Kora i Kamil Sipowicz zdecydowali się na ślub po 40 latach związku. Mąż był przy artystce do ostatniej chwili. "Miłość jest nieśmiertelna"

Kora i Kamil Sipowicz poznali się w latach 70. Jednak dopiero po 40 latach postanowili zalegalizować swój związek. Ja wyglądała historia ich miłości?

Dzisiaj w mediach pojawiła się wiadomość o śmierci Kory. Informację potwierdził mąż gwiazdy, Kamil Sipowicz. 

Z ogromnym żalem i rozpaczą informujemy, że dziś o 5.30 na swoim ukochanym Roztoczu w otoczeniu najbliższych osób, ukochanych zwierząt i wspaniałej przyrody zmarła Kora. Wielka artystka, piosenkarka, poetka, malarka. Wyjątkowa kobieta, żona, matka, babcia, przyjaciółka - napisał. 

Mężczyzna był u boku piosenkarki od ponad czterdziestu lat. Był przy niej także w tych ostatnich, najtrudniejszych chwilach. A jaka jest historia ich miłości?

Kora i Kamil Sipowicz

Artystka poznała Sipowicza w latach 70. Była wówczas żoną Marka Jackowskiego. To małżeństwo rozpadło się jednak w 1984 roku. Dopiero po pięciu latach gwiazda zdecydowała się zamieszkać z Sipowiczem. Stało się to po śmierci jego matki. Ponoć kobieta była niezadowolona z powodu tego, że jej syn związał się z Korą. Para doczekała się syna, Szymona.

Kora i Kamil przez lata żyli w wolnym związku. Jednak kiedy wokalistka dowiedziała się o swojej chorobie, postanowili zalegalizować swój związek. W 2013 roku zakochani powiedzieli sobie sakramentalne "tak".

W programie "Dzień Dobry TVN" świeżo upieczeni małżonkowie wyznali, że zdecydowali się na ślub, aby uregulować pewne sprawy.

Polski Sejm nie zgodził się, żeby związki otwarte miały prawną kwalifikacje. Jesteśmy starsi, mamy dzieci, jest wnuk, musieliśmy uregulować różne sprawy. Nie jesteśmy najmłodsi. Jest jakiś majątek... a my nie jesteśmy wieczni - odpowiedział Sipowicz.

Sipowicz zdradził też, że ślub nie był huczny.

To była formalność. Trudno, żebyśmy małżeństwo świętowali, jak jesteśmy razem kilkadziesiąt lat

Choroba Kory

Mąż wspierał Korę w każdym aspekcie. Był przy niej zwłaszcza wtedy, kiedy zachorowała. W wywiadzie dla magazynu "Viva!" wyznał, że nie wyobraża sobie życia bez żony.

Zastanawiałem się, jak to byłoby żyć bez Kory, ale to dla mnie abstrakcja, żyjemy w takiej symbiozie. Porozumiewamy się spojrzeniem, jesteśmy właściwie jak jeden byt, jedna istota. Ciężko sobie wyobrazić, że może nam zabraknąć tej bliskiej osoby. Ale czym właściwie jest śmierć? Ona istnieje tylko dla tych, którzy zostają, bo człowiek nie zauważa swojej śmierci. Nie umiera więc. (...) A co się dzieje z miłością, kiedy jedno z nas odchodzi? Ona jest, zostaje. Trwa. Miłość jest nieśmiertelna

Kiedy wokalistka zachorowała, wraz z mężem przeniosła się na Roztocze. To właśnie tam udało im się zwolnić tempo, skupić na zdrowiu, miłości i tworzeniu.

Ja mam wrażenie, że mając dostęp do internetu, filmów, książek i ogromnej ilości czasu na twórczość, czuję się tutaj tak, jakbym była jednocześnie w Nowym Jorku, Paryżu, Rzymie. Wszystkich miastach, które kocham, łącznie z Warszawą i Krakowem, które też kocham - powiedziała dla magazynu "Viva!".

Gwiazda spędziła w domu na Roztoczu także ostatnie chwile swoje życia. Towarzyszyli jej mąż, rodzina i przyjaciele. 

Zobacz wideo

KS

Drodzy Czytelnicy!

A jakie są Wasze wspomnienia związane z Korą i jej piosenkami? Która z nich ma dla Was największe znaczenie i dlaczego? W jakich momentach życia Wam towarzyszyły? Opiszcie nam swoje wspomnienia i wyślijcie na redakcja@plotek.pl. Razem oddajmy cześć legendarnej artystce.