Edyta Pazura wysłała dzieci na obóz. Nie tak to sobie wyobrażała. "Brzuch boli mnie już drugi dzień"

Edyta Pazura musi zmierzyć się z chwilową rozłąką z dziećmi. Postanowiła wysłać je na obóz, ale nie ukrywa, że bardzo to przeżywa.

Edyta Pazura, jako mama trójki dzieci, nie miała łatwo w ostatnich miesiącach. Z powodu panującej sytuacji, szkoły zostały zamknięte, a dzieciom pozostała nauka w domu. Z pewnością pilnowanie lekcji dwójki pociech w wieku szkolnym i zajmowanie się najmłodszą to nie lada wyzwanie. Na szczęście rok szkolny się zakończył i wszyscy mogą cieszyć się upragnionymi wakacjami. Edyta razem z mężem postanowiła, że dwójka jej starszych dzieci, córka Amelia i syn Antoni, w te wakacje wyjadą na letni obóz. Choć nie mogła doczekać się tego dnia, okazało się to wyzwaniem.

Zobacz wideo Córka Cezarego Pazury przeprowadziła z nim wywiad w ramach szkolnego projektu

Edyta Pazura wysyła dzieci na obóz

Żona Cezarego Pazury zawsze szczerze opowiada o macierzyństwie. Była pewna, że po wielu miesiącach przebywania w domu, wyjazd na obóz to dobry pomysł. Jednak w długim wpisie, opublikowanym na Instagramie, czytamy co innego. Edyta bardzo przeżywa wyjazd dzieci.

Dzisiaj jadą na obóz. Po trzech miesiącach nauki w domu czekałam na ten moment, kiedy będę mogła trochę odetchnąć, a o drugie śniadanie będą musieli się już sami zatroszczyć. Tłumaczyłam im już chyba ze sto razy zasady bezpieczeństwa, zaopatrzyłam w plastry, krem na ukąszenia, a nawet nebulizator. Myślałam, że będę się cieszyć, a tak bardzo się denerwuje, że brzuch boli mnie już drugi dzień. W nocy budzę się co chwilę i sprawdzam która godzina. Oni obóz na pewno przeżyją, gorzej chyba ze mną - napisała Edyta.

Post skomentowała masa internautek i jak się okazuje, wiele mam musi zmierzyć się z podobnymi emocjami. W licznych komentarzach nie zabrakło słów otuchy.

Pani Edyto tak już mamy! Proszę wypoczywać z siłą pozytywnego myślenia.
Taki paradoks matki!
Święta prawda. Niby myślimy "no wreszcie odpoczniemy", a w rezultacie jest jeszcze gorzej - czytamy.

A jak jest u Was?

Więcej o: