Alicji zabrali na lotnisku mleczko dla synka

Myśleli, że jest terrorystką?

Alicja Bachleda-Curuś wróciła po rozstaniu z Colinem Farrelem do Polski. Z Los Angeles przywiozła ze sobą synka - Henry'ego. Jak zdradziła w rozmowie z ''Twoim Stylem'', w podróży miała pewną przygodę...

 

Synek ma 14 miesięcy, więc je prawie wszystko. Na pokład biorę dla niego tylko mleko. I właśnie zdarzyła się zabawna historia: kupiłam termos, wlałam mleko, ale na lotnisku, ponieważ jest to płyn, odesłali mnie do kontroli. I przy moim termosie wykrywacz niebezpiecznych substancji zapiszczał. Popatrzyli na mnie jak na terrorystkę. W końcu wyszło, że wszystko jest ok, ale gdy wysiadłam w Monachium, okazało się, że mojej walizki nie ma. Walizka znalazła się po paru dniach z kartką w środku, że została poddana specjalnemu przeszukaniu. Boję się teraz, że jestem na jakiejś czarnej liście (śmiech).

 

osa

 

Zobacz także:

Alicja potwierdza, że rozstała się z Colinem!

Dekada Bachledy-Curuś - od Zosi do syrenki Farrella

Więcej o: