Zanim znalazła tego jedynego, zaliczyła parę pomyłek. Do dziś nie znamy nazwiska jej pierwszego męża

Nazywa się ją ikoną telewizji, swój autorski program prowadzi od ponad 40. lat. Charakterystyczny sposób krzyżowania nóg stał się jej znakiem rozpoznawczym. I choć "Sprawa dla reportera" przez ostatnie lata często stawała w ogniu krytyki, wielu nie wyobraża sobie telewizji bez programu i jego autorki. A jaka prywatnie jest Elżbieta Jaworowicz?

Kultowy program czy "dinozaur TVP"? Zdania na temat "Sprawy dla reportera" są mocno podzielone, szczególnie po wpadkach takich jak ta z grającą na "uzdrawiających" bębnach Tamarą Gonzalez Pereą. Ale choć program w dzisiejszej formie można lubić lub nie, trudno się nie zgodzić z faktem, że zarówno on, jak i jego autorka tworzyli historię polskiej telewizji. Określenie "nogi na Jaworowicz" weszło do języka potocznego, a sama pani Elżbieta ma wierne grono fanów. I trudno się dziwić, bo w swoich złotych czasach "Sprawa dla reportera" przybliżała i nieraz starała się rozwiązać ludzkie problemy i dramaty. Wszystko dzięki dziennikarskiej dociekliwości i warsztatowi Elżbiety Jaworowicz. Jednak tym, którzy z równą dociekliwością próbowali pytać gwiazdę TVP o jej życie prywatne, miała najczęściej niewiele do powiedzenia. A szkoda, bo nawet na podstawie skąpych informacji można wywnioskować, że burzliwe życie prywatne Elżbiety Jaworowicz mogłoby posłużyć jako materiał filmowego scenariusza.

Zobacz wideo Marta Manowska jest gwiazdą TVP

Od "kącika mody" do "Sprawy dla reportera"

Elżbieta Jaworowicz przyszła na świat 31 marca 1946 roku w Nisku. Jej nazwisko panieńskie brzmiało Latawiec, a jej ojciec był ważnym przedstawicielem lokalnej kadry pracowniczej. Rodzinna miejscowość szybko okazała się jednak dla Elżbiety za mała. Młodą dziewczynę ciągnęło do stolicy, a kiedy już tam dotarła, była oczarowana. "To było moje pierwsze, może drugie zetknięcie z wielkim światem. Przyjechałam zdawać egzamin na polonistykę. Usiadłam w sali i zaczęłam podziwiać tę kolorową, pewną siebie młodzież.... Poczułam się prowincjuszką, ale później zrozumiałam, że prowincja bywa w nas, a nie zależy od miejsca urodzenia" - wyznała Iwonie Havranek w jednym z nielicznych wywiadów, jakich udzieliła.

Byłam oczytana i może niegłupia. Wiedziałam, że muszę wyrwać się do innego świata... Ot tak nie mogłam zostać w Warszawie, bo nie miałam poparcia. Nie miałam szans na pracę ani na zameldowanie. Instytut Dziennikarstwa dawał pewną szansę, choć dziennikarstwo moją pasją wtedy nie było... Nie było łatwo

- wspominała Elżbieta Jaworowicz w tej samej rozmowie. Studia podyplomowe w Instytucie Dziennikarstwa były rozwiązaniem, ale młoda kobieta musiała jeszcze jakoś się w Warszawie utrzymać. W tym celu wystartowała w konkursie organizowanym przez program "Telewizyjny Ekran Młodych". Udało się - Elżbieta prowadziła "kącik mody", zajmowała się sprawami młodzieży. Ale szybko zrozumiała, że nie jest to tematyka, jaką docelowo chciałaby się zajmować. Postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce. Zaproponowała szefostwu stacji własny koncept programu. Odwaga po raz kolejny się opłaciła. Elżbieta Jaworowicz i jej "Sprawa dla reportera" dostały zielone światło od dyrekcji TVP. 29 stycznia 1983 roku został wyemitowany pierwszy odcinek programu.

"Sprawę dla reportera" i jego autorkę określa się często mianem "niezatapialnych". Bo zarówno program, jak i sama Elżbieta Jaworowicz przetrwali w TVP nie tylko transformację ustrojową, ale i późniejsze zmiany, w tym kilkudziesięciu prezesów stacji. Ale nie zawsze było łatwo. Program, pokazujący ludzkie problemy i dramaty nie do końca wpisywał się w peerelowską propagandę sukcesu. Elżbieta Jaworowicz potrafiła jednak tak umiejętnie dobierać tematy, aby nikomu się nie narazić.

Największy sukces "Sprawa dla reportera" odniosła jednak w latach 90. Bo w protransformacyjnej Polsce nie brakowało ludzi, którzy porzuceni przez system nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Pojawiały się nieporozumienia, kłótnie, nieraz przybierające dramatyczny obrót. Elżbieta Jaworowicz jeździła z kamerą po całej Polsce, była wszędzie tam, gdzie potrzebna była interwencja. Nikt wcześniej nie odważył się na taki krok, telewizja nie była dotychczas tak blisko ludzi. "Nie umiem być profesjonalnie obojętna, czasem zdarza mi się popłakać z bohaterami. Ale mam też pewność ręki lekarza, który, gdy operuje, nie może mieć drżącej dłoni" - wyznała kiedyś Elżbieta Jaworowicz.

Do trzech razy sztuka

Sukces w życiu zawodowym Elżbiety Jaworowicz w początkach jej kariery nie przekładał się na pomyślność w życiu prywatnym. Zanim znalazła tego jedynego, gwiazda TVP zaliczyła parę pomyłek. Po raz pierwszy na ślubnym kobiercu stanęła u boku tajemniczego warszawskiego biznesmena. Do dziś nie znamy tożsamości mężczyzny. Wiadomo natomiast, że drugim wybrankiem pani Elżbiety był kierowca rajdowy Lech Jaworowicz. Z tego małżeństwa publicystka wyniosła nazwisko, którego nie zmieniła nawet po rozwodzie. Ten stał się faktem dość szybko, a zawiniła tak zwana różnica charakterów, która zamiast połączyć małżonków na zasadzie przyciągających się przeciwieństw, na dobre ich poróżniła.

"Postawiłam na związek, który kompletnie nie był dla mnie. Dzieliło nas wszystko - upodobania, system wartości, styl życia. Ja studiowałam trzeci fakultet, on wolał zupełnie inne 'rozrywki'. Byliśmy za młodzi, za głupi. Dzisiaj mamy poprawne stosunki. Pocieszam się, że każde cierpienie ma swój sens. Po coś to było" - - mówiła Elżbieta Jaworowicz w rozmowie z magazynem "Viva!". W tym czasie w mediach pojawiały się doniesienia, jakoby publicystkę łączyło coś więcej z Wojciechem Gąssowskim. Ale główna zainteresowana skomentowała te plotki krótko: "Lojalny, miły. Łączyła nas raczej przyjaźń niż kochanie".

Elżbieta JaworowiczElżbieta Jaworowicz Elżbieta Jaworowicz cytuje Norwida i płacze na antenie; Screen z programu 'Sprawa dla reportera'/ vod.tvp.pl

W przypadku Elżbiety Jaworowicz sprawdziło się powiedzenie "do trzech razy sztuka". Bo to właśnie mąż numer trzy okazał się tym jedynym. Eugeniusza Mleczaka, bo to o nim mowa, publicystka poznała na imprezie, na której wręczano nagrody Benemerenti Ordynariatu Polowego. Mężczyzna w przeszłości był rzecznikiem Ministerstwa Obrony Narodowej. Tym razem jednak para była bardziej ostrożna i zwlekała z ostatecznym krokiem. Poznali się w latach 90., a sakramentalne "tak" powiedzieli sobie dopiero w 2010 roku.

Zdaniem Elżbiety Jaworowicz warto było czekać. "Jestem szczęśliwa, kocham i jestem kochana. Sądzę, że po raz pierwszy w życiu jestem kochana naprawdę. Mam nareszcie oddanego przyjaciela. To rzadkie połączenie delikatności, wrażliwości z bardzo męskimi cechami i umiejętnościami" - chwaliła męża na łamach magazynu "Viva!". Z kolei w wywiadzie dla "Życia na gorąco" Elżbieta Jaworowicz wyznała, że żałuje w życiu tylko jednego. "Żałuję, że nie było mi dane poznać smaku macierzyństwa. Myślę, że gdybym miała dziecko, moje życie lepiej by wyglądało. Szczęściem jest posiadanie rodziny" - powiedziała wówczas. Zdjęcia Elżbiety Jaworowicz znajdziecie w naszej galerii na górze strony.

Najdłuższe nogi TVP i wpadki na wizji

Stworzony przez Elżbietę Jaworowicz program "Sprawa dla reportera" przez wielu jest uznawany za kultowy. Równie szerokie grono fanów ma jego prowadząca i jej uroda, w szczególności nogi. Te ostatnie nazywa się często najdłuższymi w TVP, a inni przekonują, że nadal rosną. Nogi Elżbiety Jaworowicz nieraz stały się też bohaterem memów.

Nie brakuje jednak takich, którzy najchętniej zdjęliby program z wizji, a jego prowadzącą wysłali na emeryturę. Swoje zdanie popierają wpadkami, których "Sprawa dla reportera" zaliczyła całkiem sporo. Wielu uważa także, że program przeinacza fakty i często mija się z prawdą. Właśnie o to oskarżył Elżbietę Jaworowicz Leszek Bubel. Dziennikarce nie udało się zachować zimnej krwi w obliczu krytyki i kopnęła adwersarza. W odpowiedzi mężczyzna wytoczył jej proces. Ostatecznie Elżbieta Jaworowicz miała zapłacić 18 tys. zł na rzecz oskarżyciela.

Tamara Gonzalez Pereira, Elżbieta JaworowiczTamara Gonzalez Pereira, Elżbieta Jaworowicz Fot. tvp.pl 'Sprawa dla reportera' screen

Wielu uważa, że "Sprawa dla reportera" nie realizuje już dziś swojej misji i stała się własną karykaturą. Dowodem tego są wpadki, takie jak ta, kiedy tuż po zwierzającej się ze swojej smutnej historii ofierze przemocy domowej pojawił się gwiazdor disco polo z weselnym hitem "Żono moja". Widzowie mogli zobaczyć, jak podczas jego występu kobieta, nad którą znęcał się mąż, zalewa się łzami.

Innym razem hitem internetu stał się odcinek, w którym wystąpili ludzie zmagający się z ciężkimi chorobami. Jako jedna z ekspertek pojawiła się natomiast Tamara Gonzalez Perea - niegdyś blogerka modowa, znana jako Macademian Girl, obecnie, jak sama się przedstawiła na wizji: "terapeutka ustawień systemowych, praktyk totalnej biologii, soul coach i terapeutka uzdrawiania dźwiękiem". Tamara najpierw przysłuchiwała się historii kobiety po udarze, która "czuje się jak robot i ciało bez duszy", a następnie zagrała na bębnie, uprzedzając wcześniej, że nie wie, co to będzie. "Zawsze gram, jak mi przypłynie" - wyjaśniła, dodając, że dźwięki bębna mają uzdrawiającą moc.

Trudno więc się dziwić, że w mediach coraz częściej pojawiają się doniesienia, jakoby "Sprawa dla reportera", która ponoć ma coraz słabszą oglądalność, miała niebawem zniknąć z ramówki TVP. Czyżby więc po ponad 40 latach na wizji Elżbieta Jaworowicz miała przejść na emeryturę? A może ma w zanadrzu kolejny projekt? Niebawem prawdopodobnie się przekonamy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.