Kamil Durczok spowodował kolizję po alkoholu. Właśnie ruszył proces sądowy. Dziennikarzowi grozi 12 lat więzienia

Kamil Durczok 29 lipca 2019 roku spowodował kolizję na trasie A1 na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego. Dziennikarz miał 2,6 promila w wydychanym powietrzu. Właśnie ruszył jego proces sądowy ws. jazdy pod wpływem alkoholu.

Kamil Durczok nie ma najlepszej passy. Kiedy względnie udało mu się posprzątać życiowy bałagan, wpadł w kolejne tarapaty. I to na własne życzenie. W piątek 26 lipca 2019 roku dziennikarz jechał BMW X6 trasą A1. Śledczy nie mają wątpliwości, że Kamil Durczok, będąc pod wpływem alkoholu, przejechał 370 kilometrów ze średnią prędkością 140 km/h. W momencie, w którym doszło do kolizji, jechał z prędkością 96 km/h. W miejscu, w którym stracił panowanie nad autem, obowiązywało ograniczenie prędkości do 70 km/h. 

Zobacz wideo Telekamery 2019. Kamil Durczok i Julia Oleś-Miła

Przypomnijmy, że Kamil Durczok na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego uderzył w słupki oddzielające nieczynny pas ruchu. Dzień wcześniej, poza alkoholem, zażywał także środki uspokajające, po których nie można prowadzić auta przez minimum dobę.

ZOBACZ TEŻ: Kamil Durczok pod wpływem alkoholu spowodował kolizję. Teraz po raz pierwszy zabrał głos. "Przepraszam wszystkich. To było karygodne"

Dziennikarz tuż po zdarzeniu powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, co zrobił. Przed sądem wyraził skruchę i chęć poprawy. Durczok powiedział wprost, że cierpi z powodu choroby alkoholowej i na dowód swoich intencji poinformował również o rozpoczęciu terapii.

CZYTAJ TEŻ: Kamil Durczok walczy o zdrowie. Zamieścił długi wpis: Przede mną trudna bitwa

Ruszył proces Kamila Durczoka. Dziennikarzowi grozi 12 lat więzienia

W środę 27 stycznia 2021 roku ruszył proces sądowy Kamila Durczoka. Dziennikarzowi grozi 12 lat pozbawienia wolności.

W toku śledztwa Kamil Durczok złożył zeznania. Podczas składania wyjaśnień przyznał się do spożywania alkoholu:

Nie pamiętam, kiedy położyłem się spać, ale było już ciemno. 26 lipca obudziłem się ok. godz. 6-7, wtedy wypiłem duże piwo i istotną część drugiego dużego kufla. Poczułem się znacznie lepiej. Nic nie jadłem, wyjechałem między godziną 8 a 9.

Dziennikarz potwierdził, że w czasie wypadku na siedzeniu pasażera siedziała dziewczyna o imieniu Karolina, którą poznał w Krakowie. Dodał również, że najechał na słupek, ponieważ dźwięk telefonu wytrącił go z równowagi:

Czułem się na tyle dobrze, że wydawało mi się, że jadę z właściwą prędkością. W mojej ocenie nie przekroczyłem dozwolonej prędkości. Do najechania na pachołek oddzielający pas doszło w momencie, kiedy "zabrzęczał" mój telefon - tłumaczył Durczok.

Podczas rozprawy dziennikarz podtrzymał składane wcześniej zeznania:

Dziś z całą ostrością i wyrazistością dociera do mnie fakt, jak bardzo niewytłumaczalne i nie do usprawiedliwienia było to zdarzenie. To się zwyczajnie nie miało prawa zdarzyć, ale się jednak zdarzyło. Staję przed wysokim sądem z pełną świadomością tego, że za to, co zrobiłem, muszę ponieść karę, powinienem ją ponieść i tę karę poniosę - mówił. 

Kamil Durczok przyznał się do prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu, odrzucił jednak zarzut o spowodowaniu katastrofy w ruchu lądowym. Zgodził się również na podawanie pełnego imienia i nazwiska. 

Więcej o: