Maja Frykowska zdradza prawdę na temat sceny seksu w "Big Brotherze". Nie tego się spodziewacie [PLOTEK EXCLUSIVE]

Maja Frykowska w rozmowie z Plotkiem wróciła do rzekomej sceny seksu ze swoim udziałem, gdy występowała w programie "Big Brother". Jak się okazuje, prawda jest zupełnie inna, niż wówczas przedstawiały to media.

Maja Frykowska, jeszcze jako Agnieszka Frykowska, w 2002 roku była uczestniczką reality show "Big Brother". Wówczas wywołała ogólnopolski skandal, gdy na wizji miała uprawiać seks z innym uczestnikiem, Łukaszem "Kenem" Wiewiórskim. Później oboje zaprzeczali, że doszło do stosunku, jednak ta afera przyniosła "Frytce" dużą rozpoznawalność. W rozmowie z Wiktorem Krajewskim kolejny raz wróciła do tego czasu. Ujawniła, co wydarzyło się naprawdę.

Zobacz wideo Maja Frykowska o scenie seksu w "Big Brotherze"

Maja Frykowska o scenie seksu w "Big Brotherze". "Linczowano mnie za coś, co się w ogóle nie wydarzyło"

Maja Frykowska zauważa, że dzisiaj sytuacja z "Big Brothera" nie odbiłaby się tak szerokim echem. Żartuje, że obecnie nie zyskałaby takiej popularności, jak wtedy.

Żeby było śmieszniej, to nagle się okazuje, dzięki Bogu, że to się stało wtedy, bo dzisiaj zobacz, co się dzieje w telewizji, w ogóle nie byłabym zauważona. Nikt by nie wiedział, kto to jest Frykowska. Oczywiście wiele rzeczy było naciąganych. Śmieję się, mam ogromny dystans do tego w tej chwili - mówi.

W przeszłości jednak nie było jej łatwo, gdy musiała znosić medialny lincz. Maja Frykowska zaznacza, że do seksu w programie "Big Brother" nie doszło.

Był taki moment, że nie umiałam nabrać dystansu do tego, w jaki sposób linczowano mnie za coś, co się w ogóle nie wydarzyło (...) Napisałam książkę "Pokonaj siebie" i tam opisałam tę sytuację, że nic się nie wydarzyło takiego, o czym media mówiły.

W 2010 roku Frykowska zmieniła imię z Agnieszki na Maja. Wtedy też się nawróciła, a dziś dużo mówi o swojej wierze. Przyznaje, że nie odnajduje się w świecie, w którym żądzą "lajki" i idzie własną drogą.

Media się rządzą swoimi prawami. Chodzi o oglądalność. Żyjemy przede wszystkim w płaskim świecie instagramowym, gdzie liczą się tylko lajki. Dzieci popełniają samobójstwa z tego powodu, że ktoś ma ich więcej. Dla mnie to jest w ogóle jakaś paranoja totalna, bo ja jakby tym nie żyję. Wielokrotnie dostaję takie informacje, że chcą mi zwiększyć zasięgi, że to nie są fejkowe konta. Ja mam to w nosie. Robię swoje, idę tak, jak czuję.

Całość rozmowy z Mają Frykowską znajdziesz w naszym wideo na górze strony.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.