"Łukasz, wróć do domu!" - błagał Marek Grechuta. Jego syn uciekł, bo chciał odnaleźć Boga

Gdy syn Marka Grechuty zaginął bez wieści, informacja ta obiegła wszystkie media w Polsce. Artysta próbował wszystkiego, by znaleźć Łukasza, wraz z żoną postanowił nawet nagłośnić sprawę w programie "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". W tym czasie jego syn przemierzał Europę na piechotę... - Czasem, kiedy myśli się o Bogu, zapomina się nawet o bliskich - tłumaczył po latach.

Marek Grechuta poznał miłość swojego życia w 1967 roku na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie, gdzie wystąpił wraz z Kabaretem Architektów Anawa. Plejada pisze, że Danuta studiowała wówczas na Wydziale Geografii krakowskiej Akademii Pedagogicznej. Później spotkali się jeszcze na imprezie sylwestrowej. Oboje mieli jednak partnerów, z którymi zamierzali układać sobie życie.

Nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Dopiero po pewnym czasie spotkaliśmy się w miasteczku studenckim. Nasze akademiki stały obok siebie

- opowiadała później Danuta w "Gazecie Krakowskiej". Niedługo później ówczesna dziewczyna Marka Grechuty postanowiła z nim zerwać. Był to ogromny cios dla artysty. W tym trudnym czasie zbliżył się do Danuty. Kobieta spodobała mu się do tego stopnia, że postanowił odszukać ją w akademiku. Tak właśnie rozpoczął się związek Marka Grechuty i Danuty. W 1970 roku wzięli ślub, a dwa lata później urodził się ich syn Łukasz.

Zobacz wideo Czy wiesz, co zrobić, gdy zaginie ktoś bliski?

Marek Grechuta "był typem zakochanego tatusia". To jednak nie wystarczyło

Syn Grechuty urodził się, gdy artysta był u szczytu swojej popularności. Mimo to przerwał koncertowanie na pół roku, aby spędzić z dzieckiem jak najwięcej czasu. Symbolem tego, że został ojcem, było to, że ściął swoje długie, kręcone włosy. Po sześciu miesiącach Grechuta musiał jednak wrócić na scenę. Pomponik pisze, że choć bywał w domu dość rzadko, to z synem miał bardzo dobry kontakt. Bez względu na wszystko zawsze stawał po jego stronie i to Danuta musiała przejąć rolę surowego rodzica.

Dobry tata, ale zbyt łagodny. Był typem zakochanego tatusia. Syn mógł sobie go okręcić wokół palca. Mnie zaś przypadła rola żandarma. Często knuli przeciwko mnie, szczególnie w sprawie zakupu nowego samochodu

- opowiadała Danuta, której słowa cytuje "Viva!".

"Super Express" pisze, że Marek Grechuta uczył syna grać na fortepianie i często rysował jego portrety. Łukasz był dla niego oczkiem w głowie. Dlatego tak wielkim ciosem było dla artysty zaginięcie ukochanego dziecka.

Syn Grechuty "mówił, że postanowił żyć w ubóstwie". Uciekł, choć nie miał paszportu

W lutym 1999 roku dorosły już Łukasz wyszedł z domu pod pretekstem spotkania towarzyskiego. Nie wrócił jednak do domu. Rodzice chłopaka nie mieli z nim kontaktu przez kilkanaście dni. Zgłosili sprawę na policję. 

Kiedy rodzina zgłosiła zaginięcie, po kilku dniach skontaktował się z nami policjant z Jeleniej Góry. Jadąc samochodem do pracy, rozpoznał Łukasza na ulicy i zaproponował mu podwiezienie. Kiedy chłopak wsiadł do samochodu, zawiózł go na komisariat. Powiadomiliśmy rodziców

- mówiła komisarz Jolanta Maciejewska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Krakowie w "Dzienniku Polskim"

Niecały miesiąc później Łukasz powiedział rodzicom, że chciałby się udać na pieszą wyprawę po Europie. Grechutowie byli tym zaniepokojeni, dlatego postanowili działać. Zabrali synowi paszport i kurtkę, ale to go nie powstrzymało. Wyruszył jeszcze tego samego dnia, nie zabrawszy ze sobą dokumentów. 3 marca 1999 roku ślad po nim zaginął.

