Kącik recenzencki jane_ :)

Nowe płyty Foals, Kate Nash, Crystal Castles, She & Him i Blood Red Shoes

jane_

 

KATE NASH - "MY FRIEND IS YOU"

 

Młoda, urodzona w lecie, więc i letnie piosenki tworzy. I lubi sukienki. Ma także chłopaka z The Cribs. Śpiewa sobie indie rock, choć, według mnie, do popu jej niedaleko, sama pisze i komponuje.

 

 

W 2007 roku wydała swój debiut, zatytułowany "Made of Bricks". Nawet, jeśli wydaje się wam, że z Kate spotykacie się dopiero teraz - najprawdopodobniej jesteście w błędzie. Musieliście słyszeć jej singiel "Foundations" te kilka lat temu. I w ten sposób poznałam ją ja. Jej debiut zajął pierwsze miejsce na liście albumów w UK i na kilka lat lekko przepadła.

 

 

Dziś pamiętamy zaledwie kilka piosenek Kate. A teraz odradza się z nowym albumem, "My Best Friend Is You". Płyta ta została przyjęta przez krytyków bardzo różnie - jednak obyło się bez zachwytów. I to tak wyraźnie. Ja polubiłam jedynie trzy piosenki: "I Just Love You More", gdzie Kate brzmi, jakby nagle chciała zostać riot girrrl, akustyczne i delikatne "You Were So Far Away", oraz singlowe "Do Wah Doo", bo lubię, jak Kate przeklina, a i tekst piosenki jest całkiem fajny. O reszcie trudno się wypowiedzieć: niektóre momenty mnie wkurzają, innych wręcz nie zauważam. Płyta bardzo średnia. Pochwały jednak należą się tej młodej, niewątpliwie urokliwej dziewczynie za teksty. Używa tak prostych i zwykłych słów, układając je w równie proste konfiguracje, i jeszcze całkiem fajnie je wyśpiewuje.

 

Mimo wszystko - Kate, jest tak sobie.

 

 

CRYSTAL CASTLES - "CRYSTAL CASTLES"

 

Elektronika. 8-bit. Nikt nie robi teraz tego tak dobrze, jak oni - a przynajmniej nikt na tyle popularny. Swój debiut, także zatytułowany Crystal Castles, wydali w marcu 2008 roku. Krytycy prześcigali się w napisaniu najlepszej?, najciekawszej? pełnej najlepszych porównań? recenzji. I tak można było dowiedzieć się na przykład, że to ten zespół rozpoczyna nową erę punku, że tak on obecnie brzmi. Jednak czy wszystko, co hałaśliwe, mocne i pozornie niepoukładane nazywamy punkiem? Jednak na tamtym etapie nie była to muzyka dla każdego. Pamiętam, że nie mogłam dać im rady. Byli dla mnie zbyt ciężcy. Z czasem jednak przekonałam się do ich muzyki, która okazała się całkiem melodyjną i całkowicie cudowną. Nie sposób było się od nich oderwać. Tak jest i tym razem, jednak teraz nie musieli czekać na mój zachwyt.

 

 

"Crystal Castles" miała wyjść pod koniec maja, jednak wyciek materiału do sieci spowodował przyśpieszenie wydania tego albumu. Na pierwszy singiel została wybrana jedna z najbardziej popowych piosenek tego zespołu - "Celestica". Jestem ciekawa, jak długo będziemy musieli czekać, aż usłyszymy ten utwór w eskach czy rmf maxxx'ach. Akurat ta piosenka idealnie, moim zdaniem, wpisuje się w tamtejsze klimaty tej 'lepszej' elektroniki. Bo wiadomo, znajdziemy tam różną. Codziennie mam inny ulubiony utwór z tej płyty. Gdybym miała wyróżnić jeden, zaczęłabym wypisywać wszystkie czternaście tytułów. Bo jak tu dowieść, co jest lepsze? "Baptism", "Vietnam", "Suffocation", "Birds"? A może "Not In Love", będące coverem piosenki zespołu Platinum Blonde? Albo "Year of Silence", w którym Crystal Castles samplują Sigur Rós? Ta płyta jest perfekcyjna. Jeśli w tym roku wyszedł jakiś dobry album - to właśnie ten. I może należę do 'grona niegrzecznej electro młodzieży', może jestem smarkata, i dlatego podoba mi się ta płyta. Jednak uważam, że nikt nie może odmówić jej fajności. Nie doszukujmy się wybitnych rzeczy tam, gdzie ich nie ma, ale nie ocierajmy się też o drugą stronę.

