Małgorzata Halber była gwiazdą "5-10-15". Po latach udzieliła szczerego wywiadu o uzależnieniu od alkoholu i narkotyków

Małgorzata Halber zaistniała w mediach jeszcze jako dziewczynka. Karierę rozpoczęła w kultowym już programie dla dzieci i młodzieży "5-10-15". Córkę zmarłego dziennikarza, Adama Halbera, mogliśmy także oglądać w roli prezenterki stacji Viva Polska.

Małgorzata Halber w 2011 roku zniknęła z anteny i jednocześnie z życia publicznego. Przez cztery lata było o niej cicho, a po tym czasie wróciła z książką "Najgorszy człowiek na świecie", w której opowiedziała o swojej walce z nałogami.

Małgorzata Halber podzieliła się kulisami swojego życia

 

Dziennikarka była uzależniona od alkoholu i narkotyków oraz zmagała się z depresją. Okazuje się, że duży wpływ na jej dorosłe życie miało dzieciństwo i otoczenie, w którym przyszło jej się wychowywać. W rozmowie z Markiem Sekielskim Małgorzata Halber opowiedziała o latach wczesnej młodości, które odcisnęły spore piętno. Jej rodzice byli uzależnieni od alkoholu. 

Nie byłam normalną osobą. Byłam dziwolągiem. Co najważniejsze, ta moja persona telewizyjna, również potem, była tak niespójna z tym, co mam w środku. (...) Pamiętam lęk, który we mnie powstał, gdy miałam sześć lat, jak znalazłam moją mamę. Nieprzytomną. Byłam sama w domu, nie wiedziałam, co się stało. Dopiero potem zdałam sobie sprawę, że przez to dostałam nerwicę. Miałam takie nerwobóle, że rodzice wozili mnie do chirurga. Rozdrapywałam rany na całym ciele. A to wszystko ta wesoła dziewczynka z "5-10-15" - wyznała podczas wywiadu.

W rozmowie z Markiem Sekielskim Halber opowiedziała o walce z nałogiem alkoholowym. Na początku swoich zmagań wpadła w uzależnienie od miękkich narkotyków. Mimo wstępnie wygranej walki z chorobą zdała sobie sprawę, że może to być jedynie chwilowe wyciszenie, a potknięcia nie są mile widziane.

Od lat toczę walkę. Trochę w imieniu prawdy, o której się nie mówi. To jest choroba, która może mieć remisję. Jak wtedy sobie radziłam? Chodziłam na meetingi. Przystąpiłam do wspólnoty Anonimowych Narkomanów. (...) Myślałam, że jeśli chodzę na terapię, to to mnie chroni, że będę trzeźwa. Okazało się, że nie.

W rozmowie poruszony został temat tragicznej śmierci matki Małgorzaty. Jak się okazuje, to właśnie wtedy prezenterka przeżywała najgorszy czas.

Teraz jestem w pogłębionej terapii i bardzo ją sobie chwalę. Ona nie ma nic wspólnego z nałogami. Poszłam tam, kiedy zmarła moja mama. W tragicznych okolicznościach. W jak tragicznych może umrzeć alkoholiczka, to już sobie niech każdy sam powie. To było straszne. Ja po prostu, dosłownie i w przenośni, zwariowałam. To był naprawdę koszmar i najgorszy moment mojego życia. Potem "tylko" przeszłam epizod depresyjny - wspomina kobieta.

Dziś Małgorzata dobrze sobie radzi i można powiedzieć, że uporała się z demonami przeszłości. Chodzi na terapię i przyjmuje leki, ale przede wszystkim pracuje nad sobą we własnym zakresie. 

Jestem szczęśliwym człowiekiem. Ale nie byłabym, gdyby też nie farmakologia. Biorę leki przeciwlękowe i paroksetynę, którą daje się żołnierzom na PTSD (zespół stresu pourazowego - przyp. red.). (...) Pomagają mi więc leki, terapia, umiejętność stawiania granic i robienie tego, na co mam ochotę. Żeby żyć na trzeźwo tak, jakbym żyła, gdybym była pod wpływem - słyszymy w podsumowaniu.
 

Dodajmy, że Małgorzata Halber pracuje właśnie nad swoją drugą książką, w której rozprawia się z łatką celebrytki-alkoholiczki. Czekamy na premierę, a byłej prezenterce życzymy ostatecznego i zasłużonego wyjścia na prostą.