Nicki Minaj w żałobie. Jej ojciec zginął pod kołami auta. Sprawca uciekł z miejsca wypadku

Ojciec Nicki Minaj zginął w wypadku. Mężczyzna wpadł pod koła rozpędzonego auta, a kierowca nie udzielił mu pomocy.

Nicki Minaj i jej rodzina przeżyła ogromną tragedię. Ojciec raperki, 64-letni Robert Maraj, został potrącony przez samochód. Sprawca wypadku uciekł z miejsca zdarzenia, a ofiara wypadku zmarła w szpitalu w wyniku odniesionych obrażeń.

Nicki MinajSekrety urody: Nicki Minaj

Ojciec Nicki Minaj nie żyje. Robert Maraj zginął pod kołami auta. Sprawca uciekł z miejsca wypadku

Do tragicznego zdarzenia doszło w piątek około godziny 18:15. Ojciec Nicki Minaj przechodził przez drogę w Mineola na wyspie Long Island w stanie Nowy Jork. Według informacji przekazanych przez "The Guardian" kierowca pojazdu nie zatrzymał się, by udzielić poszkodowanemu pierwszej pomocy. Robert Maraj trafił do szpitala i zmarł następnego dnia w wyniku ciężkich obrażeń. Sprawę wyjaśnia policja, która zaapelowała o pomoc do wszystkich świadków zdarzenia.

Zobacz wideo Maryla Rodowicz spotkała się z Nicki Minaj. Tak wokalistka bawiła się na koncercie zagranicznej gwiazdy

Nicki Minaj jak na razie nie skomentowała tragicznych wydarzeń. Pod jej ostatnim postem na instagramowym profilu, dodanym 9 stycznia, pojawiły się dziesiątki kondolencji od fanów. Po jakimś czasie możliwość komentowania została wyłączona:

Wyrazy współczucia dla ciebie i twojej rodziny. Wszyscy będziemy się za was modlić.
Szczere kondolencje, królowo.
Bądź silna.

Nicki MinajNicki Minaj urodziła! Piosenkarka i Kenneth Petty przywitali na świecie swoje pierwsze dziecko

Warto przypomnieć, że media rozpisywały się o relacji raperki z ojcem. W 2012 roku Nicki Minaj przyznała, że Robert Maraj był uzależniony od alkoholu i narkotyków oraz dopuszczał się aktów przemocy:

Kiedy był pod wpływem cracku, był spokojniejszy, ale kiedy pił, stawał się głośny i pełen agresji. Każdy narkotyk ma swoją własną duszę. Można ją zobaczyć w człowieku i poczuć ją w pokoju – powiedziała wokalistka w rozmowie z "The Guardian" w 2012 roku.

My również przyłączamy się do kondolencji.

Więcej o: