Weronika Rosati odeszła od partnera, bo się nad nią znęcał. "Uderzył mnie, jak byłam w zaawansowanej ciąży, a potem, gdy trzymałam córkę na rękach"

Weronika Rosati udzieliła bardzo szczerego i osobistego wywiadu "Wysokim Obcasom", w którym wyznała, że była ofiarą przemocy domowej. Były partner miał się nad nią znęcać fizycznie i psychicznie.

Weronika Rosati kilka miesięcy temu udzieliła bardzo głośnego i często komentowanego wywiadu serwisowi Gala.pl. Opowiedziała o samotnym macierzyństwie i wyznała, że miała "bardzo poważne powody", by rozstać się z ojcem swojej córki, Robertem Śmigielskim. Choć zapewniała, że nie chce zdradzać nic więcej, bo to zbyt bolesny dla niej temat, po kilku miesiącach zmieniła zdanie. Właśnie ukazał się jej wywiad dla "Wysokich Obcasów" przeprowadzony przez Magdalenę Środę. Choć wywiad to raczej niewłaściwe słowo.To bardziej spowiedź, która mocno wstrząśnie polskim show-biznesem (i nie tylko show-biznesem) oraz przełamie tabu. Przemoc dotyka wielu kobiet, ale rzadko o tym mówią. 

Weronika Rosati: byłam ofiarą przemocy

Kilka lat temu odważyła się na to Katarzyna Figura, teraz również Weronika Rosati wyznała, że była ofiarą przemocy. Przemocy "fizycznej, psychicznej, ekonomicznej i werbalnej". Znosiła ją długo, bo jak każda zakochana kobieta wierzyła, że partner mimo wszystko ją kocha i chce założyć z nią rodzinę. Wierzyła, że się zmieni, namawiała na terapię. Przyjęła też jego oświadczyny, choć on nadal miał żonę.

Zakochałam się z wzajemnością i wierzyłam w zapewnienia, że od 12 lat jest w separacji i nie mieszka z żoną. Oświadczył mi się w obecności moich rodziców, a potem na swoich 50. urodzinach zadeklarował wobec kilkuset gości: "Dziękuję moim teściom za moją narzeczoną". Mówię o tym, bo mam dość bycia obwinianą o rozbicie małżeństwa i innych związków lub zabranie dzieciom ojca.

Związek z Robertem Śmigielskim Rosati wspomina jako koszmar wiecznego poniżenia. Utraciła godność i poczucie własnej wartości, dlatego po porodzie zdecydowała się na rozstanie. Nie chciała, by córka była świadkiem jej "upodlenia".

Byłam niszczona jako człowiek, kobieta, aktorka, partnerka. Słyszałam: "Jesteś zerem", "Jesteś nic niewarta", "Twój czas się skończył","Nikt cię nie chce oglądać", "Kobiety po trzydziestce nie są atrakcyjne seksualnie", "Nikt cię już nie zechce".

Do przemocy psychicznej dochodziła też fizyczna. Partner Rosati miał ją bić najpierw z zazdrości, a potem dlatego, że nie chciała się dostosować: rzucić pracy i żyć tylko dla niego.

Uderzał wielokrotnie. W twarz, w rękę. Uderzył mnie też, jak byłam w zaawansowanej ciąży, a potem, gdy trzymałam córeczkę na rękach. O przemocy milczałam, ale mniej ze strachu, bardziej ze wstydu. Myślałam: wszyscy powiedzą, że Weronice znów się nie udało, kolejny facet, kolejna porażka! Nie chciałam porażek. Poza tym byłam zakochana, wierzyłam w przemianę. Każda kobieta wierzy, prawda? Tak bardzo chciałam mieć pełną rodzinę dla córki. 

Śmigielski oczekiwał od Rosati, że rzuci obowiązki zawodowe i zajmie się rodzeniem dzieci, budowaniem rodziny. Odebrał jej kontrolę nad finansami, bo twierdził, że "nie potrafi nimi zarządzać". Wydzielał jej pieniądze jak kieszonkowe - tyle, ile uważał. Wielokrotnie kazał jej wynosić się z domu, który wspólnie wynajmowali. Gdy groziła, że pójdzie z tym do mediów, śmiał się. 

Powiedział: "Nikt ci nie uwierzy. Nikt! Ja jestem cenionym lekarzem, a ty tylko aktoreczką".

Choć od rozstania minął już rok, Rosati nadal nie może się otrząsnąć z traumy. Długo nie potrafiła o tym mówić, ale już dłużej nie chce milczeć. Twierdzi, że "jedyną obroną i ucieczką od traumy jest mówienie o przemocy głośno" i kobiety, które padają ofiarą agresji mężczyzn nie mogą milczeć. A to jest trudne. Zwyczajowo uważa się, że przemoc dotyczy nielicznych. Że pięknych, znanych i bogatych ona nie dotyka. Rosati przełamuje ten stereotyp i zapewne miliony kobiet będą jej za to wdzięczne. 

Zobacz wideo

WJ

Więcej o: