Przez przypadek wystąpiła nago przed trzema tysiącami statystów. Iwona Bielska miała charakterek

Mogła być zawodową siatkarką, ale ostatecznie zdecydowała się postawić na aktorstwo. I jak pokazał czas, był to świetny wybór. Iwona Bielska przez lata zachwycała na ekranie i na deskach teatru, a jej talent i uroda sprawiły, że głowę straciło dla niej wielu, z Romanem Wilhelmim na czele.

Choć do szkoły teatralnej dostała się dopiero za drugim razem, szybko udowodniła, na co ją stać. Na koncie ma udział w wielu filmach, w tym w kultowym dziś horrorze "Wilczyca" czy "Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego. Jej uroda sprawiła, że przed laty wielu reżyserów widziało ją w scenach rozbieranych. Ale Iwona Bielska bardzo rozważnie kierowała swoją karierą i nie na każdą tego rodzaju propozycję się zgadzała. Podobnie było z mężczyznami - choć szalało za nią wielu, a ówczesne bożyszcze kobiet, Roman Wilhelmi, groził nawet samobójstwem w razie odrzucenia, Iwona Bielska szybko się ustatkowała. Po urodzeniu syna na jakiś czas zniknęła, ale ostatecznie nie poświęciła kariery dla życia rodzinnego. Nawet jako dojrzała kobieta zachwyca w rolach charyzmatycznych, wyrazistych - takich, jak ona sama.

Zobacz wideo Kurdej-Szatan pokazała, co działo się na urodzinach "M jak Miłość"

"Bielska tu gdzieś jest?"

Urodzona 7 września 1952 roku w Łodzi Iwona Bielska nie od razu wiązała swoją przyszłość z aktorstwem. Jako młodej, pełnej energii dziewczynie, obdarzonej smukłą sylwetką, zdecydowanie bliżej było jej do świata sportu. Konkretnie siatkówki, bo to właśnie w tej dyscyplinie młoda Iwona Bielska się spełniała. Ale na tym nie kończyły się zainteresowania ambitnej dziewczyny.

Chciałam dużo sobą reprezentować, więcej niż przeciętny człowiek. Grałam na pianinie, ponieważ w rodzinie mieliśmy pianistkę - przychodziła uczyć mnie i siostrę. Zajęcia baletowe - już nie pamiętam, kto mnie wciągnął. Był jeszcze basen, potem w liceum zaczęła się siatkówka. Przez moment grałam nawet w reprezentacji kraju. Moja polonistka z liceum mówiła: "Ty, Bielska, jesteś człowiekiem Odrodzenia". To był dla mnie wielki komplement - wspominała Iwona Bielska w wywiadzie dla magazynu "Claudia".

Z czasem w pełnym pasji życiu młodej Iwony Bielskiej pojawiło się również zainteresowanie aktorstwem. I tak tuż po maturze ambitna dziewczyna stanęła przed komisją egzaminacyjną łódzkiej szkoły filmowej. Musiała jednak odejść z kwitkiem - zawinił jej nieodpowiedni zdaniem egzaminatorów głos.

Powiedzieli, że mam chory głos, guzy na strunach i mam dać sobie spokój. No więc dałam - opowiadała Iwona Bielska w "Wysokich Obcasach".

Nie dała jednak tak łatwo za wygraną. Rozpoczęła co prawda studia na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego. Nigdy nie dane jej było ich ukończyć, ponieważ po dwóch latach Iwona znów spróbowała swoich sił na egzaminie do szkoły aktorskiej - tym razem krakowskiej. Początkowo wydawało się, że i tam zostanie odrzucona. Ale przewrotny los szybko się odmienił.

Po pierwszym etapie egzaminów na PWST odpadłam. Usiadłam na korytarzu, na schodach i ryczałam. Czekałam na kolegę z Łodzi, który też zdawał. Nagle słyszę głos dziekana: "Bielska tu gdzieś jest?". Jestem. "Przyjdź jutro na dodatkowy egzamin". Okazało się, że tam bardzo spodobał się mój głos, a profesor Merunowicz obiecał popracować nad dykcją. No i zdałam - wspominała Iwona Bielska w "Wysokich Obcasach".

