Małgorzata Potocka ma 1200 zł emerytury. "Żeby Hanka Bielicka nie miała 1200 zł, to musiał premier jej podwyższyć. Paranoja" [EXCLUSIVE]

Małgorzata Potocka w rozmowie z Plotkiem odniosła się do kwestii niskich emerytur artystów. Właścicielka Teatru Sabat jest oburzona systemem, który skazuje osoby związane ze sztuką na głodową emeryturę.

Na tapetę wróciła sprawa niskich emerytur artystów. Głośno było między innymi o finansach Maryli Rodowicz, która otrzymuje około 1670 złotych miesięcznie. Na zażalenia osób związanych ze sztuką odpowiedziała prezeska ZUS Gertruda Uścińska. Profesorka zasugerowała, że przyczyną wypłacania niskich świadczeń emerytalnych jest lekceważące podejście do opłacania składek. Plotek poprosił o komentarz w sprawie Małgorzatę Potocką. Właścicielka Teatru Sabat jest oburzona tym, w jaki sposób państwo traktuje artystów.

Małgorzata Potocka o niskich emeryturach artystów

Małgorzata Potocka w rozmowie z Plotkiem przyznała, że ma skandalicznie niską emeryturę. Zdaniem artystki wszystkiemu winny jest system, który skazuje emerytowanych artystów na biedę. Potocka przypomniała historię Hanki Bielickiej, której premier musiał podwyższyć emeryturę, aby mogła z niej godnie żyć:

Jakbym chciała skorzystać z emerytury, to mam 1200 złotych – a pracy mam czterdzieści parę lat. Zawsze było tak, że artyści mieli najniższe emerytury. Często pracujemy na umowach zlecenie czy umowach o dzieło. Uważam, że trzeba poprawić system. Osobiście znałam Hankę Bielicką i żeby ona nie miała 1200 złotych emerytury, to musiał premier jej podwyższyć. To jest paranoja, żeby premier podwyższał emeryturę, bo jest głodowa dla artysty.
Zobacz wideo Z kim bawiła się do rana Maryla Rodowicz?

Potocka zaznaczyła, że artyści, mimo wielu przepracowanych lat, nie mogą liczyć na godne wynagrodzenie po zakończeniu kariery. Horrendalne składki emerytalne nazwała "nienormalnymi":

Bardzo dużo pracowałam zagranicą, to się w ogóle nie liczyło. Ja przecież z zespołem Sabat jeździłam po świecie przez 20 lat i pracowałam. To w ogóle nie było liczone. Dlatego ja mam najniższą emeryturę z najniższych, dlatego jakbym chciała z niej korzystać, to bym po prostu nie była w stanie żyć. Systemowo powinno się to zmienić. Bycie artystą to praca sezonowa. Albo ktoś ma swoje pięć minut i zarabia, albo po prostu wegetuje. Mnóstwo artystów teraz, w pandemii, wegetuje. Płaci się składki, które trzeba. Żeby mieć większą emeryturę trzeba płacić składki dużo większe, nienormalne. Myślę, że to jest sprawa systemowa.

Myślicie, że politycy wezmą sobie do serca słowa artystów i zainteresują się ich losem?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.