Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe i żarty Kaczyńskiego. Kozak boi się wyborów. "Duda wygrał dzięki LGBTQ+" [PLOTEK EXCLUSIVE]

Trwa Miesiąc Dumy. Mariusz Kozak opowiedział dziennikarzowi Plotka o dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, której nieraz doświadczył. Wspomniał też o żartach Jarosława Kaczyńskiego czy Andrzeju Dudzie, który nazywał kiedyś osoby nieheteronormatywne ideologią, a nie ludźmi.

Mariusz Kozak mówi wprost o swojej orientacji seksualnej. Uczestnik programu "Gogglebox. Przed telewizorem" i autor ebooka "Coming out jest Kozak" opowiedział dziennikarzowi Plotka Bartoszowi Pańczykowi o tolerancji, nierówności i dyskryminacji oraz Paradzie Równości, na którą wybiera się 17 czerwca w Warszawie. Wspomniał też o politykach: Andrzeju Dudzie i Jarosławie Kaczyńskim

Zobacz wideo Ada Fijał grzmi: Mam nadzieję, że w końcu będziemy normalnym, europejskim krajem

Bartosz Pańczyk: Mieszkasz w Warszawie. To tolerancyjne miasto?

Mariusz Kozak: Myślę, że tak. Na pewno czuję się na ulicy dużo swobodniej niż pięć czy dziesięć lat temu. Widać większą akceptację i tolerancję. Nie jest to jednak jeszcze ten czas, w którym mógłbym sobie pozwolić na spacer za rękę z moim partnerem. Nie jestem gotowy na to póki co, w obawie o moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Jest duże prawdopodobieństwo, że dostałbym wtedy po mordzie. Myślę, że taka w pełni tolerancja jeszcze długo nie nastąpi. Niestety nadal czasem zdarzają się przykre sytuacje. Ktoś powie za plecami z szyderą: "O, to ten gej z TTV". Jest też mocniej. Mieszkam niedaleko stadionu Legii i raz na jakiś czas, gdy hordy kibiców idą na mecz i je spotykam, za każdym razem towarzyszą temu nieprzyjemne incydenty. Grożono mi pobiciem, mój chłopak został zwyzywany za kolorowe ubranie, innym razem ze względu na tęczową flagę na balkonie, grupa kibiców krzyczała, że spali nam dom... Doszło do tego, że jak wiem, że będzie mecz Legii, to przekładam wizytę w sklepie spożywczym i zaszywam się w domu.

Idą wybory, szansa na zmianę. Cieszysz się?

- No co ty. Boję się, co się będzie działo w następnych miesiącach. Obawiam się, że znowu zostaniemy grupą do bicia i straszenia społeczeństwa. Nie lubię, jak zarówno politycy lewicy obiecują różne nierealne obecnie rzeczy dla LGBTQ+ i nami grają, jak i gdy politycy prawicy straszą nieświadomych ludzi i wykorzystują nas w nieczystych grach politycznych. Swoją drogą Andrzej Duda powinien podziękować społeczności LGBTQ+, bo dzięki nam wygrał wybory i siedzi w pałacu prezydenckim drugą kadencję.

Co dokładnie masz na myśli?

- Jego słynne zdanie, którego nie będę cytował, bo na samą myśl o tym chce mi się wymiotować. Ciemny lud poszedł wtedy na niego zagłosować w obawie, że my, środowisko LGBTQ+, ogarniemy ich ciała, umysły i zaczniemy rządzić Polską.

Nie jest w tych opiniach odosobniony. Do tego dochodzą przykre żarty, np. prezesa Prawa i Sprawiedliwości...

- Niestety. Bardzo ostatnio zrobiło mi się przykro, jak Jarosław Kaczyński wypowiadał się o osobach transpłciowych, że można być chłopakiem, a za chwilę dziewczyną. Niestety to ktoś bardzo odrealniony i nie zdaje sobie sprawy, co osoby transpłciowe przeżywają w Polsce. Znam rodziców osoby transpłciowej. Ta osoba nie wychodzi z domu od jakichś dwóch lat, nie chodzi do szkoły, nie pracuje. Jest w ciężkiej depresji i miała kilka prób samobójczych. Jak słyszę wypowiedź Kaczyńskiego, to dostaję aż piany w ustach i jestem strasznie wkurzony na ciemnotę, jaką on wciska. Co ciekawe, zwykle gdy politycy używają nas w kontekście negatywnym, to zauważam, że bardziej mierzę się z hejtem. Dostaję wtedy więcej wiadomości na Instagramie czy Facebooku typu: "Wy LGBT chcecie zniszczyć kościół", "Wy LGBT jesteście zagrożeniem dla rodziny", "Roznosicie choroby", "Żyjecie tylko dla zabawy". To dramat. 

Parom jednopłciowym odmawia się prawa do adopcji dzieci m.in. przez rzekome częste zmienianie partnerów. 

