Bogusław Linda stwierdził, że scenariusz do ostatniego filmu Wajdy był "chu**wy". Teraz się tłumaczy. "Cały czas gryzę się w język, tylko..."

Bogusław Linda w jednym z wywiadów po pokazie filmu "Powidoki" powiedział kilka mocnych i niepoprawnych słów, o których głośno było w całym internecie. W wywiadzie dla "Twojego Stylu" skomentował swoje kontrowersyjne zachowanie.

Bogusław Linda w ostatnim filmie Andrzeja Wajdy "Powidoki" wciela się w postać prześladowanego przez komunistyczne władze malarza Władysława Strzemińskiego. Cały scenariusz opiera się właśnie na tej postaci, więc po śmierci reżysera, to na aktora spadł "ciężar" promocji filmu za granicą.

Po jednym z pokazów "Powidoków" w Los Angeles Linda udzielił serwisowi "Deadline" pamiętnego wywiadu, w którym niezbyt pochlebnie wypowiadał się na temat filmu. Padły między innymi takie określenia jak "scenariusz był ch***wy" czy "ja muszę za niego jeździć po k***a całym j***nym świecie i świecić ryjem we wszystkich miejscach". W rozmowie z dziennikarką "Twojego Stylu" aktor próbował wytłumaczyć się z tej sytuacji.

Wiedziałem, że jak źle zagram, pójdzie opinia, że spieprzyłem Wajdzie film. Że on miał fantastyczny pomysł, a przeze mnie źle wyszło. A ryzyko, że źle zagram, było spore. Bo scenariusz nie był napisany idealnie. Chciałbym tu wrócić do mojej wypowiedzi z Los Angeles, która była mocno komentowana. W Polsce odczytano, że ja mówię, że film jest zły.

Przyznał, że filmu wcale nie ocenia źle, a niefortunna wypowiedź była spowodowana jego ogólnym stanem.

Wypowiedź bardziej wiązała się z moim stanem - duże zmęczenie, ale też wynikała z ciężaru psychicznego i filmowego na planie. W LA mówiłem, że o tym, że praca na planie - mimo, że dała ogromną frajdę - była jednak koszmarem bycia w latach 50. Ja w nich po prostu przez dwa miesiące funkcjonowałem (...). Z psychiką zajętą tym gościem - tak nieszczęśliwym. W nędznych wnętrzach, na szarych ulicach - kręciliśmy w najbiedniejszej części Łodzi. Żeby było jasne: ja, broń Boże, nie deprecjonuję filmu. Uważam, że jest bardzo dobry.

Linda nie krył też, że często zdarza mu się powiedzieć o kilka słów za dużo.

A serio: czasami faktycznie jestem za bardzo wyszczekany. Za bardzo mam swoje zdanie. I nie lubię go ukrywać. Po fakcie czasami żałuję. Ale jeśli coś się powiedziało, trzeba ponieść tego konsekwencje. Czy nie mam czasem ochoty ugryźć się w język? Ja się cały czas gryzę w język, tylko czasami mi się coś wypsnie.

Wtedy chyba jednak aktor zapomniał ugryźć się w język.Przekonuje Was takie tłumaczenie?

AW

Zobacz wideo
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.