"Szantażowanie", "telewizje nie chcą ruszać tego gówna", "seks za ciuchy od Diora". Tylko u nas modelka szczerze o seksbiznesie

Coraz więcej szczegółów.

Obiektyw i seks

Centralne Biuro Śledcze i wrocławska Prokuratura Apelacyjna zakończyły śledztwo i sześć kobiet oskarżonych o stręczycielstwo stanie przed sądem. O tej sprawie mówiło się już w 2011 roku. To wtedy tygodnik "Na żywo" napisał, że Joanna B. została zatrzymana przez policję. Ona sama odpierała zarzuty i twierdziła, że to wyłącznie pomówienia. W zeszłym tygodniu seksaferze przyjrzała się "Gazeta Wyborcza", która ujawniła kulisy działalności "agencji modelek".

Joanna B. z matką Danutą B. (również oskarżona o sutenerstwo, przyznała się do winy) prowadziły od 2000 r. agencję modelek. W 2006 r. firma popadła w finansowe tarapaty. Prawdopodobnie to brak dochodów skłonił matkę i córkę do wyszukiwania modelek, które świadczyły usługi seksualne bogatym biznesmenom. W 2006 r. wysłały kilka dziewczyn do domu publicznego na Majorce, później umawiały je z przedsiębiorcami, m.in. z branży deweloperskiej. Ich klientami byli członkowie arabskich rodzin królewskich i bogaci biznesmeni. Za każde spotkanie inkasowały kilkaset złotych; modelka - nie mniej niż tysiąc - czytamy.

Udało nam się dotrzeć do jednej z pomorskich modelek, która nie była w żaden sposób związana ani Joanną B., ani z Emilią P., dotknął ją jednak boleśnie problem prostytucji w modelingu. O swoich doświadczeniach opowiedziała nam w szczerej rozmowie (jej dane zostały zmienione).

Wie pani, to są trudne sprawy - Iza zaczęła z wahaniem w głosie. - Trudne dla mnie, dla innych wykorzystanych dziewczyn i ich rodzin, a także dla prokuratury. W końcu nie zostałam zgwałcona, byłam jedynie nagabywana i zostałam oszukana. Stręczycielstwo to zjawisko globalne, obecne na całym świecie. Kobiety się prostytuują na skutek sprzedaży, oszustwa, zastosowania przymusu czy zwabienia. Niezwykle trudno kontrolować proceder, bo przeważnie jest on nielegalny i nieustannie zmienia kształt.

Zapada chwila ciszy, jakby się znowu wahała. Czy warto się zwierzać?

Dziewczyny boją się mówić - wyrzuca z siebie w końcu Iza. - I proszę mi wierzyć, słusznie. To zły biznes. Zamknięte środowisko, w którym, wiadomo nie od dziś, każdy każdego kryje. Pewne stacje telewizyjne podejdą do tego niechętnie, z tego względu, że nie będzie im na rękę dotykać gówna, które tak śmierdzi, podczas gdy mogą je sprzedać jako czekoladę. Rozumie pani? Telewizja kreuje tych celebrytów, a tu się okazuje nagle, że to szajka przestępcza i zonk.

W tej dobrze funkcjonującej machinie ma działać, według modelki, wielu znanych, dobrze ustawionych ludzi: osoby publiczne, fotografowie, szefowie i menadżerowie agencji. Dziewczyny, które czują się ofiarami, boją się mówić, a te, które na takich układach korzystają, nie zamierzają zarzynać kury znoszącej złote jajka.

To wszystko są procesy, sądy, pieniądze i walka z całym środowiskiem. Często bez wsparcia najbliższych. Wiem, co mówię, bo sama przez to przechodzę.
Naukowcy spróbują ustalić gdzie kończą się żarty, a zaczyna się molestowanie seksualne Naukowcy spróbują ustalić gdzie kończą się żarty, a zaczyna się molestowanie seksualne fot. Shutterstock

Obawy

Iza od grudnia procesuje się z prezesem jednej z agencji modelek. Ten złożył jej propozycję współpracy, choć nie do końca dotyczyła ona pracy modelki w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Podczas rozmowy telefonicznej - bardzo długiej i raczej niezwiązanej z tematami zawodowymi - jasno odczytałam niezawodowy charakter "propozycji", która była w istocie ofertą towarzyską - mówi Iza.

Finalnie do współpracy nie doszło. Za to Iza opisała całą sytuację na forum znanego portalu dla modelek, by ostrzec inne dziewczyny. Szybko dostała wezwanie do zawarcia ugody ze względu na zniesławienie rzeczonego prezesa. W ramach ugody Iza miała zapłacić mężczyźnie 50 000 zł oraz umieścić sprostowanie.

