Opole 2009 obroniło tytuł "Święto Polskiej Piosenki"

KFPP uratowany. Wszystko dzięki nagonce, która zamiast zaszkodzić pomogła. Resztę dośpiewały gwiazdy, a widownia wyklaskała.
 

Opole zapowiadało się fatalnie. Wyliczmy: z udziału rezygnowały gwiazdy (Urszula, Maryla Rodowicz), fundusze zmusiły muzyków do grania z półplaybacku i płacenia za nocleg, a sam dyrektor artystyczny swoimi decyzjami elektryzował Polskę. Jednym słowem klapa.

 

Potem tę klapę podniosły i znów opuściły takie osobistości jak Elżbieta Zapendowska, zespół Bracia oraz cała branża muzyczna, zabijając odorem swoich wypowiedzi ducha festiwalu. Dziś już wiemy, że nie było źle. Ba! Było całkiem nieźle. Dlaczego?

 

Publiczność + scena = superduet

 

Naprawdę super. Opolska publiczność znów udowodniła, że potrafi się bawić na całego. Śpiewała głośniej niż zwykle, klaskała dłużej niż kiedykolwiek. Piękna publika zachęcała nieśmiałą scenę do interakcji, czego efektem była świetna zabawa. Zdecydowanie najlepszy superduet festiwalu.

 

Gwiazdy były prawdziwe

 

Edyta Górniak, Justyna Steczkowska, Zbigniew Wodecki, Ryszard Rynkowski czy Kayah. Jak na festiwal, który miał obnażyć słabość polskiej piosenki to naprawdę cnota wśród słabości. A przecież nie możemy zapomnieć o zespole Łzy, Piasku czy Reni Jusis. A Irena Jarocka? A Jerzy Połomski? I żeby była jasność: każda z tych gwiazd udowodniła, że "artystką" wielką jest. Półplaybacku nikt nie widział, a raczej nie słyszał.

 

Fryzury z półplaybacku

 

No właśnie, co z tym półplaybackiem? Okazało się bowiem, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. "Muzyka z taśmy" oczywiście była grana, ale artyści wypełnili pustkę po muzykach. Widocznie Świadomość kompromitacji sprawiła, że każda gwiazda dała z siebie więcej niż zwykle. Proponujemy co roku obcinać fundusze i np. zamiast wręczać statuetki, płacić zwycięzcom za hotel.

 

Prowadzący Skiba i Janowski

 

Tak dobranego duetu dawno nie widzieliśmy. Robert Janowski, który bardziej kojarzy nam się z programem dla starszych pań i nie posądzilibyśmy go o poczucie humoru okraszonego sarkazmem, pokazał pazur. Śmiało żartował z festiwalu oraz z TVP. A wtórował mu w tych "dowcipasach" drugi prowadzący Skiba. Ten żartował z artystów oraz z prowadzącej Agnieszki Szulim nazywając ją "Big Cycem".

 

I tu także zadziałała magia nagonki. Absurdy, jakimi okraszony był festiwal, prosiły się o dowcipny komentarz. Ale Janowski? Kto by pomyślał. Co do wspomnianej już Agnieszki Szulim i Radosława Brzózki mamy pewne wątpliwości. Radek starał się tak bardzo, że manierą mówienia przypominał Macieja Kurzajewskiego a Agnieszka? Było jak w piosence zespołu Łzy "Było ciepłe lato choć czasem padało, dużo wina się piło i mało się spało".

 

Podsumowanie

 

Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki można zaliczyć do udanych, bowiem pozbawiono go pompy i przesadnego wychwalania. Brak funduszy spowodował, że zabrakło wybuchów, konfetti i kiepskich choreografii, a co za tym idzie, każdy skupił się na swojej robocie: artyści na śpiewaniu, prowadzący na prowadzeniu, a publiczność zamiast zerkać na efekty specjalne skupiła się na scenie. Życzymy sobie takich festiwali w przyszłych latach.