Była uczestniczka "Big Brothera" zakażona koronawirusem. "Jestem w izolatce, schudłam pięć kg. Wszystko, co zjem, zwracam"

Monika Goździalska opowiedziała o przebiegu choroby. Choć jest osobą dbającą o zdrowie i formę, bardzo ciężko przechodzi zakażenie koronawirusem.

Pandemia koronawirusa nie odpuszcza. Mimo stosowania się do obostrzeń, wciąż nie udaje się opanować stale rosnącej liczby zachorowań. Niemal każdego dnia padają rekordy liczby zakażeń. 4 listopada było podobnie. Ministerstwo Zdrowia za pośrednictwem Twittera poinformowało, że mamy 24 692 nowe i potwierdzone przypadki zakażenia koronawirusem. Najwięcej zachorowań odnotowano w województwie wielkopolskim - niemal cztery tysiące zakażeń. Z powodu COVID-19 zmarło 57 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 316 osób.

Joanna GórskaJoanna Górska pokonała raka, a teraz walczy z koronawirusem: Onkolog obawiała się

Monika Goździalska ma koronawirusa. Opowiedziała o walce z chorobą

Koronawirus atakuje wszystkich, bez względu na pochodzenie, płeć, status społeczny czy stan konta. Zakażenia nie udało się uniknąć także Monice Goździalskiej. Była uczestniczka "Big Brothera" czy "Masterchefa" opowiedziała w rozmowie z WP Kobietą, kiedy zaobserwowała u siebie pierwsze objawy oraz jak przebiegała choroba.

Miałam objawy od zeszłej soboty. Zaczęło się suchym kaszlem, w niedzielę doszedł do tego ból głowy. W poniedziałek obudziłam się z objawami typowymi dla grypy. We wtorek straciłam smak, a zaczęło mi się pogarszać tak naprawdę w piątek. Miewam migreny, ale bóle głowy, które dostałam przy COVID-19, są nie do porównania. Poza tym wymiotowałam. Ostatecznie zabrała mnie do szpitala karetka. Jak już tam trafiłam, błagałam lekarza, żeby coś zaradził na moje bóle głowy.

Goździalska wyznaje, że choć jest osobą dbającą o zdrowie i kondycje, i tak ciężko przechodzi zakażenie.

Jestem na bardzo silnych lekach przeciwbólowych. Dostaję też leki przeciwwymiotne. Cały czas jestem na antybiotyku. Mam wrażenie, że jestem naćpana. Na razie mam podpięty tlen. Nic nie jem. Od początku choroby wszystko, co jadłam, zwymiotowałam. Przez ostatnie dziewięć dni zjadłam jedną bułkę, jabłko i zupę. Schudłam blisko pięć kg. W szpitalu nie dostaję jedzenia, bo wszystko zwracam. Mogę tylko pić, więc dostaję kroplówki. Jestem wysportowana, zawsze zdrowo się odżywiałam, a i tak zachorowałam. Ze mnie jest wiór. Wyglądam bardzo źle, ta choroba wykańcza - opowiada.

Dalej Monika opowiada o warunkach szpitalnych i apeluje do ludzi, by dbali o swoje zdrowie:

Jestem w izolatce. Tak naprawdę to jest wielki namiot, w którym są kontenery. Każdy kontener to jest pokoik. Z nikim nie mam styczności. Jedyne osoby, jakie widuję, to lekarze i pielęgniarki. Kiedy oni przychodzą do nas, musimy mieć maseczki. Kiedy byłam przyjmowana do szpitala w niedzielę, lekarze, którzy pracowali tego dnia, zaczynali szesnastą godzinę dyżuru. Jedna przemiła pani doktor powiedziała mi: "Pani Moniko, mówią, że my mamy jakieś pieniądze dodatkowe. My nawet tych pieniędzy nie widzieliśmy. Zagrażamy własnym rodzinom". I to jest prawda. Oni pracują cały czas, wracają do domu, gdzie są ich rodziny. Niektórzy nie wracają do swoich rodzin i izolują się cały czas. Biję im brawo, bo naprawdę nie mogę powiedzieć złego słowa. Apeluję tylko do ludzi, żeby zachowywali wszelkie środki ostrożności.

Monika Goździalska wyznała również, że zabrakło dla niej respiratora, a lekarka z przemęczenia nie była w stanie założyć jej wenflonu: 

Najgorsza sytuacja jest z respiratorami. Kiedy ja trafiłam do szpitala, musiałam być podłączona do tlenu, ale zabrakło go dla mnie. Dopiero na drugi dzień go dostałam, a wcześniej wręczono mi butlę z maską. Po prostu brakuje sprzętu w szpitalach i to jest jeden z podstawowych problemów. Lekarze denerwują się, że ludzie, którzy są dodatni, chodzą do pracy i udają, że wszystko jest dobrze. Medycy są załamani nieodpowiedzialnością ludzi. Do mnie lekarz zagląda raz dziennie i trzy razy dziennie pielęgniarka, aby podawać mi leki, a jak coś się dzieje, wciskam guzik. Generalnie oni starają się wchodzić do pacjentów z COVID-19 jak najrzadziej. Wiesz, jacy oni są zmęczeni? Oni są tak wyczerpani. Ostatnio pielęgniarka próbowała mi zrobić wenflon, nie mogła się wbić. Widziałam, że jest zdenerwowana i w końcu mówi do mnie: "Ja nie jestem na panią zła. Chcę pani pomóc, ale ja już nie mam siły nic robić" - czytamy.

Redakcja Plotka życzy Monice dużo zdrowia!

Więcej o: