Kayah na "Fryderykach" była kiepska i nieśmieszna!

Poprowadzić wielką galę "Fryderyków" to nie lada wyzwanie. TVP postawiło w tym roku na znaną i cenioną przez wszystkich piosenkarkę - Kayah. I choć gwiazda próbowała panować nad sytuacją, to jej występ przed publicznością okazał się sporą klapą.

 

Wszystko miało pójść gładko. W końcu Kayah dostała scenariusz imprezy znacznie wcześniej i miała trochę czasu, żeby się do niej przygotować. Jednak tegoroczna gala Fryderyków przerosła piosenkarkę i potwierdziła, że artystka zdecydowanie lepiej wypada jako wokalistka. To był chyba najgorszy występ w karierze Kayah. Piosenkarka nie dość, że plątała się w tym, co mówi, to jeszcze na siłę próbowała być śmieszna. Sposób prowadzenia imprezy przez Kayah był szeroko komentowany na salonach. Przeważa opinia, że piosenkarka nienajlepiej sobie poradziła w roli gospodarza gali.

 

Mało tego Kayah zaliczyła, też wpadkę zapowiadając występ zespołu Zakopower. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że artystka pomimo, że nadal jest żoną Rinke Rooyensa, spotyka się z Sebastian Karpiel-Bułecka. Zatem widzowie przeżyli lekki szok, kiedy usłyszeli zapowiedź Kayah!

A teraz przed państwem wystąpi ulubiony zespół mojego męża... Zakopower - powiedziała artsytka.

Wiemy, że Kayah była zawsze szczera do bólu. Ale ten tekst był trochę niesmaczny i wywołał konsternację.

 

Niestety, źle było też z wizerunkiem Kayah. Nałożenie peruki i czarnego kapelusika z woalem okazało się fatalnym pomysłem. Specjaliści od wizerunku są przekonani, że piosenkarce ktoś po prostu wyciął głupi numer. Bo Kayah wyglądała po prostu jak "czarna wdowa". Czyżby to aluzja do kiepskiej sytuacji na polskim rynku fonograficznym?

 

Plotek przyznaje, że woli słuchać jak Kayah śpiewa, a nie serwuje kiepskie anegdoty. Dlatego wszyscy z niecierpliwością czekamy na nową płytę!