Znana pisarka też krytykuje Lewandowską: Zdjęcie jej kaloryfera przelało czarę goryczy u niektórych kobiet. Ma rację?

Anna Lewandowska ponownie znalazła się w ogniu krytyki redakcji "Wysokich Obcasów". Pisarka na przykładzie trenerki mówi o kreowaniu nierealnych ideałów.

Powrót do formy Anny Lewandowskiej to wyjątkowo gorący temat. Najpierw zaatakowała ją dziennikarka Wysokich Obcasów, Kasia Nowakowska, do niej dołączyła Paulina Młynarska. Sportsmenki broniła Maja Bohosiewicz, która podziwia jej motywację. Teraz do dyskusji, którą wywołało jedno zdjęcie, dołączył kolejny głos. Jest to pisarka i felietonistka "Wysokich Obcasów", Sylwia Chutnik, absolwentka Gender Studies na UW, feministka i działaczka społeczna.

Jeszcze w sprawie płaski brzuch versus grubasy. Od kilku dni obserwujemy dyskusję dotyczącą tego, czy pokazywanie fit ciała jest opresyjne, czy motywujące. Najbardziej oberwało się Annie Lewandowskiej, ale mam wrażenie, że zdjęcie jej wyćwiczonego kaloryfera przelało czarę goryczy u niektórych kobiet.

Chutnik pisze, że artykuły i komentarze nie są "atakiem personalnym czy typowym hejtem", ale "nagromadzeniem pewnych zjawisk". Według niej, Lewandowska promuje niezdrową obsesję na punkcie sylwetki i ciągłego dążenia do ideału. Jednocześnie, jak pokazały ostatnie zdjęcia, Instagram nie miał wiele wspólnego z rzeczywistością.

Pierwsze zjawiska, które opisuje pisarka, to możliwie najszybszy powrót do figury sprzed ciąży.

Pierwsza to powrót do figury sprzed ciąży – możliwie najszybszy i radykalny. Wszystko po to, aby pokazać, że umie się dyscyplinować swoje ciało i tym samym dostosować do standardów fit. Czas połogu zniknął z naszego życia, podobnie jak żałoba czy inne stany przejściowe. Szkoda na nie czasu. Jest za to bycie w gotowości dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jeśli nie starczy minut, wówczas Ewa Chodakowska zakrzyknie: „Ej, to wstańcie pół godziny wcześniej”. Proste? Powiedzcie to samotnej matce, która pada o drugiej nad ranem, jak już ogarnie chałupę.

Drugi, to skrajne zaślepienie światem, który kreują celebryci w mediach społecznościowe.

Druga kwestia to maksymalny wzrokocentryzm. Setki zdjęć, wygibasy w fikuśnych pozach, fotorelacja ze śniadania i kolacji, bycie online i coraz mniej ubrań na sobie przy jednoczesnym rozpasanym konsumpcjonizmie. [...] Niektórzy powiedzą, że zdjęcia wyćwiczonego ciała to nie tylko duma z osiągniętych wyników, ale też motywacja do pracy nad sobą. Zgodzę się, ale to zabawa raczej dla zamożnych. Bo co to za motywacja dla kobiety, która właśnie urodziła dziecko z niepełnosprawnością? Ma wstać jeszcze wcześniej rano i zrobić sobie fotkę w bikini? Co to za motywacja dla ludzi żywiących się w najtańszych hipermarketach, bo nie stać ich na ekobioglutenfree owsianki z owocami zbieranymi o wschodzie księżyca?

Według Chutnik, świat opanował skrajny konsumpcjonizm, ogłupienie społeczeństwa i dążenie do nierealnych ideałów, narzuconych przez Instagramowe filtry. Pyta, gdzie są ludzie, których marzeniami nie był idealny brzuch, a kariera naukowa.

Gdzie są dziewczyny robiące doktoraty i wrzucające na Insta super zdjęcia z laboratorium? Niech będzie: w rozpiętym fartuchu. Gdzie się podziały marzenia o zostanie prezydentką, naukowczynią, artystką? Czy wszystkie rewolucjonistki robią brzuszki?

Wiele celebrytek popiera jednak powrót do formy i zdrowego trybu życia Lewandowskiej. Nie ma w tym nic złego - w końcu sama zainteresowana jest sportsmenką. Jedynym faktem, o który wszystkim chodzi, jest zafałszowanie rzeczywistości, którego dopuściła się Lewandowska. Wszak nie wygląda ona obecnie tak, jak pokazuje nam na Instagramie. 

Bądźmy chude, grube, w kratkę i w poprzek. Ale ćwiczmy też mózg, bo kaloryfer oklapnie, a głowę będziemy mieć ze sobą do końca życia.

Trudno nie zgodzić się z tym zdaniem. Lewandowska nie daje jednak za wygraną i ćwiczy dalej!

 
Zobacz wideo

SW

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.