Katarzyna Grochola o raku i chorobie. Wspomniała o testamencie

Katarzyna Grochola udzieliła wywiadu Małgorzacie Ohme, w którym opowiedziała m.in. o swojej chorobie. Pisarka ujawniła, czym się zajęła, gdy tylko dowiedziała się o raku płuc.

Katarzyna Grochola bez wątpienia jest jedną z najpopularniejszych pisarek. Na swoim koncie ma 21 książek i można podejrzewać, że to nie koniec. Jest również aktywna na Instagramie, gdzie na co dzień utrzymuje kontakt ze swoimi fanami i dzieli się kulisami swojej prywatności. To właśnie tam kilka miesięcy temu ujawniła, że walczy z rakiem. Pokazywała nagrania i zdjęcia ze szpitala, informowała o przebiegu leczenia. Teraz na ten temat otworzyła się w rozmowie z Małgorzatą Ohme. Wyznała, co zrobiła, gdy tylko dowiedziała się o chorobie.

Zobacz wideo Dorota Szelągowska o relacji z mamą. Nie widują się zbyt często

Katarzyna Grochola o chorobie. Tym zajęła się, gdy się dowiedziała, że ma raka płuc

Doświadczenie choroby nie jest nowe dla Katarzyny Grocholi. Pisarka zachorowała na nowotwór po raz pierwszy, gdy miała 30 lat. Teraz walczyła z nawrotem choroby. Okazuje się jednak, że gdy poznała diagnozę, nie miała czasu się zmartwić. W rozmowie z Małgorzatą Ohme przyznała, że podeszła do tematu zadaniowo i zajęła się wszystkimi sprawami, które musiała uregulować przed pójściem do szpitala. - Jakoś nie miałam możliwości, żeby przyjąć to wszystko. Ponieważ jak się dowiedziałam, że mam tego raka płuc, to po pierwsze bardzo chciałam oddać książkę wydawnictwu. W związku z tym przewróciłam ją na lewą stronę i na gwałt, bo jakoś tak mi się wydawało, że jeśli to ma być moja ostatnia książka, no to już, bo mogę nie wrócić, może się coś stać - wyznała pisarka.

(...) Nie miałam czasu się przejąć w takim sensie. Martwiłam się o to, że nieustalony testament, że muszę się spotkać ze swoją córką, że pewne rzeczy trzeba ustalić, bo różnie może być. Ale to wszystko jakoś nie było w strachu, tylko w takim odpowiedzialnym traktowaniu rzeczy, która jest poważna. I nie, że ja na pewno umrę, tylko w takim - gdyby się coś zdarzyło - dodała Katarzyna Grochola.

Pisarka przyznała, że wraz z córką Dorotą Szelągowską zawsze spisują testamenty przed wyjazdami, więc nie był to dla niej trudny moment. Do szpitala szła już spokojna. Ostatecznie okazało się, że zamiast jednej operacji, miała dwie. Mimo że z badań nie wynikało nic złego, odkryto jeszcze jedną zmianę nowotworową, która została wycięta. Katarzyna Grochola nie ukrywa, że poczuła się szczęśliwa. - Wolę traktować rzecz, która mi się przydarza, jako szczęście niż jako nieszczęście i tego, mam nadzieję, się będę trzymać - podkreśliła w rozmowie z Małgorzatą Ohme.

Mimo że Katarzyna Grochola wydaje się uśmiechniętą optymistką, przyznała, że dużo w niej pesymizmu i lęku. - Boję się właściwie o wszystko i właściwie jestem straszną pesymistką, i mam taki sposób walczenia z tym pesymizmem, żeby jednak wybierać te rzeczy lepsze, bo mnie to jakoś podnosi. Ale lęk mam w sobie. (...) Bardzo trudno przeżywam choroby i śmierć swoich przyjaciół - powiedziała pisarka.

Jednocześnie Katarzyna Grochola podzieliła się w rozmowie doświadczeniem, które przeżyła po pierwszej operacji w wieku 30 lat. Miała po niej krwotok, jednak była przytomna. Widziała wtedy twarze bliskich zmarłych. Pisarka wyznała, że przez to przeżycie myśli, że śmierć będzie pięknym doświadczeniem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.