Gwiazdy poza kontrolą

Historia lubi się powtarzać. Najpierw jako tragedia, potem jako farsa.

 

Czyli o tym, dlaczego Jola Rutowicz stała się twarzą TVP.

 

Hodowla gwiazd, czyli wielki sukces

 

W 2002 roku inwazji na Polskę dokonała Doda, która jako 18-latka wystąpiła w programie "Bar". Czym intrygowała i budziła poruszenie? Wyzywającym strojem i wulgarnym stylem bycia. Ale było coś jeszcze - talent, dzięki któremu piosenkarka osiągnęła szczyty popularności. Razem z promującą ją telewizją Polsat. Zdarzenie to nie zostało przeoczone przez ludzi tworzących polskie media.

 

W 2005 roku ruszył z programem "Taniec z Gwiazdami". Wśród uczestników było wiele mniej lub bardziej znanych osób, często związanych ze stacją TVN. Dzięki programowi kariery braci Mroczek czy Kingi Rusin ruszyły dynamicznie do przodu - razem ze słupkami oglądalności "TzG".

 

Symbioza bohaterów kolorowych gazet i programów stała się faktem. Jedni stali się zależni od drugich, wszyscy byli zadowoleni. Zaczęła się Wielka Hodowla Gwiazd.



 

Doda

 

W inkubatorze, czyli profesjonalizacja hodowli


Stacja TVN pokazała, że można wypromować kogoś kompletnie jeszcze nieznanego, ale chociaż w minimalnym stopniu utalentowanego. Trzeba się tylko taką gwiazdą umiejętnie "zaopiekować". Isis Gee, która wystąpiła w Tańcu z Gwiazdami, była dla Polaków początkowo postacią z kosmosu. Przeciętny telewidz wiedział o niej tylko tyle, że jest Amerykanką, która śpiewa i tańczy. TVN zadbała o promocję piosenkarki, wciskając ją do każdego programu, czyniąc z niej gwiazdę małego ekranu (własnego ekranu),a nie sceny muzycznej. Isis była niczym ogórek sezonowy. Hit na początku wakacji, który z każdym dniem stawał się coraz tańszym przysmakiem, ostatecznie lądując w słoiku, jako ogórek już kiszony.

 

Cały proces produkcji od początku do końca znajdował się pod pełną kontrolą. Zero ryzyka, dobry biznes. Gwiazdy podpisują kontrakty i grzecznie godzą się na wszelkie żądania telewizji - posłuszeństwo się opłaca, posłuszeństwo to sława. To nic, że sztuczna i długa na dwa miesiące. Nieważne - każda telewizja musiała mieć swoją gwiazdę.

 

Isis Gee


Enfant terrible, czyli wyłom w systemie

 

Cały mechanizm kreowania i promowania gwiazd działał dobrze, dopóki wykorzystywany był przez doświadczone w tej produkcji stacje. Działał do czasu, aż swoich sił nie postanowiła sprawdzić mała TV4. Stworzyła kolejną edycję Big Brothera, czyli na tandetę i kicz. Z Jolką na czele.

 

Przyjrzyjmy się bliżej Joli Rutowicz. Dziewczyna ubrana w ciuchy z sex-shopu, z 10 centymetrowymi paznokciami sztucznymi, zwanymi tipsami czy diamentem (czytaj cyrkonia) koloru "róż" na zębach. Wystarczająco kontrowersyjna, by wzbudzić ciekawość widzów. Wystarczająco medialna, by przebić się do kolorowej prasy i na blogi nastolatek. Talent Joli? Brak. Jest za to sama Jola. Gwiazdą stała się osoba, która nic nie potrafi - a nawet z tej nieumiejętności (i braku obciachu) jest dumna. Do tego stopnia, że wiele osób podejrzewa ją o kreację wizerunku i celowe "udawanie głupoty".

 

Lekcja była jednak prosta. Okazało się, że do "zrobienia dobrej oglądalności" w telewizyjnym show nie trzeba mieć już aktorów, piosenkarzy czy osób o jakimkolwiek, najmniejszym nawet talencie. Wystarczy, żeby "coś się działo".

 

Sama Jola też się czegoś nauczyła - miejsca w telewizji starczy dla każdego. Wystarczy tylko robić i mówić naprawdę dziwne rzeczy, reszta przyjdzie sama. Talent wcale nie jest niezbędny, żeby stać się sławnym. Rutowicz nigdy nie groziło podpisanie kontraktu telewizyjnego. Nikt nigdy nie zaprosiłby jej do studia. Jej brak zdolności stał się jej największym atutem. Niemająca nic do stracenia Jola zrozumiała, że jest wolna. I postanowiła tę wolność dobrze wykorzystać.

 

Nieudana misja, czyli farsa

 

Wkrótce Jolkę kupiła Telewizja Publiczna, jak zwykle spóźniona z pomysłami za telewizjami komercyjnymi, i obsadziła ją w programie Gwiazdy Tańczą na Lodzie. Chyba słusznie, bo faktycznie, gdy Jola pojawiała się na ekranie telewizora, słupki oglądalności rosły.

 

TVP zapomniała jednak o jednej ważnej rzeczy - kontroli. Gwiazdy występuje w "TzG" są związane z kontraktami ze stacją TVNu, podobnie było w przypadku polsatowskiego "JoŚ". W Big Brotherze Jola była związana umową z Endemolem i TV4, a poza tym była zamknięta w domu. Nie tam mogła zbyt wiele nabroić.

 

W przeciwieństwie do lodowiska, na którym całkowicie "zerwała się ze smyczy". I urządziła własne show, ku chwale słupków i ostatecznemu upadkowi telewizji publicznej. Granica dobrego smaku została przekroczona.

 

TVP próbowała zatrzymać cały mechanizm "utrudniając" Joli pozostanie w programie. Na ironię losu wypadek Conrad Moreno sprawił, że problem wyrzucenia Jola z programu powrócił ze zdwojoną siłą. Jak w złym horrorze, raz wyhodowana "gwiazda" powraca bez końca z zaświatów, prześladując swoich doktorów Frankensteinów. Czy ktoś ją zatrzyma? Przecież ludzie chcą to oglądać - nic nie jest tak ciekawe jak zupełnie spontaniczna pyskówka na żywo.

Jola Rutowicz

 

Gracjan i Luntek, czyli nowa era

 

Ludzie chcą też oglądać Gracjana Roztockiego czy Luntka. Raczej ich nie zobaczymy w Tańcu z Gwiazdami czy Jak Oni Śpiewają, ale wulgarna Pani Barbara, która swoją "naturalnością" bije rekordy oglądalności w internecie zdołała przebić się do telewizyjnego show. To są nasze gwiazdy wyhodowane poza kontrolą. To Roland i Gracjan reklamują sklep z elektroniką, a nie "urodzona w inkubatorze" Isis Gee. Skąd się biorą tacy bohaterowie masowej wyobraźni?

 

Gracjan Roztocki

Gdzie się teraz hoduje gwiazdy? W internecie

 

Jaka będzie Jola 2.0? Nieobliczalna i przesiąknięta złymi nawykami. Zupełnie niezależna, co w praktyce przełoży się na jeszcze mocniejsze testowanie granic dobrego smaku. I cierpliwości publiczności.

 

Nowa Jola nie będzie się ceregielić ze swoim konikiem, nie będzie mówić o pijakach, co tego konia walą, tylko weźmie szpachle i zrobi sobie makijaż fluidem w programie śniadaniowym. Opublikuje na youtubie filmik, w którym lży prezydenta, premiera, a na końcu pali flagę i figurkę Papieża. Na pewno obejrzy to trochę osób. A jakaś telewizja kupi - tym rynkiem rządzą przecież gwiazdy.

 

Interesujesz się showbiznesem? Chcesz być na bieżąco? Zapisz się na newsletter!

 

Jola Rutowicz Superstar - czas na karierę wokalną [Plotek.pl]