- To jest śmiech na sali. Ile ja znam ludzi heteroseksualnych, którzy się nie kochają, kłócą, rozchodzą, zmieniają partnerów na potęgę, a dzieci mają. Ja nie chcę adoptować dziecka i nie mam tego w planach, ale jak ktoś chce, to niech ma do tego prawo. Większość społeczeństwa nie zdaje sobie z tego sprawy, ale w Polsce w tęczowych rodzinach, czyli takich wychowywanych przez pary jednopłciowe, żyje ok. 50 tys. dzieci. Znam trzy pary dziewczyn, które wychowują dzieci. Obserwuję ich życie i dochodzę do wniosku, że w parach jednopłciowych nie ma wpadek, że tak to powiem wprost. To są dzieci bardzo chciane. Zwykle, gdy para jednopłciowa decyduje się na dziecko, to są to osoby zamożne, więc w takich tęczowych rodzinach żyje się u nas bardzo dobrze. Nie znam niestety żadnej pary gejów, która wychowuje dziecko w Polsce, ale wiem, że takie pary też są. 

Otwarcie mówisz o swojej orientacji. A czy ze względu na nią byłeś kiedyś dyskryminowany w miejscu pracy?

- Trzy lata temu rzuciłem pracę w międzynarodowej korporacji. Pracowałem w niej siedem lat. Czy czułem się tam dyskryminowany? Z jednej strony tak, a z drugiej nie. Jeśli chodzi o mojego pracodawcę - zarząd, dział HR, to firma miała podpisana kartę równości. Pracownicy nie byli dyskryminowani przez osoby wysoko postawione i pytani o orientację seksualną, wyznanie, itd. Nigdy nie miałem problemu w kwestiach formalnych, by dopisać mojego partnera do karty medycznej czy sportowej oraz dodatkowego ubezpieczenia. To było ok. Nie czułem też dyskryminacji ze strony przełożonego. Za to czułem nieraz dyskryminację ze strony współpracowników.

Jak się to przejawiało?

- Często wyjeżdżaliśmy na różnego rodzaju konferencje czy wyjazdy integracyjne. Miałem wtedy problem, że nikt nie chciał ze mną być w pokoju. Zawsze zostawałem na liście ostatni. Pokojowy partner dobierany był mi automatycznie albo dostawałem pokój jednoosobowy. Raz zdarzyło się nawet tak, że w czasie, gdy odbywał się wyjazd integracyjny, poszedłem na L4. Wszystko przez ogromny stres. Na szczęście internista gdy opowiedziałem mu całą sytuację, nie miał problemu z udzieleniem mi zwolnienia lekarskiego. To nie wszystko. Podczas jednej z imprez firmowych, podpity menadżer z innego działu zapytał się mojej koleżanki, z którą się trzymałem, jak ten Mariusz czuje się w ciele kobiety. Pamiętam, jak ona mu tłumaczyła, że nie mam ciała kobiety i jestem po prostu gejem, ale on nie potrafił tego zrozumieć. Dla niego bycie gejem było tożsame z uwięzieniem w ciele kobiety. Wtedy doszedłem do wniosku, że szkoda, że nie organizują tam szkoleń równościowych dla pracowników, bo jak widać podpisana karta równości to za mało.

Walkę z nierównością i naukę tolerancji poruszają też Parady Równości. Dlaczego warto na nie iść? W TVP pewnie usłyszymy, że to marsz dewiantów seksualnych, a obrazki w newsach na ten temat będą okraszone roznegliżowanymi mężczyznami. Rzeczywiście to takie miejsce rozpusty?

- Co roku w okolicach czerwca, czyli Miesiąca Dumy, muszę walczyć ze stereotypem, że na Paradach Równości jest rozpusta i nadzy mężczyźni. Ostatnio ktoś mi napisał, że tam są tylko nadzy faceci z dildem na czole. Przepraszam bardzo, ja na Paradzie Równości byłem z dziesięć razy i w życiu nie widziałem tam nikogo takiego. Bardzo mi przykro, gdy włączam TVP i widzę tam np. w "Wiadomościach" materiał o Paradzie Równości z Warszawy połączony z obrazkami z parady fetyszystów z Berlina czy naturystów z Holandii. Oni tym biednym ludziom wmawiają, że parada to rozpusta, goła dupa i seks na ulicy. Tak nie jest.

To jak jest?

- Parady i marsze równości zazwyczaj odbywają się w czerwcu, więc jak najbardziej jest tam dużo osób w koszulkach na ramiączkach, czasem jakiś chłopak zdejmie koszulkę, a kobieta będzie w biustonoszu. Takie obrazki widzę jednak również w warszawskich parkach, nad Wisłą czy na festiwalach muzycznych. To nie jest tylko coś, co ma miejsce na paradzie. Zresztą na festiwalach muzycznych ludzie są nawet bardziej roznegliżowani, ale o nich "Wiadomości" nie robią materiałów. 98 proc. osób marszu jest ubranych zwyczajnie, mając ewentualnie tęczowe flagi i jakieś kolorowe wstawki. Chciałbym nadmienić, że w Polsce parady równości ochrania kordon policji i nagość w Polsce jest na ulicy zakazana. Jeżeli coś takiego by się wydarzyło, że ktoś by był nagi, to od razu policja by się taką osobą zajęła. Parada i marsz  równości to kolorowy, roztańczony i uśmiechnięty pochód. W tym roku mam plan, że od razu po Paradzie napiszę do komendy policji zapytanie w ramach dostępu do informacji publicznej. Zapytam o liczbę wykroczeń i ile osób konkretnie zatrzymano, bo było tam nago. Udowodnię wszystkim, że marsze równości i parady to nie są rozpustne imprezy. Spotykamy się i maszerujemy ramię w ramię, by walczyć z nierównością. Bo mam nadzieję, że będziemy żyć w Polsce, w której będziemy wszyscy równi. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.