Renata Dancewicz wywołała skandal i została wyrzucona z uczelni. Babcia tłumaczyła ją przed księdzem z rozbieranych scen

W latach 90. była objawieniem polskiej kinematografii. Do historii filmu przeszła rozbierana scena z jej udziałem z "Pułkownika Kwiatkowskiego". Renata Dancewicz podkreśla, że pokazywanie nagości nigdy nie stało w kontrze do jej feministycznych poglądów.

"Jestem osobą, która docenia życie i umie być szczęśliwa" - powiedziała w jednym z niedawnych wywiadów. Dodaje też, że jest przede wszystkim kobietą, a dopiero potem aktorką. Renata Dancewicz karierę budowała na własnych zasadach. Nie przeszkodziło jej nawet wyrzucenie ze szkoły filmowej i fakt, że ówczesny rektor placówki nie widział w niej aktorskiego potencjału. Renata Dancewicz zachwycała w filmach, takich jak "Diabelska edukacja", "Pułkownik Kwiatkowski" czy "Ekstradycja". Nigdy nie bała się prezentować swoich wdzięków na ekranie. Do udziału w rozbieranych scenach zachęciła młodą Renatę matka, a babcia tłumaczyła ją z nich przed księdzem. Ale z kościołem aktorce szybko przestało być po drodze. Dziś deklaruje się jako ateistka, za to chętnie wspiera kobiety w ich walce o równe prawa. Nie boi się wypowiadać na trudne tematy, takie jak aborcja. Ale, jak podkreśla, nie jest wcale kontrowersyjna, a po prostu szczera.

Zobacz wideo Plotek Te gwiazdy rozebrały się dla polskiego "Playboya"

Bohaterka skandalu

Gdyby ktoś zapytał małą Renatę Dancewicz, kim chce zostać, kiedy dorośnie, prawdopodobnie wcale nie odpowiedziałaby, że aktorką. Urodzona 7 lutego 1969 roku w Lesznie Renata jako nastolatka interesowała się historią starożytną. Ku aktorstwu zwróciła się dopiero wówczas, kiedy zrozumiała, że udział w szkolnych przedstawieniach sprawia jej ogromną przyjemność. Dlatego po ukończeniu liceum postanowiła zdawać do Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Kiedy za pierwszym razem się nie udało, rozpoczęła studia prawnicze. Wówczas Renata Dancewicz utwierdziła się w przekonaniu, że to właśnie aktorstwo jest jej powołaniem. Przy drugim podejściu została przyjęta w poczet studentów łódzkiej filmówki. Ale to nie był koniec trudności.

Renata Dancewicz spędziła na studiach aktorskich jedynie dwa lata. Dlaczego? Ówczesny rektor, Juliusz Machulski, skreślił ją z listy studentów. Aspirująca aktorka naraziła się zbyt luźnym podejściem do obowiązków i częstymi nieobecnościami na zajęciach, dostała też dwie oceny niedostateczne. Ale nie tylko, bo stała się też bohaterką małego skandalu. Jak wspominała aktorka w wywiadzie z Michałem Misiorkiem dla serwisu Plejada.pl, incydent miał miejsce podczas uroczystej inauguracji roku akademickiego.

Rektorzy wszystkich łódzkich uczelni wygłaszali mowy, a przy scenie stały poczty sztandarowe z każdej ze szkół. (...) Ja nienawidzę takich uroczystości - wspominała aktorka, dodając, że jak na złość wybrano ją do pocztu. - No więc wymyśliłam, że razem z przyjaciółką, która została poproszona o to samo, założymy ultrakrótkie miniówy i czarne kozaki do połowy uda. Do tego zrobiłyśmy sobie tapiry na głowie i makijaż w stylu Kleopatry. Jakby tego było jeszcze mało, postanowiłam żuć gumę. I wybuchł skandal. Napisali o nas nawet w jakiejś łódzkiej gazecie. Świętej pamięci Jan Machulski dorwał mnie na korytarzu i powiedział: Gratuluję, stałaś się sławna – chyba o to ci chodziło - opowiadała ze śmiechem Renata Dancewicz.

Ówczesny rektor miał na odchodnym powiedzieć młodej aktorce, że nie widzi w niej potencjału. Ale to właśnie jego słowa stały się impulsem, który kazał Renacie pokazać profesorowi i całemu światu, że jest dokładnie odwrotnie. Dlatego pomimo braku dyplomu zaczęła starać się o role, na początku teatralne. A przełom w karierze był tuż za rogiem.

Renata DancewiczRenata Dancewicz Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Wyborcza.pl

Praca, a nie żadna rozpusta

Renata Dancewicz zaczęła karierę aktorską z przytupem. Wkrótce po debiucie filmowym w "Samowolce" Feliksa Falka (1993) przyszła propozycja roli, która wzbudziła w młodej aktorce mieszane uczucia. Bo udział w "Diabelskiej edukacji" (1995) Janusza Majewskiego wiązał się z rozbieranymi scenami.

Od początku wiedziałam, że tam będzie sporo rozbierania. Na początku odmówiłam. Po jakimś czasie skontaktował się ze mną mój agent i powiedział, że produkcji bardzo zależy, żebym to ja zagrała. Przekonywał mnie, żebym się zgodziła. I ja wtedy zadzwoniłam do mamy, żeby podzielić się z nią moimi wątpliwościami. Na co ona przyznała: "Dziecko, reżyseruje to Majewski, grają tam wybitni aktorzy – Dymna i Kondrat. Nie ma w tym nic złego". No i ostatecznie zdecydowałam się zagrać, z czego dziś się cieszę, bo nakręciliśmy piękny film - wyznała aktorka w wywiadzie dla serwisu Plejada.pl.

