Stępień w okropnych słowach miał poniżać Dodę. Wokalistka jest pełna obaw. "Strachem jest to, że Emil ucieknie z forsą po premierze"

Doda udzieliła obszernego wywiadu tygodnikowi "Wprost", w którym opowiedziała o ciemnej stronie byłego partnera - Emila Stępnia. Ciemne kulisy produkcji "Dziewczyn z Dubaju", niewypłacone honoraria za film i gorzkie słowa męża do żony. Wokalistka zebrała się na mocne wyznanie.

Więcej na temat najnowszych informacji ze świata show biznesu przeczytasz na stronie Gazeta.pl

Kontrowersje wokół filmu "Dziewczyny z Dubaju" zaczęły się już ponad rok temu. Właśnie wtedy w mediach pojawiały się pierwsze informacje na temat oszukanych inwestorów przez Emila Stępnia. Sam zainteresowany zaprzeczał, a sprawę udało się wyciszyć. Jak się okazało, nie na długo. Producent stracił swojego największego sojusznika - Dodę. Piosenkarka w czerwcu ogłosiła, że rozwodzi się z mężem, a jak później sama przyznała, nie żyją razem już od ponad roku.

Dwa tygodnie temu drzwi do montażowni zostały zamknięte przed Dodą oraz reżyserką filmu Marią Sadowską. Rabczewska co jakiś czas serwuje nam kolejne, smutne rewelacje na temat swojej relacji z mężem, a także jego pracy jako biznesmena. W najnowszym wywiadzie, którego udzieliła tygodnikowi "Wprost", odsłania kolejne karty. Niektóre słowa są szokujące.

"Dziewczyny z Dubaju". Niewypłacone honoraria

Dziennikarka "Wprostu" w rozmowie z Dodą przywołała słowa autora książki "Dziewczyny z Dubaju" Piotra Krysiaka. Ten przyznał, że reżyserka Maria Sadowska, scenograf, realizator dźwięku, operator obrazu, aktorki drugoplanowe i wiele innych osób nie otrzymało całego wynagrodzenia za pracę nad filmem. Co na to Doda?

Jest mi wstyd, wiem, jak ci ludzie ciężko pracowali. Nie wyobrażam sobie, żeby nie dostali zarobionych przez siebie pieniędzy. Największym strachem dla nas wszystkich jest to, że Emil ucieknie z forsą po premierze. Gdyby prokuratura była w stanie jakoś zabezpieczyć pieniądze przed premierą filmu, czułabym się bezpieczniej - mówiła Rabczewska.

Sama zainteresowana nie chce się jeszcze dzielić informacjami dotyczącymi przesłuchań, jednak zapewnia, że odzywają się do niej kolejne osoby, z którymi były partner ma problemy na tle biznesowym. Planuje się z nimi wszystkimi spotkać, jednak jako osoba, która nie podpisywała z nimi umów, nie może wiele zdziałać. Jak sama zapowiada, planuje jedynie nagłośnić sprawę.

W rozmowie nie mogło zabraknąć tematu burzliwego rozstania Dody z producentem. Piosenkarka już jakiś czas temu na Instagramie zwierzyła się, że doświadczyła przemocy psychicznej ze strony "ukochanego". W rozmowie z dziennikarką przywołała sytuację z Cannes. Jej mąż miał pojawić się na planie zdjęciowym, gdy ta była bardzo zmęczona i zasnęła na ławce. Rzekomo podszedł do niej i powiedział, że "widać, jej dupę, powinna się obrócić bardziej do jachtów, to może coś zarobi".

Godzinę później podchodził i zaczynał: "Kochana żonka, tak bardzo kocham żonkę. Zimno ci, podać ci kurtkę?". Gdy w takiej sytuacji pytałam, czy on ma dwubiegunówkę, odpowiadał: "Widzisz ? Już nie jest mi ciebie żal". Kij, marchewka, kij, marchewka – tak wyglądało moje życie. Czasem sobie myślę, że nawet nie zdziwiłabym się, gdyby na premierze filmu, na której będzie sam, wychwalał mnie pod niebiosa - komentuje Doda.

Osoby związane z produkcją poza Dodą i Emilem Stępniem nie komentują afery i konsekwentnie milczą. Dlaczego? Okazuje się, że podpisane przez nich umowy zobowiązują do niewypowiadania się źle publicznie na temat filmu.

Podpisali umowy, które nie pozwalają im na rozmowy z mediami, na to, by mówić o filmie w złym kontekście. Na szczęście ja mogę mówić prawdę i zamierzam to robić. Jako producent kreatywny czuję się odpowiedzialna za nich, mimo że naprawdę dużo mnie kosztuje bycie ścianą, od które odbija się całe to g*wno - dodała.

Emil Stępień jest nieco bardziej skryty i nie komentuje zarzutów byłej partnerki. W przypadku słów Piotra Krysiaka na jego temat również nabrał wody w usta. Gdy tylko zechce skomentować trwającą już od dłuższego czasu aferę, z pewnością o tym napiszemy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.