Joanna Racewicz apeluje do Kaczyńskiego. Prezes PiS nazwał Smoleńsk zamachem. "Powie pan to mojemu synowi?"

Jarosław Kaczyński stwierdził w jednym z ostatnich wywiadów, że katastrofa w Smoleńsku była zamachem. Słowa te nie spodobały się Joannie Racewicz, która wezwała do wzięcia odpowiedzialności za swoje słowa prezesa PiS.

Więcej na ten temat znajdziecie na stronie głównej Gazeta.pl

Jarosław Kaczyński w piątek w programie "Sygnały dnia" na antenie Polskiego Radia wypowiedział się na temat katastrofy smoleńskiej. Prezes PiS w odpowiedzi na pytanie o to, czy Polska podejmie w tej sprawie działania prawne na forum międzynarodowym, odpowiedział, że "sytuacja do tego dojrzewa". Do wypowiedzi Kaczyńskiego odniosła się Joanna Racewicz, która w katastrofie smoleńskiej straciła męża Pawła Janeczka.

Zobacz wideo Joanna Racewicz zaszczepiła 13-letniego syna przeciwko COVID-19

Jarosław Kaczyński znowu przedstawił swoją teorię katastrofy w Smoleńsku

Kaczyński na antenie Polskie Radia wypowiedział zdanie:

Nie mamy żadnej wątpliwości, że to był zamach.

Prezes PiS zapowiedział również, że warunki do zakończenia sprawy są "lepsze niż przedtem" oraz dzisiaj już "różne rzeczy wie". Nie przedstawił przy tym żadnych konkretnych dowodów na potwierdzenie swoich słów. 

Joanna Racewicz odpowiada Jarosławowi Kaczyńskiemu

W odpowiedzi na słowa prezesa PiS Joanna Racewicz zamieściła na Instagramie zdjęcie, na którym wraz z synem stoi obok trumny męża. Fotografię uznaje za jeden z przykładów wobec tego, że jej żałoba została w podły sposób wykorzystana.

To zdjęcie ma dwanaście lat. Bez dwudziestu dni. Nikt mnie nie pytał, czy może je zrobić. I czy wolno je opublikować. Najgorsza chwila w życiu odarta z intymności. Pierwsza i nie ostatnia. I znów się zaczyna. Upiorny, kwietniowy danse macabre. Jeszcze raz wychodzą z szaf upiory. Na powrót przetoczą się przez groby, trumny i domy tych, co zostali - zaczyna wpis Racewicz.

Kolejno dziennikarka bezpośrednio apeluje do Kaczyńskiego i wzywa go do wzięcia odpowiedzialności za wypowiedziane słowa. 

Naprawdę "nie mamy wątpliwości, że to był zamach"? Ma pan odwagę, panie prezesie, powiedzieć to w oczy mojemu synowi? Wyryć adnotację na grobie jego taty? Taką - jak to nazwać - polityczną erratę? Dwanaście lat później paliwo z lotniczych baków jest dawno przeterminowane i zwietrzałe. Polityczne najwyraźniej wciąż nie - ubolewa Racewicz.
 

W dalszej części wpisu Racewicz przyznaje, że każda osoba ma prawo dociekać prawdy wobec tego, co się stało. Nie powinno to jednak zakłócać spokoju osobom, które chcą w ciszy i prywatności pogodzić się z przeszłością. 

Każdy ma prawo do swojego bólu. Nie rozstrzygam, czyj większy. Czy bardziej boli strata męża, ojca, syna, brata, żony, mamy, córki, siostry, bratowej. Każdy jednak powinien mieć szansę, żeby znaleźć spokój. A w tej historii nie ma ani spokoju, ani ciszy, ani prywatności. Prawdy też nie. Walec puszczony w ruch dla chwilowego zysku znów przejedzie przez życie. Bez pytania, czy mu wolno.

Prezenterka pod koniec wywodu wyraża żal wobec postawy prezesa, który wypowiada bardzo mocne słowa bez podawania konkretnych dowodów.

I jeszcze jedno - nie można całe życie powtarzać: wiem, ale jeszcze nie powiem. Tak samo, jak nie można dla żartu wołać: pali się. Bo jak kiedyś naprawdę będzie płonąć, nikt nie przyjdzie z pomocą - czytamy na profilu Racewicz.

Zgadzacie się z dziennikarką?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.