Łukasz jest samotnikiem. Był zafascynowany pracą Alberta Chmielowskiego (polskiego zakonnika, malarza, świętego Kościoła katolickiego - red.). Mówił, że postanowił żyć w ubóstwie. W ostatnim okresie, tuż przed zniknięciem, wiele spraw mu się nie układało. Miał kłopoty z dziewczyną i z pracą. Powtarzał, że chce się zastanowić nad własnym życiem, że musi sobie pewne sprawy przemyśleć

- mówił Grechuta.

Łukasz Grechuta powiedział tylko: "Mamo, ja wracam do domu". Nie dotrzymał słowa

Marek Grechuta był zdruzgotany odejściem syna. Źle wpływało to również na zdrowie artysty, który cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową. Gdy Łukasz zniknął, muzyk postawił rodzinę i znajomych na nogi. Gorączkowo próbował znaleźć swojego syna. 

Łukasz, wróć do domu! Przysięgamy ci z mamą, że nie będziemy ingerować w twoje sprawy. Przyrzekamy, że nie będziemy czynić ci wymówek z powodu zniknięcia. Nasz dom jest twoim domem. Nie wyobrażamy sobie świąt Bożego Narodzenia bez ciebie. Gorąco cię prosimy, synu, wróć!

- mówił w mediach Marek Grechuta, o czym przypomina portal dziendobry.tvn.pl.

Czas mijał, ale Łukasz nie dawał znaku życia. Mężczyzna był już dorosły, lecz jego rodzice umierali ze strachu. Postanowili nawet nagłośnić sprawę w programie "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Wówczas nastąpił zwrot akcji. W chwili, gdy Danuta Grechuta apelowała do syna o kontakt, Łukasz postanowił zadzwonić do telewizji.

Powiedział tylko: "Mamo, ja wracam do domu" i rozłączył się. Czekaliśmy. Minęło jednak parę miesięcy i Łukasz nie wrócił. Nie mamy pojęcia, co sprawiło, że zmienił zdanie

- mówił później muzyk w rozmowie z "Dziennikiem Polskim".

Uciekł, bo "miał taką potrzebę ducha". "Kiedy myśli się o Bogu, zapomina się nawet o bliskich"

Łukasz Grechuta odnalazł się dopiero w 2001 roku, po dwóch latach od zaginięcia. Przyszedł wówczas do polskiej ambasady w Rzymie, bo został okradziony. Kiedy Danuta dostała informację, że jej syn jest cały i zdrowy, natychmiast wyjechała do Włoch. Łukasz nie chciał jednak wracać do Polski od razu. Obiecał matce, że przyjedzie za kilka dni, i tym razem dotrzymał słowa. Po powrocie okazało się, że jego wyprawa miała wymiar duchowy. Łukasz szukał przez ten czas kontaktu z Bogiem. 

Podróżowałem samotnie jak tysiące wędrujących po świecie pielgrzymów. Szedłem na piechotę. Pokonałem dystans, jakiego ludzie zwykle nie pokonują. Kontemplowałem świat życia duchowego. Czasem, kiedy myśli się o Bogu, zapomina się nawet o bliskich. Ludziom w dzisiejszym świecie trudno jest zrozumieć tych, którzy patrzą na świat w inny sposób. (...) To, że nie zadzwoniłem do domu, trudno prosto wytłumaczyć. Moje zachowanie może być odebrane jako dziwne, ale wtedy miałem taką potrzebę ducha

- mówił Łukasz Grechuta w wywiadzie dla "Gali".

Jego ojciec nie miał mu za złe, że zniknął. Cieszył się, że Łukasz wrócił. Po powrocie syna do domu zaczął wycofywać się z życia publicznego. Sytuacja rodzinna odcisnęła piętno na artyście, który zaczął chorować.  Marek Grechuta zmarł 9 października 2006 roku w wyniku niewydolności krążenia. W chwili śmierci miał 61 lat. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA