Szymon Majewski opowiedział o śmierci mamy. "Schudłem, ryczałem, byłem przerażony"

Szymon Majewski to dla większości zabawny pan z telewizji, jednak mało kto wie, jak ciężko mu było, gdy zmarła jego mama. O trudnych chwilach po śmierci mamy opowiedział w najnowszym wywiadzie.

Szymon Majewski kilkanaście lat temu wystartował ze swoim autorskim talk-show w TVN. "Szymon Majewski show" cieszyło się ogromną oglądalnością, a wiecznie uśmiechnięty gospodarz rozbawiał telewidzów. Mało kto wie, że sam wówczas przeżywał bardzo trudny czas, gdyż umierała jego mama. Komik nie mógł pogodzić się z jej odejściem, o czym opowiedział na łamach "VIVY!".

Szymon Majewski o śmierci mamy

Szymon Majewski udzielił wywiadu magazynowi "VIVA!". W rozmowie z Beatą Nowicką wrócił wspomnieniami do 2007 roku, gdy zmarła jego mama. Początkowo satyryk w ogóle nie przyjmował odejścia mamy do wiadomości, wypierał to jak tylko mógł.

Zmarła 14 stycznia. Przez długi czas wkurzałem się na siebie, że za rzadko jestem na grobie mamy, ale pojawienie się na cmentarzu było dla mnie potwierdzeniem tego, że jej naprawdę nie ma. Ostatecznym unaocznieniem jej nieobecności. Nie chciałem przyjąć do wiadomości, że mama spoczywa pod tą płytą. Za każdym razem, kiedy moja żona Magda pytała: "To gdzie mama teraz jest?", odpowiadałem, że tam, gdzie jeździliśmy razem na wakacje- wyznał.

Śmierć matki była dla niego na tyle ciężkim przeżyciem, że ten nie potrafił sobie ułożyć życia.

W pewnym momencie coś pękło. Z jednej strony była presja show-biznesu, ten kolorowy Szymon, którego wszyscy znali, a z drugiej choroba i umieranie mamy. Nie mogłem poradzić sobie z tym, kiedy mama odchodziła- wspomina.

Szymon Majewski wziął sprawy w swoje ręce i udał się na psychoterapię, która pomogła mu poukładać wszystko od nowa. Przy okazji dowiedział się, że jego mama również borykała się z problemami osobowościowymi. Dopiero po kilku latach od jej śmierci, poznał prawdę. 

Przez długi czas nie wiedziałem, jakie miała problemy. Zrozumiałem dopiero, kiedy po siedmiu latach od śmieci mamy zajrzałem do jej torebki, w której było bardzo dużo leków przeciwlękowych, antydepresantów. Nie rozmawialiśmy o tym. Mama chciała zachować to dla siebie- zwierza się Majewski.

Po śmieci mamy Szymon Majewski wystawił swój monodram w teatrze Krystyny Jandy. Jak wspomina, na niedługo przed premierą był bliski załamania nerwowego. 

Schudłem, ciągle ryczałem, byłem przerażony. Miesiąc przed premierą powiedziałem Krystynie: "Boje się, że będzie blackout, łzy, a potem powiem, że nie dam rady"- wspomina. 

Szymon Majewski nie bagatelizował swojego stanu. Szybko udał się do specjalisty, który pomógł mu odnaleźć równowagę w tak trudnej sytuacji. Było to najlepszym rozwiązaniem.

RG