Mecwaldowski w młodości był... dresiarzem

Chodził tylko w dresach, a zeszyty nosił w torbach Big Stara.

Wojciech Mecwaldowski w szybkim czasie stał się rozpoznawany. Wszystko dzięki talentowi komediowemu. W rozmowie z "Playboyem" opowiada historyjki na zawołanie, z których każda jest śmieszniejsza od większości polskich komedii. Początki nie zapowiadały, że będzie aktorem. Zaczynał od liceum konserwacji i renowacji zabytków architektury.

W tak zwanej młodości obracałem się w kłodzkim towarzystwie sportowym, czyli dresiarskim. Nosiłem niemiecki dres, a zeszyty kładłem do reklamówek Big Stara i Mustanga. Pamiętam, że im nowsze reklamówki, tym większy był szacun w szkole. Dawałem radę, bo miałem kuzynkę w Big Starze.

Dalej jest jeszcze bardziej śmiesznie, folklor a'la lata 90.

Głównie techno, ale ponieważ trzeba było jakoś imponować dziewczynom, udawałem, że jestem fanem New Kids on the Block. Miałem ich naklejki na deskorolce. Szukałem też ultraszpanerskich dresów na zatrzaski - były praktycznie nie do zdobycia. Nażelowane włosy zaczesywałem do przodu, a potem robiłem przedziałek. Wszystko po to, żeby na głowie mieć zawodową "mewę". Do tego srebrny kolczyk i koniecznie złoty łańcuszek, wyłożony na obcisłej koszulce.

Chcielibyśmy zobaczyć zdjęcie Mecwaldowskiego z tamtych czasów.

 

Zobacz także:

Zostań FANEM PLOTKA NA FACEBOOKU>>>

Kot i Mecwaldowski w studiu czekają na Otylię. Wideo

Zobacz bohaterów serialu "Usta-usta"

Więcej o: