Małgorzata Halber w felietonie o dzieciach i rodzicielstwie: To cierpienie, z którego ja chcę się wypisać

Pisarka Małgorzata Halber w felietonie dla portalu "Vogue" opowiedziała o tym, jak dojrzała do decyzji, by nie mieć dzieci.

Małgorzata Halber zaistniała w mediach jeszcze jako mała dziewczynka. Jej kariera medialna rozpoczęła się w programie "5-10-15" przeznaczonym dla dzieci i młodzieży. Była również prezenterką stacji "Viva Polska". Teraz dziennikarka napisała swój pierwszy felieton dla portalu "Vogue", w którym opowiedziała o decyzji dotyczącej rodzicielstwa.

Małgorzata Halber w felietonie dla Vogue: To cierpienie, z którego ja chcę się wypisać

Małgorzata Halber doszła do wniosku, że ciężarna kobieta zamienia się we własność społeczeństwa. Jest dotykana po brzuchu, a ludzie twierdzą, że nieproszeni mogą udzielać jej rad. Pisarka wspomniała o pierwszej rozmowie o dzieciach z obecnym partnerem. 

I jest dwadzieścia sekund. Dwadzieścia najważniejszych dla tej historii sekund. Oprócz tego, że jedziemy do Lidla, to nagle w te dwadzieścia sekund obok mojego partnera, który zostanie moim mężem, choć jeszcze wtedy tego nie wiedziałam, dochodzi we mnie do przemiany. Dochodzi do głosu coś, czego się naprawdę nie spodziewałam. Otóż nagle czuję, że bardzo, ale to bardzo chcę, żeby odpowiedział „nie”. Kiedy mówi „nie”, odczuwam gigantyczną ulgę - pisze.

Pisarkę wychowała matka uzależniona od alkoholu. Halber wspomina, że w szkole nauczycielka snuła podejrzenia, jaką ona będzie matką. Wiedziała, że nie chce skrzywdzić swojego dziecka tak samo, jak skrzywdziła ją matka. Sama zaczęła jednak pić. Po terapii uzależnień zafascynowała się rodzicielstwem z biologicznego punktu widzenia. 

I nagle powstaje, no właśnie, nowa osoba, która jest złączeniem mnie i jego, dwóch osób, które są ze sobą szczęśliwe, poznały się, szanują się i beng, z dwojga ludzi powstaje nagle mieszanka. No czy to nie jest czad, powiedzcie mi? Ja chcę uczestniczyć w tym eksperymencie - mówiła swoim koleżankom.

Gdy jej przyjaciółka urodziła syna, Halber miała 35 lat i narzeczonego. Zdała sobie sprawę, że to dobry moment na dziecko. Zazdrościła koleżankom z wózkami. Zdała sobie jednak sprawę, że eksperyment o którym marzy jest ogromną zmianą, a jej życie nigdy już nie powróci do poprzedniego stanu.

Te, które tego doświadczyły, patrzą na siebie porozumiewawczo. Nie jest więc tak, że będę uczestniczyć w eksperymencie, a potem wrócę sobie do siebie takiej, jaką byłam - dodała.

Dziennikarka doszła do wniosku, że kobiety w ciąży stają się niepisaną własnością społeczeństwa i obiektem, na który spływa mnóstwo, nieproszonych rad. 

Skoro ma brzuch, to można go dotknąć i pogłaskać i robią to wszyscy, nie zastanawiając się nad tym, że kilka miesięcy wcześniej nie wyrywaliby się z łapami tuż po spotkaniu tej osoby na ulicy. Osoba w ciąży zamienia się w jakąś plemienną własność. Od tej chwili członkowie globalnego plemienia będą już traktować ją inaczej. Będą mówić, ile powinna mieć dzieci, pilnować, jak się nim zajmuje - dodała Halber.

Pisarkę niezwykle irytuje, że osoba, która decyduje, że nie chce mieć dzieci, odbierana jest jako taka, która jeszcze do tego nie dojrzała i na pewno zmieni zdanie. 

Zróbmy rozbiór logiczny tej tezy: nie chcesz mieć dzieci, ale kiedy spróbujesz je mieć, to nagle zmienisz zdanie. Tylko że trzynastolatka niestety nie zmieści się do okna życia i nie możesz powiedzieć: „Hej, wiecie co, nie mieliście racji. Mam dziecko i okazuje się, że wcale nie chciałam go mieć” - dodała.

Halber dostrzegła też, że w społeczeństwie rządzonym przez mężczyzn brak dzieci odbierany jest jak ominięcie w życiu czegoś ważnego.

W tym samym czasie ci mężczyźni zajmowali się ustalaniem praw, pisaniem książek, zdobywaniem wykształcenia, głosowaniem na samych siebie do parlamentów oraz, last but not least, pisaniem historii. Między innymi dlatego musimy ją teraz trochę przepisywać. Weźcie sobie podręcznik do historii z lat 60. bądź 80. i zobaczcie, ile na rycinach jest kobiet. Niech to będzie dowód mojej tezy, której oczywiście konserwatyści będą przypisywać feminazizm - napisała.

Pisarka wracając do historii dotyczącej rozmowy z obecnym już mężem wyznała, że obawiała się, że mąż odpowie "tak" i czuła, że właśnie wtedy, to ją w życiu ominie "coś wielkiego".

Ominie mnie możliwość pisania książek oraz zdobywania wykształcenia artystycznego, po które nie miałam odwagi sięgnąć przez lata, mimo że to ono, a nie dziecko, daje mi prawdziwe szczęście - dodała.

W pewnym momencie życia, Małgorzata Halber zrozumiała, że nie chce mieć dzieci, a jedynie swojego męża i życiową wolność. Czuła, że musi skonfrontować się z wewnętrznym głosem, który mówił jej, że jest gorsza i wygodnicka.

Jest w tym zarzucie o wygodnictwo ukryta też straszna teza, że każdy powinien dźwigać swój krzyż, że rodzicielstwo to cierpienie, z którego ja nagle chcę się wypisać i jak tak można. Tak jakbym nie wiedziała, co to jest cierpienie - mówi.

Halber dodała, że proces był dla niej trudny, bo dopiero od kilku lat mówi się o tym, że macierzyństwo jest wyzwaniem i walką o siebie, związek i dziecko. Miała niewiele ponad 40 lat, kiedy zdecydowała, że jeśli chce poświęcić się pisaniu, podróżom i nie może mieć dziecka. Mówi, że nie będzie żałować tej decyzji.

Zobacz wideo Jon Kortajarena gwiazdą okładki polskiej edycji "Vogue'a". Model odwiedził Warszawę
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.