Mąż Katarzyny Skrzyneckiej chwali się: "Popylam" w szpilkach lepiej niż niejedna kobieta. Co na to żona?

Marcin Łopucki w wywiadzie dla portalu Wprost opowiedział, jak radzi sobie z występami w programie "Czas na show. Drag me out", gdzie niejednokrotnie musi pojawiać się w butach na obcasach. Może liczyć na wsparcie żony?

Marcin Łopucki jest sportowcem i kulturystą, który może pochwalić się spektakularnymi sukcesami w branży. To mistrz Polski i Europy w fitnessie. W show-biznesie jest popularny za sprawą Katarzyny Skrzyneckiej, z którą związany jest od 2007 roku, a którą poślubił w 2009 roku. Obecnie sportowca można zobaczyć w nowym programie  TVN-u "Czas na show. Drag me out", w którym przybliżana jest kultura Drag Queens. W najnowszym wywiadzie z Wiktorem Krajewskim dla portalu Wprost Łopucki opowiedział o tym, jak radzi sobie w show. Wspomniał też o żonie. 

Zobacz wideo Szokujące rzęsy Katarzyny Skrzyneckiej. W ruchu wyglądają na jeszcze cięższe

Marcin Łopucki szaleje w szpilkach

Marcin Łopucki przyjął propozycję udziału w "Czas na show. Drag me out", choć widział, że show może zostać skrytykowane. Okazuje się jednak, że po debiucie w formacie zgarnia niemal same komplementy. Ponadto pochwalił się, że świetnie sobie radzi w występach typu burleska. Chodzenie na szpilkach też nie sprawa mu już żadnego kłopotu. 

Już wiem, z czym to się je albo na czym się chodzi (śmiech). Ja sam teraz "popylam" w szpilkach lepiej niż niejedna kobieta. Ale to chyba zasługa sportu, który uprawiam od lat oraz koordynacji ruchowej. Dzięki latom ćwiczeń miałem łatwość w nauczeniu się chodzenia na obcasach. Starałem się pracować tylko nad tym, żeby złagodzić górę ciała, bo byłem lekko usztywniony

- mówił Krajewskiemu. Przyznał też, że w przygotowaniach do formatu może liczyć na wsparcie żony. Katarzyna Skrzynecka ma bowiem duże doświadczenie aktorskie. - Od tylu lat jesteśmy małżeństwem, że byłem świadkiem jej wielu metamorfoz scenicznych, przygotowań do pracy w teatrze, filmie, serialu. Dzięki czemu miałem pełną świadomość, z czym będzie wiązać się moja praca na planie programu. Rozmawiamy na wiele tematów, również nad tym jak Kasia tworzy swoje postaci na scenie czy w serialach, a to dało mi wiedzę i pewność tego, jaką pracę muszę wykonać przed wcieleniem się w Madame De Fitmess. Bo to jest normalne zadanie aktorskie - przyznał Łopucki. Nie ukrywał też dumy:

Moja żona przyznała, że efekt przerósł jej najśmielsze oczekiwania. Córki też były zachwycone. Z takimi opiniami nic, tylko mogę być z siebie dumny

- mogliśmy przeczytać. 

Marcin Łopucki był wyśmiewany. "To bezmózgowiec, osiłek, paker, nieempatyczny, niewrażliwy tyranozaur"

Marcin Łopucki w tym samym wywiadzie przyznał, że wielokrotnie spotkał się z hejtem. Był też postrzegany przez swą aparycję oraz zamiłowanie do kulturystyki, co wielokrotnie nie było sprawiedliwą oceną. Przez niewątpliwie przykre doświadczenia nauczył się, że nie można oceniać ludzi powierzchownie. 

Kulturysta nie jest uznawany za sportowca. To bezmózgowiec, osiłek, paker, nieempatyczny, niewrażliwy tyranozaur. Doświadczając takich opinii na co dzień, a wiedząc przy tym, co sobą reprezentuję, obiecałem, że nigdy nie ocenię książki po okładce, bo te oceny mają się nijak do tego, kto co sobą reprezentuje. Nikt nie ma prawa namawiać nas ani zmuszać do tego, jak żyjemy. Każdy z nas ma swoje życie i niech wykorzysta je w sposób, w jaki mu się tylko żywnie podoba. Gdybym słuchał tych negatywnych głosów, które dobiegały do mnie, nie wiem, co by się działo dzisiaj ze mną i w jakim punkcie życia byłbym

- wyznał. Kolejne słowa były również gorzkie. - Od trzydziestu lat słucham, że kulturystyka nie jest dziedziną sportu, ale nie robię sobie z tego nic. Nie ma sensu. Najgłośniej krzyczą osoby, które nie mają bladego pojęcia o tym. Moja młodzieńcza chęć, żeby robić na dziewczynach wrażenie muskulaturą, przerodziła się w życiową pasję. Podkreślił jednak, że najbardziej ceni sobie zdanie bliskich, a ci zawsze dają mu wsparcie. - Moja żona, córki, przyjaciele nie widzą we mnie chodzącej góry mięśni, co ma miejsce w przypadku ludzi, który mnie nie znają. W Internecie wszyscy bezimiennie, bez twarzy szydzą, krytykują, naśmiewają się - powiedział. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.