Iwona BielskaIwona Bielska KAPiF

Naga przed trzema tysiącami statystów

W 1977 roku Iwona Bielska otrzymała dyplom krakowskiej szkoły aktorskiej i zaraz potem zadebiutowała na scenie. Ale jeszcze wcześniej zetknęła się z filmem. Wszystko za sprawą dziadka, który pracował jako główny księgowy w Wytwórni Filmów Oświatowych. Któregoś dnia, tuż po egzaminach w Krakowie, zapytał, czy wnuczka chciałaby sobie dorobić. Iwona zgodziła się i już pierwszego dnia pracy w stołówce studentka poznała ówczesnego gwiazdora i bożyszcze kobiet, Romana Wilhelmiego. Młoda, atrakcyjna kobieta natychmiast wpadła mu w oko. Pomiędzy parą wybuchł romans. Niestety, aktor okazał się niełatwym partnerem.

To była trudna miłość. Dzwonił do mnie do akademika i mówił: "Jeśli natychmiast nie przyjedziesz, to skoczę z balkonu, bo właśnie stoję na balustradzie". Więc wsiadałam do taksówki i jechałam - wyznała Iwona Bielska.

U boku Wilhelmiego Iwona Bielska wystąpiła w filmie "Ćma". Ale związek pary aktorów rozpadł się samoistnie po trzech latach - Bielska zrozumiała, że huśtawka emocjonalna, którą fundował jej partner, to dla niej po prostu zbyt wiele. Poza tym była zajęta szkołą, on dużo pracował, więc widywali się coraz rzadziej. Rozeszli się jednak w przyjaźni, a nawet po rozstaniu Wilhelmi wspierał byłą ukochaną. Mniej dramatyczny okazał się za to związek z kolegą ze studiów, Mikołajem Grabowskim. Para spotkała się w latach 80. w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Wkrótce wzięli ślub, a w 1984 roku na świecie pojawił się ich syn, Michał. Wówczas Iwona postanowiła poświęcić się rodzinie. "Ponieważ nigdy nie miałam przemożnego parcia na występowanie, uznałam, że to czas dla syna. Ani mnie nie brakowało grania, ani innym nie brakowało mnie" - tłumaczyła swoje zniknięcie. Ale zanim Iwona Bielska została matką i postanowiła zrobić sobie przerwę od kariery, zdążyła wyrobić sobie w świecie filmu nie lada pozycję.

Jeszcze przed dyplomem Iwona Bielska wzbudziła zainteresowanie Andrzeja Żuławskiego. Reżyser postanowił obsadzić ją w swoim filmie "Na srebrnym globie". Ale dopiero po tym, jak początkująca aktorka przystała na jego propozycję, poinformował ją o dosyć ważnym szczególe - miała w jednej ze scen wystąpić zupełnie nago. "Bo rozbitkowie na Księżycu postanawiają przedłużyć gatunek dla dobra ludzkości. Jedna kobieta i dwóch mężczyzn" - wspominała Iwona Bielska po latach. Młoda aktorka zgodziła się na odważny krok, ale pod warunkiem, że zapewnioną będzie intymność - w namiocie, gdzie rozgrywała się scena, oprócz niej i jej filmowego partnera nie miało być nikogo. Na odwagę wypiła zaoferowany jej przez członków ekipy filmowej spirytus. Mocny alkohol sprawił jednak, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Kiedy padł klaps, Bielska ledwo trzymała się na nogach. A gdy zorientowała się, że reżyser nie dotrzymał warunków umowy, bo w namiocie był ktoś jeszcze, wpadła w szał.

Zaczęłam wrzeszczeć, pokazując na niego palcem: "Ktooo tooo jeeest!? Oszukali mnie, skurwysyny!". Wrzeszcząc, wybiegłam goła z namiotu przed trzy tysiące statystów czekających na swoją scenę - wyznała po latach w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" Iwona Bielska.

Nie tylko Wilczyca

W 1982 roku Iwona Bielska w filmie "Wilczyca" wcieliła się w główną rolę. Obraz w reżyserii Marka Piestraka jest dziś przez wielu uważany za kultowy. Ale choć film przyniósł Bielskiej rozpoznawalność, pracy nad nim aktorka nie wspomina najlepiej.

Kręciliśmy w paskudnym, rozsypującym się domostwie. Stamtąd przywlokłam do krakowskiego mieszkania pluskwy. I ten film kojarzy mi się ze wszystkim na "de": dezynfekcją, dezynsekcją, deratyzacją, dezaktywacją - śmiała się w "Claudii". - Musieliśmy na jakiś czas wyprowadzić się z domu. To był horror! A pod koniec zdjęć wybuchł stan wojenny. Podróże były upiorne: co kilka kilometrów ogniska, wojsko i kontrole. Miałam specjalne zaświadczenie, że mogę się poruszać po kraju - wspominała Iwona Bielska.

Fani wdzięków Iwony Bielskiej mogli ją oglądać też w komedii erotycznej "Co lubią tygrysy" z 1989 roku. Aktorka wcieliła się w niej w postać prostytutki Cynthii. Z kolei w 1995 roku wystąpiła w filmie "Pułkownik Kwiatkowski". Ale kariera Iwony Bielskiej to nie tylko role filmowe. Jako żona Mikołaja Grabowskiego - reżysera teatralnego związanego z krakowskim Teatrem Starym - Iwona Bielska stworzyła wiele niezapomnianych ról. Wcieliła się m.in. w postać królowej Elżbiety w "Królowej i Szekspirze", sztuka ta była grana również w Teatrze STU. Z Teatru Starego odeszła, kiedy jej mąż przestał być jego dyrektorem, później pojawiała się w nim jedynie gościnnie. Występowała także na deskach teatru im. Juliusza Słowackiego, oglądać ją można również w prywatnym Teatrze IMKA Tomasza Karolaka.

Choć Iwona Bielska po urodzeniu syna zrobiła sobie przerwę od grania, szybko wróciła na ekrany i deski teatru. Jest też aktorką, która udowadnia, że niezapomniane kreacje można stworzyć w każdym wieku. Role seksownych kocic z czasem zastąpiły kreacje pewnych siebie, charyzmatycznych, wyrazistych kobiet. A z pewnością takich, które widzowi na długo zapadają w pamięć. Taka była jej bohaterka z "Wesela" Wojciecha Smarzowskiego, "Sztuki kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" Marii Sadowskiej, "Pod Mocnym Aniołem" Smarzowskiego, "Disco polo" Macieja Bochniaka czy "Córek dansingu" Agnieszki Smoczyńskiej. Iwona Bielska nie boi się wyzwań. W "Polityce" Patryka Vegi wcieliła się w Krystynę Pawłowicz. Wyraziste kreacje potrafiła stworzyć także w serialach, takich jak m.in. "Przepis na życie", "Druga szansa" czy "Stulecie Winnych".

Na ekranach ostatnio Iwonę Bielską mogliśmy zobaczyć w 2019 roku. Aktorka przekonuje, że stroni od zainteresowania mediów, unika branżowych imprez. Od blasku fleszy woli spokojne życie w malowniczej wiosce niedaleko Krakowa.

Żadne tam splendory, suknie, nagrody, flesze mnie nie kręcą (...). Zawsze mi się wydaje, że mam tyle, na ile zasługuję. Nie mam pretensji do losu, że powinnam być gdzieś indziej, mieć coś więcej. Wszystko mi się zgadza - przekonywała Iwona Bielska w wywiadzie dla magaynu "Claudia".
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.