"Przyjaciółki" miały mieć inną obsadę. Jedna z aktorek została zwolniona w przeddzień zdjęć

Twórca programu "Przyjaciółki" wyznał, że początkowo czterema przyjaciółkami nie miały być Joanna Liszowska, Małgorzata Socha, Anita Sokołowska i Magdalena Stużyńska. Na chwilę przed pojawieniem się na planie musiał podziękować jednej ze znanych aktorek.

"Przyjaciółki" są emitowane na Polsacie od ponad dziesięciu lat. Popularny serial opowiada perypetie czterech przyjaciółek z Warszawy. Swego czasu pojawiły się doniesienia, że 20. sezon ma być zakończeniem serii. Całe szczęście wiosną 2022 roku Nina Terentiew ogłosiła, że stacja jest zadowolona z oglądalności i będzie kontynuacja. W marcu na antenę stacji trafi 21. sezon. W fabule nastąpią spore zmiany, pojawią się m.in. nowi bohaterowie. Jedną z nowych ról zagra Piotr Stramowski. Okazuje się, że początkowa obsada miała wyglądać inaczej. Producent Michał Kwieciński zdradził, jaka aktorka miała wcielić się w jedną z czterech przyjaciółek.

Zobacz wideo Małgorzata Socha o relacjach z "Przyjaciółkami" i niani swoich dzieci

Twórca hitu "Przyjaciółki" zdradził, że początkowo obsada miała być inna. "Wiedziałem, że w tamtym składzie ten serial nie odniesie sukcesu"

Trudno wyobrazić sobie lepszy serialowy kwartet niż Małgorzata Socha, Joanna Liszowska, Anita Sokołowska i Magdalena Stużyńska, a jednak na początku skład serialu prezentował się inaczej. W rozmowie z Plejadą Michał Kwieciński, twórca "Przyjaciółek", uchylił rąbka tajemnicy.

Muszę zdradzić, że pierwotnie jedną z głównych ról miała grać inna aktorka. W przeddzień zdjęć musiałem ją wymienić i zastąpić inną. Wiedziałem, że w tamtym składzie ten serial nie odniesie sukcesu.

Dalej Kwieciński dodał, że między głównymi bohaterkami nie było chemii, która jest tak ważna. To właśnie świetna relacja na planie przekłada się dobre nagrania, a co za tym idzie sympatię widzów i oglądalność. Obecnie nikt nie ma wątpliwości, że między czterema aktorkami czuć chemię, choć z początku nie było łatwo.

Spotkałem się na próbie z czterema aktorkami, które miały grać główne role. Gdy skończyliśmy pracę, one zabrały swoje rzeczy i po prostu wyszły. Czułem, że coś nie gra, że między nimi nie ma chemii. Zadzwoniłem do jednej z nich, pytając, czy na pewno wszystko w porządku - wspominał.

Jedna z aktorek wyznała wówczas, że ich ekipa się nie dogadała. Producent natychmiast zareagował i usunął z obsady jedną z aktorek.

"Wydaje mi się, że nie zamyka się obieg elektryczny" - usłyszałem od niej. I już wiedziałem, o co chodzi. Z związku z tym, że za dwa dni mieliśmy wejść na plan, musiałem natychmiast domyślić się, kto jest tą czarną owcą i znaleźć kogoś na jej miejsce. I zupełnie nie chodziło tu o talent, bo aktorka, której podziękowałem, była naprawdę zdolna. Po prostu w tym zestawie ludzkim, przez swoje cechy charakteru, zdekonstruowałaby cały system współpracy.

Michał Kwieciński nie zdradził jednak, o jaką aktorkę chodziło i która z obecnych dołączyła jako ostatnia. Macie jakieś typy?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.