"Gwóźdź Rogalskiej" to niejedyna wpadka. Śniadaniówka TVP to pasmo porażek już od dawna

Jest rok 1952. W Stanach na kanale NBC ma premierę pierwszy program z gatunku breakfast television. Format do Polski wejdzie dopiero 40 lat później. W 1992 TVP wprowadza pierwszą rodzimą śniadaniówkę ("Kawa czy herbata".) Mija kolejne 20 lat, a świat śmieje się z "wpadki" z gwoździem. Gdzie się podziały dwie dekady doświadczenia? To nie pierwszy raz, gdy uświadomiono widzom, że TV na żywo jest za trudna dla TVP.

O Polsce jest na świecie coraz głośniej, z czego zasadniczo się cieszymy (zwłaszcza jeśli to takie rzeczy, nad którymi świat kiwa z podziwem głowami, jak na przykład postawa Polaków na Euro, a nie zamieszanie z Komisją Wenecką). Właśnie dostarczyliśmy internetowi kolejnych powodów do radości. Wszystko za sprawą gwoździa programu w "Pytaniu na Śniadanie". Do śniadaniówki zaproszono iluzjonistę, Pana Ząbka, któremu nie wyszedł trik o nazwie "rosyjska ruletka" i przez przypadek Marzena Rogalska nadziała z impetem dłoń na gwóźdź.

Całe szczęście gospodyni nic się nie stało. Zamiast jednak poprzestać na konstatacji "wypadki się zdarzają", dookoła tematu zaczęło się dziać coś dziwnego. Z jednej strony profesjonalni iluzjoniści załamywali ręce nad brakiem umiejętności Pana Ząbka i amatorką resercherów z TVP. Z drugiej zaczęły pojawiać się głosy, że wszystko zostało ukartowane, a rana nie była prawdziwa. Rogalska kategorycznie zaprzeczyła, że wzięła udział w "ustawce", ale niesmak pozostał. Zwłaszcza do TVP, którego rzecznicy w oświadczeniu stwierdzili jedynie, że Pan Ząbek robił już sztuczkę wielokrotnie, co tak naprawdę nie wyjaśnia nic. Jedynym działaniem jest blokowanie filmów z incydentem na YouTube. Szkoda, bo każda firma powinna dbać o transparentny i spójny PR, a po raz kolejny TVP udaje, że nie ma tematu. Tymczasem przecież albo iluzjonista był kiepski (Magia Y przekonuje, że profesjonalista uniknąłby takiego wypadku), albo ktoś miał naprawdę głupi pomysł, aby taki żart wymyślić.

TVP powinno dać jasny komentarz, tym bardziej jeśli wydaje się błahy, bo największe kryzysy w mediach wybuchają przez najmniejsze potknięcia. A TVP z "Pytaniem na Śniadanie" na czele ma tych wpadek coraz więcej.

Wpadki dziennikarzy

Telewizja na żywo rządzi się swoimi prawami i nawet ogromne doświadczenie na wizji nie zawsze pozwala ustrzec się wpadki. Choć w większości przypadków, jeśli chodzi o TVP, to nie są to wpadki z gatunku rozprutych w kroku spodni Prokopa, ale rzeczy których dałoby się uniknąć.

Przypomnijmy sobie na przykład bardzo nieprzyjemną sytuację z audycji z lutego tego roku, kiedy to Monika Zamachowska rozmawiała z chorym na atopowe zapalenie skóry chłopcem, który przez chorobę musiał walczyć z agresją rówieśników. Dziennikarka nie omieszkała przypomnieć mu o przykrych doświadczeniach pytaniem: "I co, nie mówią już na ciebie jaszczur?". I może należałoby uwierzyć tłumaczeniom Zamachowskiej i matki chłopca, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło, a dziennikarka jest w 100% profesjonalistką, gdyby nie zmiana na twarzy dziecka, gdy słyszy słowo "jaszczur".

Pytanie na śniadanie Screen z Pytanie na śniadanie

Jeszcze kilka lat wcześniej za podobne wpadki groziło zwolnienie. Tak z TVP pożegnała się Agnieszka Szulim. Ówczesna gospodyni "PnŚ" przed wejściem na antenę podobno podzieliła się ze swoim gościem - profesorem Mariuszem Jędrzejko, reprezentującym Mazowieckie Centrum Profilaktyki Uzależnień, faktem, że od piętnastu lat pali marihuanę. Na wizji wszystkiego się wyparła.

Ja sobie nie przypominam, żebym to Panu mówiła, Panie Profesorze - Szulim zaprzeczała spokojnym tonem.
To znaczy, że w tej chwili, na antenie publicznej, Pani ŁŻE! - dobitnie podsumował gość.

