Kulisy pobicia Magdaleny Frąckowiak u jubilera. "Dobrze, że są kamery kłamczuszku"

Jak to było naprawdę z pobiciem Magdaleny Frąckowiak u jubilera? Anonimowy internauta zdradza kulisy całej sytuacji.

Magdalena Frąckowiak została siłą wyrzucona ze sklepu jubilerskiego w warszawskim Sheratonie. Modelka już w piątek, od razu po zajściu, pokazała na swoim Instagramie zdjęcia obrażeń. Teraz dodała kolejne i w przejmującym wpisie mówi o sobie jako ofierze przemocy wobec kobiet.

Tak wygląda moja ręka po wczorajszym napadzie na mnie. Nie mogę ruszać ręką. Konsekwencje będą wyciągnięte a pan, który mi to zrobił stanie przed sądem. Nic, absolutnie nic nie daje mężczyźnie przyzwolenia na przemoc wobec kobiety! Ja poruszyłam temat każdemu z nas znany, choćby przypominając co się dzieje i słyszy w polskich domach. Agresja polskich mężczyzn nie jest tematem nowym. Uważam ze głośno o tym trzeba mówić. Każda forma agresji wobec kobiet jest niedozwolona i jest karalna - napisała na Instagramie modelka.

Internautom trudno było jednak uwierzyć, że Frąckowiak faktycznie może ruszać ręką i jest tak obolała, jak pisze. Zauważyli bowiem, że na jej Instastory pojawiła się relacja z imprezy halloweenowej organizowanej przez jej przyszłą teściową, Joannę Przetakiewicz. Modelka przebrana była w suknię z wielkim dekoltem i sprawiała wrażenie, jakby czuła się świetnie.

Magdalena FrąckowiakMagdalena Frąckowiak Instagram.com/frackowiakmagdalena

Tymczasem na Instagramie głos zabrał ktoś, kto jak może się wydawać, był świadkiem całej sytuacji, a być może nawet brał w niej udział. Zasugerował on, że Frąckowiak sama sprowokowała sytuację swoim zachowaniem. Ponoć "gwiazdorzyła" i nagrywała bez pozwolenia wnętrze sklepu.

Nic nie dzieje się bez powodu. Dlaczego nie napiszesz jak zachowywałaś się po wejściu do sklepu jubilera i w jaki sposób sprowokowałaś obsługę sklepu do wyproszenia cię ze sklepu i zamknięcia drzwi przed nosem? Obsługa sklepu nie pobiła cię tylko pomogła ci opuścić sklep i zamknęła drzwi. To co wydarzyło się z tobą poza lokalem to tylko i wyłącznie twoja wina, bo sama walnęłaś ręką o framugę drzwi i w sądzie można to spokojnie interpretować jako samookaleczenie albo niefortunny wypadek skoro na zakupy chodzi się w kapciach domowych na wysokich szpilkach.
Ty nie masz na czole metki, że jesteś gwiazdą, modelką itp. i wymagasz priorytetowego traktowania wszędzie, gdzie się pojawisz. W takim sklepie jubilera jesteś jedną z wielu klientek albo jedną z wielu podglądaczy z konkurencji (...). Jeśli sama wparowałaś do sklepu jubilera i ostentacyjnie zaczęłaś nagrywać stoiska z biżuterią i wszystko co dzieje się w sklepie, to czego durna babo się spodziewałaś? Że obsługa zaprosi cię na kawę czy co? W sklepach szczególnie tych prywatnych jest zakaz robienia zdjęć i filmowania dlatego jak się nudzisz, rób sobie selfie w łóżku podczas seksu z młodszym o całe wieki przydupasem wtedy nie będziesz miała poobijanych łokci i partii ciała. Dodam, że jesteś wredną su*ą, której nie stać nawet na to, żeby uczciwie przedstawić od samego początku to zdarzenie, wtedy tych współczujących byłoby zdecydowanie mniej - napisał pod zdjęciem anonimowy internauta.

Ten ostatni komentarz doprowadził Frąckowiak do białej gorączki. Nie przebierając w słowach odpowiedziała mu i postraszyła, że znajdzie go mimo anonimowego konta.

Następny idiota anonimowy. Proszę podać imię i nazwisko cwaniaku. Jak ktoś chciałby wyrazić swoją głupotę to proszę napisać do mnie z podpisanym imieniem i nazwiskiem. Proszę nie być tchórzem. Proszę pamiętać ze każdą osobę z pustego konta instagramowego można namierzyć wyszukując IP adres komputera - napisała.

Kolejne komentarze dowodzą, że już wkrótce dowiemy się, jak było naprawdę.

Najlepsze jest to, że nikt jej nie pobił. Sama się uderzyła, jak się szarpała zamiast wyjść jak normalny człowiek z klasą. Dobrze, że są kamery kłamczuszku.
Mam wrażenie, że jeszcze będzie się pani Magda mocno wstydzić za zrobienie tej całej afery z jubilerem i siniakami. Prędzej czy później prawda się obroni.

AB

Więcej o: