Nazywano ją "polską Brigitte Bardot", rozkochała w sobie Łapickiego. Po latach niepowodzeń została milionerką. Dziś kończy 77 lat

Kiedy występowała w rozbieranych scenach, w kinowych kasach brakowało biletów. Krytyk filmowy Wiesław Kot zachwycał się jej "fenomenalną fotogenicznością" i nazwał "Słoneczkiem PRL-u", zaś gazety okrzyknęły ją "polską Brigitte Bardot". Irena Karel - niesłusznie zapomniana czołowa seksbomba PRL-u świętuje dziś 77. urodziny.

Zmęczeni szarą rzeczywistością PRL-u Polacy potrzebowali piękna i uśmiechu. Nic więc dziwnego, że kiedy film reklamowano plakatem z seksowną, radosną blondynką, bilety sprzedawały się jak świeże bułeczki. Nawet, jeśli Irena Karel występowała w drugoplanowej czy epizodycznej roli, jej fani szli do kina tylko po to, by przez kilka minut podziwiać na ekranie jej wdzięki. Wysmakowany styl gwiazdy komplementowali nawet hotelowi portierzy. Ale choć Irenę Karel podziwiał cały kraj, kobieta nie miała szczęścia w miłości. Po śmierci męża popadła w depresję. I być może o aktorce zupełnie by zapomniano, gdyby nie uśmiech losu, który sprawił, że stała się milionerką.

Irena Karel na Jubileuszu Teresy Lipowskiej w TVP SerialeIrena Karel na Jubileuszu Teresy Lipowskiej w TVP Seriale Marcin Borkowski / Marcin Borkowski/East News

Wschodząca gwiazda

Przyszła aktorka urodziła się we Lwowie 10 sierpnia 1943 jako Irena Kiziuk. Już jako mała dziewczynka olśniewała urodą. Wkrótce po jej narodzinach rodzina przeniosła się do Warszawy. Tam nauczycielka polskiego, Kazimiera Majerowa, dostrzegła u Ireny talent aktorski i zachęciła dziewczynę do udziału w konkursie recytatorskim. Po tym, jak przeszła wszystkie etapy i dotarła do ścisłego finału, Irena nabrała pewności siebie. Postanowiła zdawać do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Nie było to łatwe zadanie – o 19 miejsc na roku ubiegało się wówczas aż 2000 chętnych! A podczas egzaminu Irena musiała "zagrać" różne interpretacje mało wdzięcznego zdania: "Zdejmij, chamie, tę czapkę". Udało się – panna Kiziuk zdobyła wymarzony indeks i znalazła się w zacnym gronie. Jej kolegami z roku byli min. Jan Englert, Marian Opania i Maciej Damięcki.

Piękna i zdolna studentka przyprawiała o przyspieszone bicie serca kolegów z roku i profesorów. Ponoć zakochał się w niej Andrzej Łapicki, ale Irena pozostawała niewzruszona na jego awanse. Powodem nie był brak zainteresowania przystojnym aktorem, a fakt, że romans pomiędzy profesorem a studentką był dla Ireny nie do pomyślenia. Młoda kobieta nie zamierzała nikomu dostarczać tematów do plotek. Zamiast wikłać się w niemoralne jej zdaniem romanse, wolała się skupić na pracy. Jeszcze będąc na studiach, zaczęła występować w kabaretach, m.in. w Kabarecie Dudek czy kabarecie Jana Tadeusza Stanisławskiego. Bo, jak powiedziała Irena Karel po latach, uwielbiała nabijać się z ludzkich przywar. Zawsze też miała duży dystans do siebie samej. Pogodna osobowość i talent, w połączeniu ze zjawiskową urodą Ireny, sprawiły, że pokochał ją też teatr. A niebawem upomniało się o nią kino. W wieku 21 lat aktorka zadebiutowała w filmie "Pingwin", w którym wystąpiła u boku Zbyszka Cybulskiego. Pomimo że zagrała drobną, właściwie epizodyczną rolę, wpadła natychmiast w oko nie tylko publiczności, ale też krytykom i wpływowym ludziom ze świata kina. Zaraz potem aktorka zaczęła robić błyskawiczną karierę pod nazwiskiem Karel – uważała, że brzmi ono znacznie bardziej światowo i jest odpowiedniejsze dla artystki, niż jej własne.

Irena Karel w Akademii Pana KleksaIrena Karel w Akademii Pana Kleksa East News

Seksbomba

Zjawiskowa uroda Ireny Karel była obok talentu przepustką do kariery, ale jak okazało się w późniejszych latach, również jej przekleństwem. Karel obsadzano w filmach nie ze względu na jej niewątpliwy talent aktorski, a na warunki. Bo szybko okazało się, że nawet jeśli Irena występuje w drobnej roli – jak najczęściej się to zdarzało – jej nazwisko przyciąga publiczność do kin. Spragnieni piękna, zmęczeni szarą rzeczywistością PRL Polacy oszaleli na punkcie aktorki, która często na ekranie występowała bardzo skąpo ubrana lub wręcz nago. Doszło do tego, że kiedy pocztą pantoflową rozeszła się wiadomość, iż w filmie "Stajnia na Salwatorze" 24-letnia aktorka pojawia się nago, pod kasami kin ustawiły się długie kolejki, a bilety na seanse wyprzedały się niczym świeże bułeczki. Nawet jeśli Karel pojawiała się na ekranie tylko przez kilka minut, nie brakowało takich, którzy szli do kina kilkukrotnie po to tylko, aby móc podziwiać jej wdzięki w rozbieranych scenach. To, że jej nazwisko jak magnes przyciągało publiczność przed ekrany, sprawiło, że Karel szybko stała się gwiazdą międzynarodową. Występowała również w produkcjach NRD, m.in. w filmie science-fiction zatytułowanym "Sygnały MMXX".

Uroda i seksapil Ireny Karel sprawiły, że do aktorki przylgnęła łatka "polskiej Brigitte Bardot". Fizyczne podobieństwa pomiędzy francuską gwiazdą a jej warszawską koleżanką po fachu podkreślano odpowiednimi fryzurami i makijażem. Karel często brała udział w sesjach zdjęciowych dla ilustrowanych magazynów. Mężczyźni wieszali sobie jej zdjęcia na ścianach, kobiety zazdrościły aktorce nienagannej figury i wysmakowanego stylu. Bo Irena Karel zawsze miała świetny gust i potrafiła trzymać rękę na modowym pulsie. W latach 60. nosiła ówczesny ostatni krzyk mody – krótkie, kolorowe sukienki i kozaki. Wyglądała w nich tak zjawiskowo, że komplementami obsypywano ją na każdym kroku. Nawet hotelowi portierzy nie mogli od gwiazdy oderwać wzroku. Ale pomimo zainteresowania, jakie wzbudzała, Irena Karel pozostała skromna. Nie miała parcia, aby grać bardziej ambitne role. Bo, jak mówiła, "znała swoje miejsce w szeregu".

Irena Karel - z archiwum TVPIrena Karel - z archiwum TVP ZYGMUNT JANUSZEWSKI / !ZYGMUNT JANUSZEWSKI/TVP/East News

Kariera i miłość

Skromność i brak przebojowości przyczyniły się do tego, że Irena Karel właściwie nigdy nie wysunęła się na pierwszy plan. Pomimo talentu, nie zdobywała nagród. A jednak błyszczała. Mężczyźni za nią przepadali, jednak Karel dość długo szukała "tego jedynego". Na planie filmu "Poradnik matrymonialny" uległa wreszcie awansom Andrzeja Łapickiego. Romans, który połączył parę, był jednak jedynie przelotną przygodą. Łapicki nie był już wprawdzie profesorem Karel, ale był od niej znacznie starszy. I choć aktorce z pewnością imponowała sława i dorobek starszego partnera, nie mogła pogodzić się z faktem, że Łapicki ma żonę i jest ojcem dzieci zbliżonych wiekiem do niej. Próby czasu nie przetrwała też relacja z innym aktorem – Tadeuszem Rossem. Irena Karel sporo pokazywała na ekranie, ale pomimo iż ciągnął się za nią wizerunek seksbomby i łamaczki męskich serc, nie była bohaterką skandali.

Kiedy Irena Karel wreszcie stanęła na ślubnym kobiercu, jej wybór wielu zaskoczył. Aktorka zdecydowała się wyjść za poznanego na planie filmu "Dzień listopadowy" operatora filmowego, Zygmunta Samosiuka. Nie tylko nie był on kinowym amantem, jakiego u boku Karel widzieliby jej fani. Samosiuk też był już po rozwodzie ze swoją pierwszą żoną, historyczką sztuki i architektką, Krystyną Szabłowską. W 1974 roku, kiedy Karel brała z Samosiukiem ślub, rozwodnik wciąż uważany był jeszcze za nienajlepszą partię. W dodatku, jak wkrótce przekonała się świeżo poślubiona żona, jej mąż, delikatnie mówiąc, nie wylewał za kołnierz. Z czasem problem alkoholowy Samosiuka zaczął narastać i stał się przyczyną coraz większych tarć w małżeństwie. Para schodziła się i rozchodziła, Karel wciąż starała się wybaczać mężowi, mając nadzieję, że ten zgodnie ze składanymi jej obietnicami poprawi się i da jej spokojny dom i dzieci. Myliła się.

Irena Karel obecnieIrena Karel obecnie Piotr Placzkowski/REPORTER / PIOTR PLACZKOWSKI/REPORTER

Tragedia i uśmiech losu

Irena Karel po ślubie wciąż pracowała. Ale nadal pojawiała się jedynie na drugim planie. A kiedy reżyser Jan Rybkowski zaproponował jej główną rolę Jagny w "Chłopach", odmówiła. Uważała, że nie ma wystarczających kwalifikacji, a jej koleżanka, Anna Seniuk zagra lepiej. Ale na równi ze zbytnią skromnością aktorki, karierze Ireny Karel na drodze stanęła osobista tragedia. Karel w latach 80. sporo grała za granicą. Podróżami i pracą rekompensowała sobie niepowodzenia w związku, który przez uzależnienie męża coraz bardziej się sypał. Dziewięć lat po ślubie, Irena Karel przebywała w USA. Choć Samosiuk błagał ją, by wracała, ona wciąż przedłużała pobyt. Aż pewnego dnia przyszła tragiczna wiadomość: jej mąż nie żył.

Irena Karel bardzo długo nie mogła sobie wybaczyć tego, że nie była przy mężu, kiedy umierał i najbardziej jej potrzebował. Pomimo jego choroby alkoholowej, nie przestała go kochać. Po jego śmierci dręczona wyrzutami sumienia, popadła w depresję. Praktycznie przestała grać, pojawiała się co jakiś czas jedynie w niewielkich epizodach. Pracowała tylko tyle, by zarobić na podstawowe potrzeby i przeżyć z dnia na dzień. Ta, która kiedyś rozświetlała szarą codzienność PRL, którą kochały tłumy, popadła w zapomnienie. Ale jednak, pomimo początkowego załamania, zachowała pogodę ducha. Wierzyła, że lepsze jutro nadejdzie – i miała rację. W 2011 roku los uśmiechnął się do Ireny Karel. Okazało się, że aktorka odziedziczyła spadek, którego wartość oszacowano na siedmiocyfrową kwotę. W skład spadku wchodziły m.in. rozległe tereny położone w pobliżu warszawskiego ZOO. Irena Karel z dnia na dzień stała się milionerką. Dziś nie musi już grać po to, by zarobić na życie. Dlatego wybiera wyłącznie ciekawe, ważne dla siebie propozycje. W 2012 roku wystąpiła w "Róży" Wojciecha Smarzowskiego. Irena Karel nawet w trudnych momentach podkreślała, że kocha życie i stara się optymistycznie patrzeć w przyszłość. Jak widać, w jej przypadku zadziałała magia pozytywnego myślenia!

Irena KarelIrena Karel East News