Justyna Kowalczyk w poruszającym wywiadzie: Mam zdiagnozowane stany depresyjne. W zeszłym roku poroniłam

Zdecydowała się zerwać z kłamstwami i wyznać prawdę o swoim stanie emocjonalnym.

"- Bywasz teraz choć od czasu do czasu szczęśliwa? - Nie." - Justyna Kowalczyk zdecydowała się na poruszającą, emocjonalną rozmowę, w której wyznała, że od ponad dwóch lat ma depresję i stany lękowe. Złota medalistka kończy z kłamstwami, ma dość ukrywania przed światem swojej choroby.

Dla wielu Justyna Kowalczyk jest najsilniejszą z kobiet w Polsce. Któż nie pamięta jej brawurowego zwycięstwa w igrzyskach olimpijskich w Soczi? Złoty medal zdobyła z pękniętą kością śródstopia. Dziś Kowalczyk wyznaje, że najgorszy jest nie ból fizyczny, a psychiczny.

Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne. Od ponad półtora roku walczę z bezsennością. Może by się zebrało kilkadziesiąt nocy, które w tym czasie normalnie przespałam. Walczę ze swoim organizmem, z ciągłymi nudnościami, zasłabnięciami, gorączkami po 40 stopni, lękami. Z problemami, które mi się wcześniej nie zdarzały. W pewnym momencie byle posiłek bywał wystarczającym powodem do wymiotowania. Teraz jest trochę lepiej. Łączyć to wszystko z treningiem jest bardzo trudno. Bywały takie dni, gdy jedynym moim widokiem był sufit w pokoju. Gdy nie miałam siły ani chęci wstać z łóżka, a jedynym pytaniem było: po co? - wyznaje Kowalczyk w rozmowie ze Sport.pl.

Kowalczyk coraz gorzej radziła sobie także w ukrywaniem swojego stanu. Chciała, by ludzie wiedzieli, że jest chora. Skończyłyby się naciski na jej obecność na różnych imprezach, bezmyślne wywiady, kolorowe sesje. Ostatnio próbowała wyznać na swoim Facebooku, że czuje się psychicznie bardzo źle. Wyznała, że "straciła Dzieciątko". Lawina słów współczucia i wsparcia zaraz zmieszała się z oskarżeniami o kpienie z ludzi i kłamstwa. Dziś Kowalczyk potwierdza - w zeszłym roku poroniła.

Napisałam najprostszymi słowami na świecie: straciłam Dzieciątko. Tak, żeby nie było żadnych wątpliwości. Nie wiem, jak można było pomyśleć, że chodziło o psa. Ja nawet rybki w akwarium nigdy nie miałam, bo wychowałam się na wsi, gdzie się zwierząt w domu raczej nie trzyma. Piesek, którego niedawno podarował mi brat, żebym miała się kim zająć, jest moim pierwszym. Tak, byłam w ciąży, poroniłam rok temu w maju, na obozie treningowym. Na samym początku obozu. Właśnie wtedy, gdy się szykowałam do wyprostowania swoich ścieżek. Wiadomo, że gdybym donosiła tę ciążę, dość zaawansowaną, nie wystartowałabym w Soczi. Miałam już w planie inne życie, przynajmniej na najbliższy rok.

Justyna Kowalczyk Facebook.com/Justyna Kowalczyk - oficjalna strona

Ani o ciąży, ani o depresji nie wiedzieli nawet najbliżsi. Nikt zresztą nie chciał uwierzyć, że zawsze uśmiechnięta, kąśliwa, "najsilniejsza Polka" może mieć takie problemy.

Wszystko od A do Z wiedziały tylko trzy osoby. A i tak ze sporym opóźnieniem. Dwie z nich nie mogły uwierzyć, że to wszystko prawda. Bo gdy patrzyły na mnie np. w telewizji, widziały inną Justynę. Robiłam swoje. Byłam wrakiem, to wtedy chciałam rzucić narty, ale uznałam, że muszę to wszystko wypłakać i dopiero potem podjąć decyzję. Uznałam, że narty będą moim obowiązkiem, ucieczką. Zdecydowałam, że chcę się mimo tej osobistej tragedii przygotowywać do igrzysk. Dla siebie, dla chłopaków z mojej drużyny.

Ta rozmowa ma być zamknięciem pewnego rozdziału. Kowalczyk chce w końcu poradzić sobie z bolesnymi wspomnieniami o nienarodzonym dziecku, chce zapomnieć i przede wszystkim znów cieszyć się życiem. Będzie teraz próbowała na nowo je sobie ułożyć. Nart nie rzuca, przeciwnie. To w nich szuka lekarstwa.

Chcę zacząć od nowa. Może już inaczej będę dobierała przyjaciół. Będę unikała okazji do tłumnych spotkań. Nie będę już publicznie wracała do tematu depresji. Nie proszę o nic, poza zrozumieniem. Spróbuję w sobie na nowo rozpalić ogień do sportu. Może nie wszystko jest już zimne. Pamiętam, jak mi się w ostatnim czasie wydawało absurdalne odpowiadanie na pytania o formę, o kontuzję, o to, czy się przejmuję jakąś dwucentymetrową różnicą na mecie. Jakie to mogło mieć znaczenie, gdy moje życie waliło się w gruzy...
Bywasz teraz choć od czasu do czasu szczęśliwa? - pyta Paweł Wilkowicz ze Sport.pl. - Nie - odpowiedź jest krótka i bolesna.

Kowalczyk nie ma zamiaru poddać się bez walki, w "biegu o życie" też zamierza zwyciężyć. To tylko fragmenty niezwykle poruszającej rozmowy ze sportsmenką. Całość przeczytacie na Sport.pl.

Justyna Kowalczyk Kapif

Zobacz też:

aga