Tomasz Kammel i Agnieszka Szulim Screen z TVP

Profesjonalizmem nie popisała się też Anna Popek, której nagle na wizji zadzwonił telefon. Co najdziwniejsze, Popek postanowiła telefon ODEBRAĆ. Miało być śmiesznie? Potem okazało się, że wcale nie był to mało zabawny żart (choć chciałoby się tego, usłyszawszy tłumaczenie całej sytuacji). "Telefonowa afera" była elementem kampanii promującej uważne korzystanie z komórek podczas jazdy samochodem... Dlaczego kampanię promowano w taki sposób w telewizji? Jaki związek ma Popek siedząca w studio z kierowcą? Dlaczego potem nie zrobiono odpowiedniego wytłumaczenia? Niech każdy odpowie sobie sam, bo na wyjaśnienia rzecznika - jak się domyślacie - nie było co liczyć.

Anna Popek TVP/printscreen

I aż ciśnie się pytanie na usta. JAK TO JEST MOŻLIWE? Pytać należy, bo to TVP jako pierwsza telewizja w Polsce, wypuszczając w 1992 roku program "Kawa czy herbata?", stworzyła pierwszą polską śniadaniówkę. Co więcej, realizuje taki format już ponad dwie dekady. Jak to możliwe, że zamiast być punktem odniesienia dla innych tego typu audycji, obecnie może funkcjonować jedynie jako antyprzykład?

Goście, goście, goście...

Nawet nie będąc profesjonalistą, łatwo dojść do wniosku, co w programie opartym na charyzmie prowadzących i wywiadach z ciekawymi gośćmi jest najważniejsze: charyzmatyczni prowadzący i ciekawi goście. Tymczasem TVP dało odejść z "PnŚ" największym gwiazdom. Coraz mniej osób pamięta, że przecież duet Wellman-Prokop to odkrycie władz Telewizji Polskiej. Niestety ich sukcesu już nikt nie powtórzył. Zamiast dziennikarzy w ekipie mamy więc np. Miss Polonia.

Jak pokazują przykłady, kuleje także poziom rozmów. Zaprasza się na przykład iluzjonistę, który wbija dziennikarce gwóźdź w dłoń (chyba, że faktycznie był to najmniej śmieszny żart roku - nie wiemy, co gorsze) czy też makijażystkę zdającą się być na podobnym poziomie profesjonalizmu, co Pan Ząbek. Pamiętacie jej wykonanie "modnego makijażu na wiosnę"?

Screen z programu Screen z programu

Nie jest lepiej, gdy realizatorzy sięgają po poważniejsze tematy. Czy nikt nie pomyślał, że pornografia do śniadaniówki po prostu nie pasuje? W 2010 Marzena Rogalska i Łukasz Nowicki rozmawiali w studio z Krzysztofem Garwatowskim - rzecznikiem wydawnictwa Pink Press (filmy pornograficzne) o seks-taśmach celebrytów. I znów ''Pytanie na Śniadanie'' zaliczyło wpadkę nie tylko wizerunkową.

Konsekwencjami programu z 18 maja, prowadzonego przez Marzenę Rogalską i Łukasza Nowickiego, było zawieszenie wydawcy programu, obniżenie wycen dla prowadzących oraz upomnienie kierownika redakcji. Jak podaje "Rzeczpospolita", nowy prezes Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Jan Dworak, wysłał kilka dni temu pismo do władz TVP, w którym podkreśla, aby w audycjach na żywo uważnie planować z wyprzedzeniem każdy program i "wypracować wewnętrzne procedury, które pozwolą uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości" - podała ''Rzeczpospolita''.

Jednak rzecz, która według mnie jest bezdyskusyjnie dyskwalifikująca, to ich "wpadka" (choć to w tym przypadku zbyt delikatne określenie) z FB.

Wpis na profilu Pytanie na śniadanie Screen z Facebook.com/Pytanie na śniadanie

Po tak skandalicznym wpisie oczekiwałoby się zapewnień o konsekwencjach, jakie zostały wyciągnięte wobec autora żenującego wpisu. Tych nie było. Cóż, całe szczęście, że pojawiły się przeprosiny (choć mówienie o tym jak o "młodzieńczej beztrosce" to nazywanie kibola łobuziakiem).

Do naszych widzów i fanów podchodzimy poważnie, z szacunkiem. To była jakaś młodzieńcza beztroska, fatalny błąd - powiedziała Bernadetta Bieszczanin, szefowa "PnŚ" w rozmowie z Gazeta.pl.

Screen z Facebook.com Facebook.com/pytanienasniadanie

W.H. Auden - angielski pisarz i poeta - porównał współczesną rozrywkę do jedzenia, które zjadamy, o którym zapominamy, a które potem zastępujemy kolejnym daniem. Programy śniadaniowe to w założeniu rozrywka w czystej postaci. Format wymyślony, aby umilić czas przed wyjściem z domu czy dać chwilę rozprężenia gospodyniom domowym po wyprawieniu rodziny z mieszkania.

Jednak mimo że po tylu latach, pozycji programu emitowanego w Telewizji Publicznej (co powinno nobilitować), nie są nam serwowane najwyższej jakości dania, zabawne w formie i treści cudeńka od najlepszych kucharzy. Zamiast tego otrzymujemy podgrzaną w mikrofalówce, siermiężną zapiekankę, z gatunku tych, które leżą na żołądku tygodniami.

Zuzanna Iwińska