Małgorzata Kożuchowska była o krok od śmierci. Uratowała ją mama. "Był taki moment, że zniknęła mi z oczu..."

Małgorzata Kożuchowska nagrała podcast, w którym razem z mamą opowiedziała o swoim dzieciństwie i dojrzewaniu. W nagraniu nie zabrakło również niepokojącej historii z przeszłości, która mogła skończyć się tragicznie.

Małgorzata Kożuchowska skończyła 50 lat. Z okazji swoich urodzin nagrała podcast, w którym razem ze swoją mamą, Jadwigą Kożuchowską, opowiedziały o dzieciństwie i dojrzewaniu. Nie zabrakło również mrożącej krew w żyłach historii z czteroletnią Małgosią w roli głównej.

Zobacz wideo Małgorzata Kożuchowska pokazała charakteryzację z "Alicji w Krainie Czarów"

Małgorzata Kożuchowska była o krok od śmierci. Uratowała ją mama

Kożuchowska z mamą wróciły pamięcią do wspomnienia, kiedy Małgorzata, jeszcze jako czteroletnia dziewczynka, omal nie wypadła z balkonu na czwartym piętrze. Tylko refleks mamy Kożuchowskiej sprawił, że przyszła aktorka uszła z życiem. Jak wspomina pani Jadwiga, wydarzenie miało miejsce w ich ówczesnym mieszkaniu. Czteroletnia Małgosia nagle zniknęła z oczu swojej mamy, kiedy ta była zajęta gotowaniem:

To było mieszkanie, w którym była ciemna kuchnia tak zwana, czyli miała tylko okno na pokój. Ten pokój miał loggię. Drzwi do tej loggii były w bocznej ścianie, czyli nie były tam, gdzie okno główne pokoju. I ja byłam w kuchni zajęta przygotowywaniem posiłku. Małgosia się bawiła, potrafiła się sama bawić. Ja ciągle tam zerkałam, kontrolowałam, ale był moment taki, że zniknęła mi z oczu.
 

Po chwili okazało się, że Małgosia była wychylona niemal za balustradę w loggii. Gdyby nie refleks pani Jadwigi, ta sytuacja mogłaby mieć tragiczny finał:

Drzwi zobaczyłam do tej loggii otwarte i tylko w tym takim kątowym ujęciu krzesło i Małgosię wychyloną prawie w pół za tę balustradę. Więc jak ja z tej kuchni wyskoczyłam, w jakim tempie, z jaką prędkością nie jestem dzisiaj w stanie określić, tylko dobiegłam. Na szczęście nie krzyknęłam, tylko po cichu złapałam ją za pupę, co tam się dało i sprowadziłam do pionu i na podłogę. I pytam, co tam się działo, że tak się wychyliłaś. Odpowiedziałaś: piłeczka. Długo nie mogłam ochłonąć.

Pani Jadwiga odkreśliła, że tamto zdarzenie musiało jakoś wpłynąć na świadomość małej Małgosi, bo później już nie przydarzały jej się podobne sytuacje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.