Anita Lipnicka walczyła z nowotworem. Nigdy nie mówiła o tym aż tyle. "Mojemu dziecku zabrakłoby mamy"

Anita Lipnicka po raz pierwszy na łamach magazynu opowiedziała o chorobie nowotworowej, którą zdiagnozowano u niej w 2012 roku.

Anita Lipnicka w 2012 roku dowiedziała się, że ma guza ślinianki przyusznej. Kiedy wydawało się, że już udało się pokonać chorobę, guz odrósł. Przeszła kilka operacji. Dziś wie, że jej przypadek nie należał do poważnych, a nowotwór nie był złośliwy. Jak wyznała w rozmowie z Katarzyną Janowską, ciągle jednak musi obserwować swój organizm.

Ja miałam niezłośliwy nowotwór, więc dużo szczęścia w tym wszystkim. Nie można tu się porównywać z prawdziwymi chorobami nowotworowymi, z którymi ludzie się zmagają. Ale muszę się obserwować i to robię. Natomiast to, co cię nie złamie, to wzmocni. Ja jestem fajterką i próbuję jakoś wszystko przekuć na swoją korzyść - powiedziała.

Artystka była przygotowana na najgorsze, ale w chwilach słabości nie myślała o sobie. W 2015 roku na łamach "VIVY!", zdradziła, że martwi się o swoją córkę i o to, że może jej zabraknąć mamy.

Po operacji wróciłam do domu, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Jedyne, co mnie martwiło, to myśl, że jeślibym zniknęła, mojemu dziecku zabrakłoby mamy - powiedziała. - Nie myślałam, że zabraknie mnie dla życia albo zabraknie życia mi. Jestem gotowa odejść w każdej chwili. W sensie metafizycznym i dosłownym - wyznała.

Był to dla niej bardzo ciężki rok. Nie tylko doszło do odrośnięcia guza, lecz także zakończył się jej związek z artystą, Johnem Porterem, z którym związana była od 2003 roku. 

Nowy rozdział

Anita Lipnicka ułożyła sobie życie i dziś jest szczęśliwą kobietą po 40-tce. W 2016 roku wzięła ślub z Markiem Gray'em, wydała nową płytę oraz ukończyła budowę domu z bali. Na pytanie, o czym jest jej nowa płyta, odpowiedziała:

To powieść o szczęśliwej kobiecie, która promuje radosną starość. Wzięłam ślub po 40. W moim życiu nie było tak tragicznie, jak malowały to media - dodała.

AW

Więcej o: