Manowska napisała książkę o "Rolnik szuka żony". Jedna uczestniczka nie wpuściła jej do domu i zamknęła drzwi przed nosem

Marta Manowska, prowadząca program "Rolnik szuka żony", napisała książkę o dalszych losach bohaterów. Wszyscy chętnie witali ją u siebie. Jedynie Anna z 2. edycji nie wpuściła jej do domu.

Marta Manowska wielokrotnie powtarzała, że zżyła się z uczestnikami programu "Rolnik szuka żony". Szczerze emocjonuje się ich historiami i z zainteresowaniem śledzi poszukiwania miłości przez rolników. Z tego powodu postanowiła opisać ich dalsze losy w książce, która już pojawiła się w sprzedaży.

Uczestnicy polubili prowadzącą programu i chętnie gościli ją u siebie w domach. Przygotowywali ciasta, domowe nalewki. Ci, którym udało się znaleźć ukochaną osobę, "witali ją jak wróżkę".

Martę wszędzie witano z radością, jak wróżkę spełniającą marzenia. Na stole był obiad, ciasto, domowe nalewki. Najweselej było u Grzegorza i Ani oraz Agnieszki i Roberta, z 2. edycji, którzy dzięki programowi nie tylko znaleźli drugie połówki, ale i doczekali się narodzin synów - wyjawiła "Na Żywo" znajoma dziennikarki.

Jednak nie wszyscy chcieli brać udział w projekcie Marty Manowskiej. Rolniczka Anna Michalska, która szukała miłości w 2. edycji, nie wpuściła jej do siebie.

Ja już pokazałam moje życie w programie 'Rolnik szuka żony'. Pokazałam naprawdę wiele, może nawet za dużo - wyznała  w rozmowie z 'Na Żywo'. - Straciłam prywatność, a nawet poczucie bezpieczeństwa. To był wynik mojej świadomej decyzji, bo nikt mnie nie zmuszał do występowania w show, ale poniosłam tego konsekwencje - dodała.

Rolniczka Anna jako pierwsza kobieta w polskiej edycji wzięła udział w programie. Wszystko wskazywało na to, że znalazła idealnego partnera, który nawet jej się oświadczył na wizji. Jednak dla niej to wszystko działo się za wcześnie i zerwała znajomość. Nie bez znaczenia było także to, że jej kandydat musiał pożyczyć pieniądze na pierścionek... Miał też żonę, o której zapomniał.

Zapytana po programie w jednym z wywiadów o to, jakie ma plany na przyszłość, odpowiedziała, że nie ciągnie jej do mediów i wróci do swojego małego świata. Niestety, jej popularność była zbyt duża. Pod jej dom podjeżdżało wielu adoratorów, wśród których znalazł się psychofan. Uprzedziła go, że nie jest w jej typie, jednak mężczyzna nie odpuszczał. Dopiero, gdy postraszyła go policją, otrząsnął się.

Książkę Marty kupię i przeczytam, ale cieszę się, że mnie w niej nie ma. Popularność bywa przyjemna, ale ja chcę wrócić do normalności. Dobrze, że Marta to zrozumiała - dodała w rozmowie z 'Na Żywo'.

Być może właśnie ta sytuacja zadecydowała o tym, że rolniczka Anna nie chciała opowiadać o swoich losach w książce Manowskiej. Żałujecie?

AW