Agata Buzek pierwszy raz tak szczerze o najtrudniejszym momencie w życiu. "Trzy sprawy nie kończą się dobrze"

Agata Buzek w okazjonalnych wywiadach, których udziela, mówi przede wszystkich o swojej pracy. W rozmowie z Magdą Mołek nie uniknęła jednak pytania o najtrudniejszy moment w swoim życiu. Nie od razu potrafiła na nie odpowiedzieć.

Agata Buzek rzadko udziela wywiadów, a jeśli już to robi, unika wątków zahaczających o jej prywatne życie. Skupia się na tematach związanych z pracą, a tych nie brakuje. Jest przecież jedną z najbardziej docenianych artystek nie tylko w Polsce, gdzie zdobyła już wszystkie możliwe nagrody aktorskie, ale też za granicą. Ostatnie kilka miesięcy spędziła w Paryżu, gdzie grała w spektaklu "Fedra" Krzysztofa Warlikowskiego  u boku ikony francuskiego kina, Isabelle Huppert. 

W wywiadzie udzielonym Magdzie Mołek dla pierwszego numeru polskiej edycji "L'Officiel", Buzek chętnie mówiła o współpracy z Warlikowskim, która dużo ją nauczyła, a także o ciemnych stronach swojego zawodu. Nie uniknęła również pytania o najtrudniejszy moment w jej życiu i o to, jak sobie z nim poradziła. 

(Długie milczenie) Co by tu wybrać... Jeśli potraktować to jako przekaz, coś ważnego, otwierającego, budującego, to mam jedno takie zdarzenie. Przyszły mi do głowy cztery sprawy, ale trzy nie kończą się dobrze. Ta czwarta tak. To jest moja choroba w dzieciństwie. I myślę, że przeszłam przez to i wyszłam z tego tylko dzięki moim rodzicom. Dzięki temu, jacy są, jacy dla mnie byli. Jak nigdy nie pozwolili mi się załamać, jak nigdy nie dali mi odczuć swojego własnego strachu, tej groźby, która nade mną wisiała przez te wszystkie lata. Tylko i wyłącznie ich siła, ich nadzieja, ich wiara, energia, ich nadludzki moim zdaniem wysiłek spowodowały, że ja miałam emocjonalną, psychiczną siłę, żeby przez to przejść. Myślę, że były dziesiątki momentów, w których gdybym się poddała, to by się nam nie udało.

W młodości Buzek cierpiała na ziarnicę, czyli nowotwór układu chłonnego. Leczenie zakończyło się sukcesem, ale choroba odcisnęła trwałe piętno na jej życiowej postawie. 

Młodzi ludzie czują się nieśmiertelni – czas się nie kończy, siły się nie kończą, noce się nie kończą, imprezy się nie kończą. Ja takiego momentu nie miałam nigdy. Zawsze wiedziałam, że jestem śmiertelna i że moje siły są policzone - mówiła kilka miesięcy temu w "Urodzie Życia". 

Takie wyznania sporo ją kosztują. Wywiad dla "L'Offieciel" aktorka podsumowała stwierdzeniem, że nie akceptuje w sobie "bycia grzeczną", co przejawia się w nadmiernej powściągliwości.

W spotkaniu takim jak teraz trudno mi się otworzyć. Kontroluję się, bo przyszłam tu z jakimiś emocjami upływającego dnia, a nie chcę, żeby to, co mówię, było wynikiem mojej dzisiejszej złości, zawodu, rozczarowania, tylko żeby było ponad to. Czasami się udaje, ale w rezultacie jest bardziej mdłe niż to, co mam w głowie.

WJ