Tomasz Raczek z politowaniem patrzy na to, co wyprawia się w Cannes. Wspomniał o influencerkach

Trwa festiwal w Cannes, a polskie influencerki z podekscytowaniem nadają z czerwonego dywanu. Co o imprezie sądzą ludzie związani z kinem? Tomasz Raczek gorzko to podsumował.

Do 25 maja trwa 77. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes. W tym roku pokazów polskich filmów nie będzie, ale pojawiły się rodzime akcenty w produkcjach takich jak "Dziewczyna z Igłą" polsko-szwedzkiego reżysera Mangusa Von Horna, "Limonowa" na podstawie scenariusza Pawła Pawlikowskiego i "Surfer" ze zdjęciami Radka Ładczuka. Na czerwonym dywanie już bryluje Natalia Janoszek i Caroline Derpieński. Influencerki na bieżąco relacjonują pobyt w Cannes w sieci. Skąd się tam wzięły? Jak się okazuje, aby trafić do Cannes, wcale nie trzeba zasłużyć na zaproszenie wybitnym filmem. Swoje przysłowiowe pięć minut sławy można po prostu kupić. Oczywiście nie są to małe kwoty. Tomasz Raczek w rozmowie z "Faktem" przyznał, że jest zniesmaczony tym, co stało się w ostatnich latach z festiwalem. Samo wydarzenie określił jako targowisko próżności i gorzko wypowiedział się o aspirujacych "gwiazdach", które kupują sobie wstęp na czerwony dywan. 

Zobacz wideo Byliśmy na pokazie Caroline Derpieński. Kawior, dollarsowy tort i... sami zobaczcie

Tomasz Raczek gorzko o festiwalu w Cannes. "To przestała być impreza tylko dla ludzi kina"

Tomasz Raczek to jeden z najbardziej znanych polskich krytyków filmowych. Publicysta jest wyraźnie zawiedziony faktem, że w polskim filmie na tyle mało się dzieje, że w tym roku nie było nawet kogo wysłać do Cannes. Raczek ubolewał też nad samym festiwalem, który w ostatnich latach bardzo się zmienił. Kiedyś aspirujące celebrytki nie miały wstępu na czerwony dywan, ale to zmieniło się z czasem. Festiwal obecnie przyciąga ogromne zainteresowanie mediów z całego świata, a to wiąże się z tym, że skupia się nie tylko wokół kina, ale także mody, celebrytów i promowania marek. Krytyk jest przekonany, że influencerki płacą ogromne pieniądze za to, aby pojawić się na czerwonym dywanie, co poniekąd psuje samo wydarzenie. 

 
Festiwal stał się targowiskiem próżności właśnie przez to, że zainteresowanie mediów z całego świata jest tak ogromne. To przestała być impreza tylko dla ludzi kina. Dziś festiwal w Cannes to także gigantyczna impreza marketingowa. Oczywiście dobre filmy są wyświetlane w konkursie, ale żeby trafić na tę salę, w której odbywają się konkursowe projekcje, trzeba mieć ileś specjalnych przepustek i oczywiście bilet. Influencerki, które się tam dostają, pewnie płacą duże pieniądze za bilet. Może mają sponsorów po prostu. Niestety, polskich filmów w tym roku w Cannes nie ma. Ostatnio w polskim filmie słabo się dzieje, nawet nie ma czego tam wysłać

- podkreślił Tomasz Raczek w rozmowie z "Faktem". 

Tomasz RaczekTomasz Raczek Fot. Tomasz Raczek/ Youtube

Ty też możesz być jak Derpieński. Wstęp na czerwony dywan w Cannes można sobie kupić

Już powszechnie wiadomo, że wystarczy zapłacić odpowiednią kwotę, aby móc przejść się po czerwonym dywanie w Cannes. Nie trzeba się nawet specjalnie natrudzić, aby znaleźć firmę, która się w tym specjalizuje. Za jej pośrednictwem można kupić bilet na filmowe premiery, a także ceremonię otwarcia i zamknięcia, gdzie można m.in. przejść się po schodach pałacu festiwalowego i słynnym czerwonym dywanie. Koszt takiej imprezy? Ceny wahają się od pięciu do ośmiu tysięcy dolarów. Skusicie się?

 
 
Co sądzisz o festiwalu w Cannes?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.