Marcinkiewicz przerywa milczenie

Oskarża media o zrobienie z jego życia "serialu". Na blogu Kazimierza aż grzmi.

 

Miarka się przebrała. Zastanawiamy się tylko, co ta miarka mierzyć miała? Żenadę, popularność a może podłość? Chyba wszystkie po trochu, czyli jednym słowem sławę. Kazimierz Marcinkiewicz postanowił raz na zawsze rozliczyć się ze swojego romansu i powiedzieć prawdę, a w ramach tego umieścił na swoim blogu wpis pt. Podsumowanie.

 

W podsumowaniu czytamy:

Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego może się zdarzyć. Przez kolejnych 7 tygodni codziennie tabloidy /żeby tylko/ wypisywały kłamstwa i insynuacje pomieszane z prawdą, często przy użyciu ostrych, bezczelnych słów na temat mój, mojej partnerki i rodziny. Kto to wytrzyma? To nie ja, tylko niektóre media urządziły ten żenujący spektakl, dla swojego usprawiedliwienia przerzucając winę na mnie.

Rzeczywiście media urządziły żenujący spektakl z moim udziałem, a kosztem znajdujących się i tak w trudnej sytuacji moich najbliższych.  Błąd wynika, z jak się okazało mojego mylnego przekonania, że człowiek który uzyskał poparcie społeczne, nawet nie będąc politykiem, nie powinien mieć nic do ukrycia.
Nigdy nie działałem na szkodę Polski, także teraz pracując w biznesie uczciwie zarabiam wykorzystując moją wiedzę i zdobyte doświadczenie. Bank, dla którego pracuję wyjaśnił nieporozumienie do jakiego doprowadził komunikat dotyczący wartości złotówki i zapewnił, że nigdy nie działał na szkodę naszego kraju.  Mimo to zostałem oskarżony nawet o zdradę stanu. Jako były premier wiem, że różne specjalne służby państwa kontrolują moje poczynania.

Mówi się ?media to czwarta władza".  Już kiedyś wskazywałem, że właściwie  media nie są władzą, bo tę przecież zawsze można zmienić. Media są siłą, jak siła grawitacji, działającą ciągle bez naszego wpływu. Szkoda, że część mediów działa nie w imieniu prawdy, tylko politycznych interesów czy też zwyczajnie finansowych. To ciekawe, że najlepsi dziennikarze, nie zajmują się moim życiem prywatnym i rozsądnie podchodzą do kwestii zawodowych.
Mimo to nie poddam się. Słowa, których używacie wobec mnie i moich najbliższych, na pewno bolą, ale świadczą nie o mnie, tylko o was i o waszych kompleksach, ja będę żył normalnie.  

 

Faktycznie Kazimierz Marcinkiewicz przez swoją nieostrożność stał się postacią komiczną, przerysowaną. I zapewne media mają w tym swój wielki udział. Szum medialny przeminie a kultowy już dialog "Kazimierz, kochasz mnie? Bardzo!" zostanie w pamięci na dłużej. Pstryk, iskierka zgasła.