 

FOALS - "TOTAL LIVE FOREVER"

 

To jest zespół, dzięki któremu jestem tu, gdzie jestem. Jeden z kilku. Pamiętam, jak kolega pokazał mi kiedyś teledysk do "Balloons". Reakcją było: łał, fajne, baloniki. Płyta pojawiła się w roku 2008. "Antidotes". Po przesłuchaniu rzuciłam ją w kąt - tak, jak można zauważyć, miałam okres 'rzucania płyt w kąt'. Po jakimś czasie wróciłam. I w pełni dane mi było odkryć piękno ich math rocka. Lecz czy to na pewno właściwa etykietka? Od jakiegoś czasu dzielnie czekałam na premierę ich nowej płyty. Atmosferę podsycały single - "This Orient" i "Spanish Sahara". Już po nich można było wnioskować, że dorośli.

 

 

Zmienili się. Mają w sobie jeszcze więcej... magii. Słuchając ich "Total Live Forever" czuję, jakbym zapadała się w taki miękki, ciepły obłoczek. Może dlatego zazwyczaj po dwóch utworach zasypiam. Ta płyta jest bardziej stonowana, bardziej 'wyliczona', nie ma tu żadnego przypadkowego dźwięku, wszystko jest perfekcyjne pod względem budowania kompozycji, melodii. Jednak jest jeden problem - mi te piosenki się zlewają. Nie ma elementów, które pozwolą łatwo odróżnić jedną od drugiej. Dzięki temu, płyta jest spójna. Trudno więc stwierdzić, czy to jej plus, czy minus. Szczerze mówiąc - chyba nie takiego Foals chciałam. Bo kiedy przypomnę sobie muzykę zgromadzoną na ich debiucie... To bardzo dobra płyta. Jednak widzicie, własne upodobania recenzenta mają wpływ na tą właśnie. Mimo wszystko, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

 

 

BLOOD RED SHOES - "FIRE LIKE THIS"

 

W ich przypadku nie trzeba się rozpisywać, co akurat uważam za plus. Blood Red Shoes debiutowali w 2008 roku płytą "Box of Secrets", w marcu tego roku ukazała się ich druga płyta - "A Fire LikeThis". Choć znałam ich wcześniej, o mało tego drugiego tytułu nie przegapiłam. A to by było wielkie nieszczęście.

 

 

Blood Red Shoes to propozycja dla fanów rockowej, miejscami punkowej muzyki alternatywnej z Wysp. To istna dawka energii zawarta na dwóch cudownych płytach - trudno stwierdzić, która jest lepsza. Nie można odmówić im pomysłu na siebie i talentu, co docenili krytycy. A jeżeli ktoś do tego lubi mieszankę głosów damskiego, oraz męskiego - jest w niebie. Blood Red Shoes to jakość sama w sobie, niesamowita przyjemność z słuchania. Ich nowa płyta jest wspaniałym wydawnictwem. Bez oporów poleciłabym ją każdemu, więc i wy sięgnijcie po nią, jeżeli potrzebujecie żywiołowości, albo po prostu świetnych piosenek do posłuchania. To zespół dobrze wróżący na przyszłość.

 

 

SHE & HIM - "VOLUME TWO"

 

To taka śliczna płyta. Leżaczek, okulary 'muchy', słomiany kapelusz, Słońce. I muzyka, muzyka She & Him, czyli M. Warda i Zooey Deschanel, której głos wyśpiewuje piosenki o miłości utrzymane w retro-stylistyce. Takie proste, indie popowe piosenki. Szkoda, że na takim poziomie, jaki trzyma ten zespół, nie jest utrzymana cała obecna muzyka popularna.

 

 

Przecież takie "In The Sun", czy "Me and You" czarują słuchacza. To bardzo przyjemna płyta, lecz, że tak to ujmę - kilkurazowa. Kiedy zaczynamy bezbłędnie śpiewać razem z Zooey, to znak, że za chwilę dosięgną nas nudy. Ale miło choć na chwilę zatracić się w tym niezwykłym klimacie, jaki tworzą She & Him.

 

 

Drugie płyty to sprawdzian dla dawnego debiutanta. Czy waszym zdaniem Kate Nash, Crystal Castles, Blood Red Shoes, She & Him i Foals zdali egzamin?

 

PS Dotychczas tylko Crystal Castles podali, że pojawią się w Polsce. Odwiedzą Warszawę 23 czerwca. Miejmy nadzieję, że także pozostała trójka do nas wpadnie.

 

Jane_