ''nie, nie bo oberwę'' to nie ma sensu, wtedy gubimy się w naiwności i próżności, trzeba wstać, otrzepać kolana i brnąć dalej - samemu lub z pomocą. Nie dajcie sobą gardzić.

embed

szatynka

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.