Hołdys: Doda robi Was w konia!

Znany kompozytor twierdzi, że Doda śpiewa przeciętnie. W tym samym wywiadzie chwali miłość Marcinkiewicza i Isabel.
Hołdys krytykuje Dodę Znany muzyk twierdzi, że Doda śpiewa przeciętnie. Kompozytor Zbigniew Hołdys skrytykował Dodę! Powiedział, że Doda jest mistrzynią w sprzedawaniu pustego powietrza, i że wszystkich robi w konia. Doda krytykuje Jusię i Jolę Rutowicz , a dziś to ona jest obrażana przez Zbigniewa Hołdysa. - To jest mistrzyni w sprzedawaniu pustego powietrza. Robi w konia właściwie wszystkich. Zarabia dzięki temu kolosalne pieniądze (...) Ona śpiewa bardzo przeciętnie i ma marne piosenki, nikt ich nie pamięta. Artystycznie to jest słabe, ale wizerunek się liczy - mówi "Dziennikowi" Hołdys. W celu zachowania równowagi Zbigniew Hołdys postanowił kogoś pochwalić. Padło na Kazimierza Marcinkiewicza , którego romansem z Isabel wciąż ekscytują się kolorowe magazyny i znane tabloidy. - W każdym razie wszystko kręci się wokół seksu i miłości. Tak samo jest z miłością pana Marcinkiewicza. Stracił nad tym kontrolę (...) Ma udawać nadętego buca, skoro jest szczęśliwy i zakochany? Problemem było natomiast towarzystwo, w którym się obracał. Wszyscy okazali się prostakami i skoczyli mu do gardeł, mówiąc, że się skończył i skompromitował. Jak to się skompromitował? Bo się zakochał? - pyta retorycznie na łamach "Dziennika" Hołdys. Nikt mu nie bronił się zakochać. Tylko czemu kazał nam wszystkim na to patrzeć? Wczoraj pisaliśmy o tym, że Doda krytykuje Jusię i Jolę Rutowicz , dziś to ona jest obrażana przez Zbigniewa Hołdysa.
To jest mistrzyni w sprzedawaniu pustego powietrza. Robi w konia właściwie wszystkich. Zarabia dzięki temu kolosalne pieniądze (...) Ona śpiewa bardzo przeciętnie i ma marne piosenki, nikt ich nie pamięta. Artystycznie to jest słabe, ale wizerunek się liczy - mówi "Dziennikowi" Hołdys

 

W celu zachowania równowagi Zbigniew Hołdys postanowił kogoś pochwalić. Padło na Kazimierza Marcinkiewicza , którego romansem z Isabel wciąż ekscytują się kolorowe magazyny i znane tabloidy.

W każdym razie wszystko kręci się wokół seksu i miłości. Tak samo jest z miłością pana Marcinkiweicza. Stracił nad tym kontrolę (...) Ma udawać nadętego buca, skoro jest szczęśliwy i zakochany? Problemem było natomiast towarzystwo, w którym się obracał. Wszyscy okazali się prostakami i skoczyli mu do gardeł, mówiąc, że się skończył i skompromitował. Jak to się skompromitował? Bo się zakochał? - pyta retorycznie na łamach "Dziennika" Hołdys

Nikt mu nie bronił się zakochać. Tylko czemu kazał nam wszystkim na to patrzeć?