Iza nie chciała iść na ugodę. Nie zamierzała niczego prostować, w końcu wszystko, jak twierdzi, było zgodne z prawdą. Jednak strona wnioskodawcy zaczęła coraz bardziej na nią naciskać. Zalecali jej przemyślenie całej sprawy jeszcze raz. Sugerowano jej, że prezes nie odpuści i ją zniszczy, bo ma znajomości. Iza się nie ugięła. Zapowiedziała, że będzie walczyć, choć dodaje:

Nie jest mi łatwo - mówi z wyraźnym przejęciem.

W lutym czeka ją rozprawa w sądzie.

Zula Walkowiak Zula Walkowiak screen ze strony facebook.com

Zula

Ujawnienie seksafery w agencji Joanny B. skłoniło Zuzannę, znaną z programu "Top Model. Zostań modelką", do nagłośnienia swoich przeżyć. Iza i Zuzanna zetknęły się z tymi samymi mężczyznami. Uczestniczka show TVN jako pierwsza zabrała głos w sprawie, a jej zeznania zainspirowały Izę do działania.

Zuzanna Walkowiak, jedna z najbardziej barwnych uczestniczek "Top Model", kilka dni temu na swoim profilu na Facebooku umieściła oświadczenie, w którym o molestowanie seksualne i stręczycielstwo oskarżyła naczelnego jednego z magazynów i producenta filmowego.

Ci Panowie w branży medialnej nie są nikim innym jak niespełnionymi Alfonsami. To na razie tyle na temat burdel Agencji :) - czytamy fragment wypowiedzi Walkowiak, zacytowany przez naszą bohaterkę.

Zula Walkowiak, seksaferascreen z Facebook

 

zula walkowiakModelki.plejada.pl

Wyznanie momentalnie obiegło cały internet.

Zula jest osobą publiczną, przez co skupia na sobie zainteresowanie mediów. Gdy na swoim profilu opisała, w jaki sposób to działa, postanowiłam podpisać się pod tym obiema rękami. Przynajmniej tyle mogłam zrobić. Ja w Cannes nie byłam, ale też miałam do czynienia z tym panem - powiedziała nam Iza.

Seks, prostytutka, pieniądze, molestowanieKapif

Na wyznania uczestniczki "Top Model" od razu zareagowali opisani mężczyźni. Wszystkiemu zaprzeczyli.

Własna matka powiedziała mi, żebym już przestała się w to mieszać, bo narobię sobie biedy, a ona nie ma pieniędzy na kolejnych adwokatów i prawników - mówi Iza.
seks seks shutterstock

Płonne obietnice

3 lata temu, we wrześniu 2009 roku, pojechałam na weekendową sesję zdjęciową do ośrodka agroturystycznego w Zamościu, koło Lublina dla jego magazynu - opowiada nam Iza. - Udział w niej zaproponował mi mój znajomy fotograf. Znałam go już, nie słyszałam o nim jakiś złych opinii. Bardzo zachwalał ten wyjazd. Mówił, że to moja wielka szansa. Obiecywał gruszki na wierzbie.

Dziś Iza, z perspektywy doświadczeń, inaczej patrzy na swoją decyzję.

Ja byłam głupia i naiwna. "Kupiłam" to. 3 lata temu nie miałam dużego doświadczenia, powiedzmy to sobie szczerze, w tej branży. Sam fakt udziału w tej sesji był dla mnie zaszczytem. Musiałam się tylko odpowiednio dobrze zaprezentować. Mój fotograf ostrzegł mnie też, żebym nie narobiła mu wstydu i zadbała o nienaganny wygląd: małą czarną i niezbędną czerwoną szminkę. Ruszyłam w drogę do Warszawy, a z Warszawy odebrał mnie i koleżanki pan redaktor.

W aucie mężczyzna zaczął skracać dystans.

Pochwalił nas za staranny image. Już w drodze, jak się rozluźniłyśmy i przeszłyśmy z "pana" na "ty". Uprzedził nas, żeby wszystko co się będzie mówiło i działo podczas tego weekendu, zostało między nami, żebyśmy nikomu o tym nie wspominały i były dyskretne. On nam to zapewnia.

Na miejscu zrozumiała, dlaczego zależało mu na prywatności.

Sztuka kochania: seks oralny Sztuka kochania: seks oralny fot. RJO Photo

Szybkie rozczarowanie

W ośrodku agroturystycznym pojawiły się w piątek wieczorem. Na początku dziewczyn było mało. W sobotę jednak Iza doliczyła się około 20 modelek.

Była z nami tez masażystka, sprowadzona, jak mówił sam redaktor "dla relaksu". To było młoda i bardzo ładna dziewczyna, nie była jednak  modelką. Wspominała, że jej chłopak nie zgadzał się, żeby jechała. Ona jednak potrzebowała pieniędzy, a to była korzystna okazja.

Dziewczyna jednak nie przewidziała, że redaktorowi nie chodziło wyłącznie o tradycyjny masaż.

Wbiegła do naszego pokoju, była bardzo roztrzęsiona, można było zgadnąć, że coś tam z nią próbował. Potem doczepił się też do mnie.
Proponował coś?
Powiedział, że chciał mi zrobić masaż... Próbował. Dotykał mnie, ale się oparłam i go wyrzuciłam.

Jak się jednak szybko okazało podczas tego weekendu, dziewczyny miały się jeszcze raz zmierzyć z nachalnością pracodawcy.

Alkohol, Chanel i seks

W sobotę była spora impreza. W posiadłości przebywali już koledzy redaktora naczelnego, widać, że dobrze ustawieni dobrze ubrani faceci. Wśród nich był jeden francuskiego pochodzenia. Nie rozumiałyśmy, co mówił.

Właściciel posiadłości zadbał, żeby nie zabrakło alkoholu, który miał pomóc w przełamaniu barier.

Alkohol lał się strumieniami. Praktycznie bez ograniczeń. Były dziewczyny, które lubiły wypić sobie drinka, ale też takie, które usilnie do tego namawiano. Koledzy pana naczelnego zachęcali je do tego i ciągle im dolewali czegoś do kieliszków.

W pewnym momencie ogłosił taki specjalny konkurs tańca. Powiedział, że będzie można wygrać drogie markowe kosmetyki. Mamił takimi nazwami jak Chanel, Dior itd. Wszystko z najwyższej półki. Po kilku minutach było jasne, która dziewczyna dostanie nagrodę. Na parkiet dołączyli bowiem panowie, ocierali się o dziewczyny, przytulali, poklepywali. Ta, która była najbardziej śmiała i otwarta zostawała wyróżniana.

Seks, prostytutka, pieniądze, molestowanieKapif

Na imprezie dziewczyny nie raz miały okazję się wykazać. Mężczyźni sami robili im swoiste testy, która jest łatwa, a która nie.

Brali, je po kolei na stronę i próbowali się do nich dobierać.

Jakie były wyniki tych testów, miało się okazać już następnego dnia.

Nazajutrz na śniadaniu wskazali, która wraca do domu, ja też dostałam polecenie powrotu. Wiedziałam, dlaczego. Poza mną niewielu dziewczynom kazano spakować manatki.
Prostytutki znaczną cześć wynagrodzenia muszą oddawać gangsterom Prostytutki znaczną cześć wynagrodzenia muszą oddawać gangsterom KAPIF

Pieniądze

A co z pieniędzmi? To w końcu one mają być największym wabikiem dla kobiet, które decydują się na prostytucję. Agencja modelek Joanny B. zapewniała dziewczynom wyjazdy, na których te mogły zarobić nawet po kilka tysięcy. Dodatkowo mieszkały w luksusach, nad ciepłym morzem, były obdarowywane drogimi prezentami.

Jednak na rodzinnym podwórku sytuacja nie wyglądała tak kolorowo. Tu raczej nikt nie kusił wielkimi zarobkami, nagrodą ma być obiecywany sukces zawodowy, prestiżowe zdjęcia do portfolio. Niezależnie jednak od tego, na ile dziewczyna była zaangażowana podczas tego weekendu, wynagrodzenie wszystkie dostały tak samo niskie.

Jakie pieniądze, to śmieszne. To była jedynie niewielka gaża za sesje, która ostatecznie się odbyła w niedzielę. Około 150-200 złotych, ledwo starczyło na bilet powrotny.

Seks,sexZdjęcia: Shutterstock (montaż)

Obiecana przez naczelnego i fotografa sesja faktycznie się odbyła. Jednak mało miała ona wspólnego z prawdziwą profesjonalną pracą.

Sesja trwała około 2 godzin, zdjęcia robiono szybko i pobieżnie. Dziewczyny ustawiano dużymi grupami. Widać było, że to prowizorka i tylko pretekst do czego innego. Nie pamiętam nawet, czy ta sesja się ukazała.

Seksafera z Joanną B. i Emilią P. przez przypadek poruszyła jeden kamyczek, który może sprowadzić prawdziwą lawinę oskarżeń i niewygodnych prawd. Jak jednak się stanie, czas pokaże. Wiele dziewcząt nadal boi się mówić, choć to one zostały skrzywdzone, nie chcą się ujawniać. W przypadku naszej bohaterki, dla jej bezpieczeństwa także zmieniliśmy jej dane.