Faktem, że nagość wnuczki zobaczą widzowie w całej Polsce, była zatroskana babcia pani Renaty. Głęboko wierząca kobieta poszła nawet za wnuczkę do spowiedzi i zapytała księdza, czy udział w rozbieranych scenach to grzech. Duchowny odpowiedział, że tak, oczywiście. Ale babcia aktorki stanęła wówczas w jej obronie, odpowiadając księdzu słowami: "Ale to jest praca, a nie żadna rozpusta". Praca jeszcze nie raz wymagała od Renaty Dancewicz pokazania nagiego ciała, ale z czasem nie stanowiło to już dla aktorki tak dużego problemu. Co prawda w przypadku "Pułkownika Kwiatkowskiego" rozbieranej sceny w scenariuszu wcale nie było, ale Kazimierz Kutz w trakcie postanowił ją dodać. Jak się okazało, słusznie, bo dziś nazywa się ją legendarną. Chodzi oczywiście o scenę, w której Marek Kondrat, tytułowy Pułkownik, płacze na widok piękna nagiego biustu granej przed Renatę Dancewicz Krysi.

Rok 1995 okazał się niezwykle pomyślny dla Renaty Dancewicz. Za role w filmach takich jak "Tato", "Deborah" i "Pułkownik Kwiatkowski" wyróżniono ją nagrodą dla najlepszej aktorki drugoplanowej na XX Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W późniejszych latach mogliśmy ją oglądać też w produkcjach takich jak "Eukaliptus" (2002), "E=mc²" (2002), "Siedem przystanków na drodze do raju" (2003), "Pamiętasz mnie?" (2007), "33 sceny z życia" (2008), "Prosto z nieba" (2011) czy "Bejbi blues" (2012). Z kolei na małym ekranie Renata Dancewicz od 2003 roku wciela się w rolę prawniczki Weroniki Wilk w serialu "Na wspólnej".

Na własnych zasadach

Renata Dancewicz zbudowała karierę wedle swoich pragnień i podobnie żyje, stawiając na niezależność. "Dla mnie najważniejszym słowem jest słowo "nie". Nie można żyć, nie biorąc pod uwagę porażki. Jak człowiek tego nie potrafi, ciągle jest sfrustrowanym i napiętym egzemplarzem, który ciągle aspiruje, nie jest w stanie się "puścić" i przeżywać" - przekonywała aktorka w podcaście "Femi Talk" Agi Kozak. A co z życiem prywatnym aktorki? W 1997 roku na planie filmu "Gniew" Renata Dancewicz poznała młodszego od siebie Rafała Maćkowiaka, wówczas 22-letniego studenta Akademii Teatralnej. Szybko okazało się, że oboje czują do siebie coś więcej niż tylko koleżeńską sympatię. Para wkrótce zamieszkała razem i nie stroniła od blasku fleszy. Związek nie przetrwał jednak próby czasu - najprawdopodobniej kością niezgody okazało się odmienne podejście do aktorstwa. Ona traktowała je jako zawód i źródło zarobku, natomiast dla mężczyzny była to bardziej pasja i powołanie. Rozstanie pary odbyło się jednak pokojowo, z dala od zainteresowania mediów.

Dziś Renata Dancewicz jest związana z Tomaszem Winciorkiem, z którym ma syna Jerzego. Tych dwoje również połączyła pasja, ale nie do aktorstwa, a do brydża. Bo choć nie każdy wie, pani Renata jest wielką pasjonatką tego sportu i wraz z partnerem mają na koncie nawet sukcesy w tej dziedzinie. We wrześniu minionego roku para dotarła do finału Mistrzostw Świata rozgrywanego we Wrocławiu.

Renata Dancewicz nie boi się zabierać też głosu w drażliwych, kontrowersyjnych tematach. Otwarcie krytykuje Kościół Katolicki, mówiąc, że w Boga przestała wierzyć już w wieku 11 lat. Krytykuje nadużycia tej organizacji i jej stosunek do kobiet. Aktorka planuje też dokonanie apostazji, ale narzeka na trudności, które mnoży Kościół.

Myślę o tym od dawna i obiecuję sobie, że w końcu się tym zajmę. Żeby to zrobić, musiałabym pojechać do mojej parafii w Lubinie, a odkąd moi rodzice i brat się stamtąd wyprowadzili, w ogóle tam nie bywam. Może da się to zrobić przez internet? Muszę się tym zainteresować. Choć słyszałam, że księża bardzo to utrudniają - mówiła aktorka w wywiadzie dla Plejady.

Renata Dancewicz deklaruje się jako feministka i na słowach wcale nie kończy, otwarcie angażując się w walkę na rzecz równych praw, w tym prawa do aborcji. I choć na początku nowego millenium wzięła udział w rozbieranej sesji dla "Playboya" podkreśla, że wcale się to z jej poglądami nie kłóci.

Renata Dancewicz wspiera także środowiska LGBTQ+. "Chciałabym mieszkać w państwie, w którym wszyscy byliby jednakowo traktowani. Żeby Polska była państwem nie wyznaniowym, tylko świeckim, bo mamy to zapisane w konstytucji" - powiedziała w jednym z wywiadów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.