Skandal w Fabryce Gwiazd był zaplanowany?

Plotek dostał interesującego maila od doradcy medialnego, który uważa, że porno-skandal w "Fabryce Gwiazd" to świetnie zaplanowana strategia producentów programu.

 

Plotek nie wie, co ma o tym mailu myśleć, dlatego postanowił w całości opublikować owy list i oddać go waszemu osądowi:

 

Droga Redakcjo.

Na codzień zajmuję się doradztwem medialnym, kreowaniem wizerunków i krytyką show-biznesu. Chciałbym podzielić się pewnymi spostrzeżeniami.

 

Od początku śledzę aferę związaną z uczestnikiem Fabryki Gwiazd, Marcinem Szymańskim, i ewidentnie widzę, że to świetnie zaplanowana strategia producentów programu.

 

Marcin tak na prawdę nie dostał się do programu. Producenci na kilka dni przed startem "odkryli" jego przeszłość i z miejsca znaleźli mu miejsce w Akademii. Aby zwiększyć nowemu programowi oglądalność.
Mając w rękach tykającą bombę, czekali na jej wybuch. Wybuch nastąpił.
Następnie - niby spontanicznie - Szymański przeprosił wszystkich podczas piątkowej gali, a już w poniedziałek, podczas relacji z akademii, zaprosił wszystkich uczestników do salonu, gdzie na oczach milionów Polaków jeszcze raz wyjawił swój mroczny sekret.

 

Śmiechu warte. Najgorsze, że Marcin nie jest tego wszystkiego świadom, a jego niezbyt chwalebna przeszłość jej bez skrupułów wykorzystywana przez producentów programu.
Logicznie analizując ich działania, podczas następnej gali odpadnie sympatyczna Marina, ponieważ gburowaty Metal na pewno wzbudzi więcej emocji kłócąc się ze wszystkimi.
A Szymański zostanie wytypowany przez jury do opuszczenia Fabryki, gdy tylko związana z jego osobą afera przycichnie.

 

Widzowie na wszystko się nabierają, bo co jest grane wiedzą tylko osoby, które w tym siedzą, ale nie zdradzą sekretu branży, bo sami na niej bazują.

 

I tak, mało kto wie, że wszystko nad czym niby widz ma władzę (smsową) jest tak na prawdę w rękach producentów, którzy wynik finału zaplanowali już z pół roku wcześniej.
Przed najbliższą galą Szymański spotka się z Kamilem Straczykiem, który ma pojawić się z jego przyjaciółmi, na co "przypadkiem" zgodę wyrazili "wyrozumiali" producenci. A Starczyk, jeszcze dzieciak, idzie do celu po trupach, co z resztą zawsze "przypadkiem" wiązało się z zarządem Polsatu - przecież kto by podejrzewał, że afera w odnodze Polsatu - TV4 - została zmyślona, aby znów zwiększyć oglądalność? Chodzi o niemal identyczny przypadek - homoseksualista w programie Big Borther. Panowie Solorz i Starczyk, zmieńcie tematykę, monotematyczni jesteście.
Wikipedia:


"Uczestnik piątej edycji, Kamil Bulonis został pomówiony publicznie przez producentów programu Big Brother o to iż, zarzucił uczestnikowi odbywającego się na TV 4 jesienią 2007 roku programu Big Brother 4.1, Adrianowi Nadolskiemu homoseksualizm. Producenci programu zasugerowali również widzom, jakoby Kamil Bulonis i Adrian Nadolski kiedyś byli razem. Adrian i Kamil z oburzeniem zdementowali tę pogłoskę. Kamil Bulonis złożył pozew pozew o naruszenie dóbr osobistych do Sądu Okręgowego w Warszawie przeciwko producentom programu Big Brother 4.1. W obronie Kamila Bulonisa wypowiedział się Robert Biedroń Prezes Kampanii Przeciw Homofobii".

 

Widocznie znudziło się już wymyślanie skandali gwiazdom i ludzie znów chcą oglądać zwyczajne postaci, których pełno obok nich. Aż boję się myśleć do czego to doprowadzi. Tak samo jak boję się zadać sobie pytanie - co z tą Polską, skoro będą nią rządzić w przyszłości ludzie tacy jak gwiazda muzyki Tola Szlagowska, wielcy aktorzy Mroczkowie i pociągający za ich sznureczki Starczyk. Ale co się dziwić, skoro w Ameryce najważniejszy głos mają gwiazdki Disneya.

 

Dziękuje

Krzysztof Janisz

 

Zgadzacie się z ową "Teorią spiskową"?