Roman Praszyński tłumaczy się z żenującego wywiadu z Anną-Marią Sieklucką. Dodał wpis na Facebooku. Przeprosił czytelników i aktorkę

Roman Praszyński, który przeprowadził wywiad z Anną-Marią Sieklucką dla Viva.pl, zabrał głos. W poście, który pojawił się na jego profilu na Facebooku, przeprosił urażonych i napisał, co nim kierowało podczas zadawania pytań.
Zobacz wideo

W środę głośno zrobiło się o wywiadzie z Anną-Marią Sieklucką, jaki pojawił się na portalu Viva.pl (pisaliśmy o tym TUTAJ). Roman Praszyński zadawał filmowej Laurze żenujące pytania. Dopytywał się m.in., czy lubi seks lub czy założyła na casting koronkową bieliznę. Po fali krytyki, która spadła na dziennikarza, mężczyzna zabrał głos.

Roman Praszyński tłumaczy się z wywiadu z Anną-Marią Sieklucką

Na profilu na Facebooku mężczyzny pojawił się wpis, w którym tłumaczy swoje zachowanie. Zaczął od tego, że czuje się w obowiązku odezwać i skomentować to, co się wydarzyło.

Drodzy, czuję się w obowiązku zabrać głos w sprawie mojego wywiadu z Aktorką Anną-Marią Sieklucką, który został opublikowany na stronie viva.pl. Wszystkich, którzy poczuli się urażeni moimi pytaniami i wywiadem, bardzo przepraszam, bo w żaden sposób nie było to moim zamiarem - zaczął.

Przyznał, że obrał zły tok rozmowy i za bardzo skupił się na tematyce filmu oraz na obszarach z nią związanych:

Poszedłem na wywiad w związku z premierą filmu "365 dni" w reżyserii Barbary Białowąs na podstawie książki Blanki Lipińskiej, który jeszcze przed premierą zyskał miano najbardziej erotycznego filmu w polskiej kinematografii. Konwencja wywiadu, jaką przyjąłem, nie sprawdziła się, ale miałem, być może mylne wrażenie, że koreluje z tematyką filmu i książki - tłumaczył się.

Dodał też, że wywiad - który już został zdjęty ze strony - był autoryzowany przez aktorkę, jednak mimo to przeprosił ją w swoim oświadczeniu:

Wywiad był autoryzowany przez Aktorkę Annę-Marię Sieklucką. Wszystkich, którzy mogli poczuć się urażeni, raz jeszcze bardzo przepraszam, w szczególności Annę-Marię Sieklucką.

Cały wpis przeczytacie tutaj:

Jak na razie pojawiło się niewiele komentarzy. Jednak internauci, którzy skomentowali oświadczenie dziennikarza, podziękowali mu za to, że się wytłumaczył, gdyż do tego momentu byli zdziwieni, dlaczego osoba z jego doświadczeniem (m.in. w 2004 roku był nominowany do Paszportu "Polityki") przybrała taką konwencję.

AW

Więcej o: