"Rolnik szuka żony". Małgosia Borysewicz tłumaczy się z wywiadów za 2 tys. złotych. "Szargać nazwiska mego nie pozwolę"

"Rolnik szuka żony". Małgosia Borysewicz żądała dwóch tysięcy złotych za wywiad. Teraz tłumaczy, jaki był jej zamysł.

"Rolnik szuka żony" to produkcja, która cieszy się ogromną popularnością. Uczestnicy telewizyjnego show stają się celebrytami. Mają wielu fanów, którzy chętnie śledzą ich poczynania po zakończeniu programu. Nie dziwi więc, że gwiazdy "Rolnika" dostają propozycje wywiadów. Jak się okazuje, niektórzy cenią się wysoko.

Zobacz wideo

Małgorzata Borysewicz jest niewątpliwą gwiazdą czwartej edycji programu. Kobiecie udało się odnaleźć miłość w programie. Na początku zeszłego roku Małgosia wyszła za Pawła Borysewicza, a niebawem ich rodzina powiększy się o kolejne dziecko.

"Rolnik szuka żony". Małgorzata Borysewicz tłumaczy swoje żądania

Niedawno pisaliśmy o tym, że Borysewicz odrobinę przeceniła swoją popularność, żądając od portalu "Plejada" dwóch tysięcy złotych za wywiad. Co więcej, w rozmowie z dziennikarzem oznajmiła, że media nie mogą już liczyć na "bezpłatne informacje".

Teraz "celebrytka" postanowiła wytłumaczyć, co miała na myśli, żądając bajońskiej sumy za rozmowę z portalem. Jej zdanie na ten temat możemy przeczytać w najnowszym poście na Instagramie.

Zazwyczaj staram się nie komentować tego, co ukazuje się w necie na mój temat, szargać nazwiska mego jednak nie pozwolę. Na portalu Plejada, gdzie pewna Pani podpisała się swoim imieniem i nazwiskiem, ukazał się fragment prywatnej konwersacji rozpoczętej przez pewną "dziennikarkę". Jest to tylko część historii.
Rozumiem, że w dzisiejszym świecie muszę, według co niektórych, dla podbicia lików ujawniać swoje szczegóły z życia, ale w chwili obecnej - ważnej dla mojej rodziny - nie chcę i nie będę tego robić. Dlatego też kilkakrotnie odmówiłam udzielenia wywiadu. Bezskutecznie.
Umęczona (w naszym życiu są teraz naprawdę ważniejsze sprawy) wysłałam znanego wam SMS-a. Zadziałało i przez chwilę miałam święty spokój. Do czasu. A mogłam po prostu napisać, żeby się odczepiła - wyjaśnia celebrytka.
 

Okazuje się, że podanie tak wysokiej kwoty było sposobem na odmówienie udzielenia wywiadu i skuteczne zbycie dziennikarki. Wygląda na to, że Małgosia nie szuka rozgłosu, a wręcz stara się go teraz unikać.