Makłowicz zdradza kulisy konfliktu z TVP. "Dali mi gotowy tekst do wyrecytowania przed kamerą". Potem mocno: To nachalna propaganda

Robert Makłowicz w najnowszym wywiadzie zdradził kulisy jego konfliktu z TVP, który skutkował zakończeniem 20-letniej współpracy. O programach informacyjnych Telewizji Polskiej mówi bez ogródek: nachalna propaganda.

Robert Makłowicz z Telewizją Polską współpracował 20 lat. Jego program kulinarny "Makłowicz w podróży" cieszył się niesłabnąca popularnością, mimo to TVP postanowiła zakończyć z nim współpracę. Przyczyną takiej decyzji było wystosowane przez Makłowicza żądanie usunięcia jego zmanipulowanej wypowiedzi ze spotu promującego nową ramówkę stacji. W rozmowie z Plejadą dziennikarz wspomina kulisy powstawania kontrowersyjnego spotu:

Jakby się pan czuł, gdyby zmanipulowano pana wypowiedź? Podczas nagrania programu "Bake Off – Ale ciacho!" do studia przyszła ekipa telewizyjna z informacją, że zbliża się prezentacja nowej ramówki i potrzebują mojej wypowiedzi do spotu. Chcieli dać mi gotowy tekst do wyrecytowania przed kamerą. Odmówiłem, bowiem w telewizji zawsze mówię własnymi słowy i wyłącznie to, co chcę powiedzieć. Powiedziałem im też, że nie mogę chwalić TVP jako całości, bowiem uważam obecne programy informacyjne za nachalną propagandę.

Makłowicz zaproponował, że wypowie zdanie na temat swojego programu, które miało brzmieć "Telewizja smakuje różnie, ale ten program wyłącznie słodko i doskonale". I tak też zrobił, po czym został poproszony o dubel. Kobieta, która - jak się potem okazało - była drugą reżyserką filmu "Smoleńsk", poprosiła o powtórzenie tylko fragmentu zdania. I ten został potem wykorzystany w montażu.

Jakaś stojąca za kamerą pani, która się nie przedstawiła, jak się potem dowiedziałem, była drugą reżyserką filmu "Smoleńsk", poprosiła, bym powtórzył drugą część wypowiedzi. Tak zwane duble to rzecz normalna w tego typu pracy, coś się mogło źle nagrać, ujęcie mogło nie wyjść, zatem powtórzyłem: "smakuje wyłącznie słodko i doskonale". Wkrótce potem wyjechałem z kraju. Gdy wróciłem i zobaczyłem spot, musiałem zareagować. Użyto w nim jedynie drugiej części mej wypowiedzi.

Piotr Bikont i Robert MakłowiczPiotr Bikont i Robert Makłowicz Igor Morye / Agencja Gazeta

Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógłby o jakiejkolwiek telewizji powiedzieć, że smakuje wyłącznie słodko i doskonale? Przecież nie chodziło tu o kanał tematyczny z kreskówkami, lecz telewizję mówiącą również o wojnach, klęskach elementarnych, gwałtach i różnych innych ludzkich świństwach. Jestem raczej pewien, że już na planie postanowiono użyć tylko fragmentu mej wypowiedzi, czyli ją zmanipulować, stąd prośba o powtórkę fragmentu. Nie poproszono mnie o podpisanie zgody na wykorzystanie wizerunku w tym spocie, nie dostałem też nagrania do autoryzacji, a to są działania elementarne, zwłaszcza że nigdy nie byłem etatowym pracownikiem TVP. W ogóle niczego nie podpisywałem, niczego mi nie pokazano.

Po premierze spotu prawnicy Makłowicza przesłali do TVP pismo, w którym kucharz domagał się wycofania spotu lub usunięcia fragmentu z nim. Sam udzielił kilku wywiadów, które okazały się gwoździem do trumny jego kariery w TVP. Błyskawicznie został wezwany "na dywanik".

Wezwano mnie na rozmowę do dyrekcji Dwójki, najwięcej pretensji miano o wywiad, w którym stwierdziłem, że programy informacyjne w TVP to "Miś". Warunkiem pozostania na antenie miało być odwołanie słów w tymże wywiadzie zawartych. Czyli udzielając wywiadu, miałem akurat pomroczność jasną.
Szczerze przyznam, że po aferze z TVP zastanawiałem się, czy powinienem nadal bawić się w telewizję. Niemal natychmiast pojawiły się propozycje z innych stacji, ale przemyśliwałem je długo.

Przypomnijmy, że po zakończeniu współpracy z TVP Makłowicz przeszedł do należącej do TVN-u stacji "Food Network". Prowadzi tam autorski program "Makłowicz w drodze".

WJ