Maja Bohosiewicz na ściance wygląda tak. A na selfie? Różnica OGROMNA. "Mogłabyś napisać wzór matematyczny na selfiaka"

Maja Bohosiewicz najwyraźniej pretenduje do zaszczytnego miana przewodniczki po świecie humoru. Jeżeli o nas idzie, damy jej się poprowadzić z zamkniętymi oczami.

Maja Bohosiewicz pokazała nam właśnie, jak wygląda świat celebryty widziany oczami ajfona, czy - jeśli idzie o ścisłość - jednym okiem. Wpis na jej blogu dowodzi przy tym, że efekt wprawił ją w tęgą konfuzję, co prawda nie aż tak tęgą, żeby nie wyszła z niej i nie napisała sprawozdania.

Misternie upięty kok, makijaż spod pędzla samego mistrza konturowania, nowa (notabene zupełnie nietania) kiecka, plaster na odciski na lewej pięcie i jedna, niesłabnąca myśl, która okrążyła twoją głowę już dobre siedem razy: "wyglądam jak hybryda Marceliny Zawadzkiej z Kimberly "Kim" Kardashian West z czasów świetności", kiedy jeszcze ani West ani North. Słowem: seks, seks, klasa, ciąża, a na dokładkę - jeszcze jeden potężny seks! - jej wpis zaczyna się jak u Hitchcocka: najpierw Kim Kardashian rozbiera się do naga, a potem napięcie rośnie.

Pomińmy ten etap, bo oto Maja Bohosiewicz wygląda jak milion dolarów, a jej wygląd domaga się adekwatnego selfie. Kiedy się ma pod ręką kosztującego niewiele mniej ajfona, to czysta formalność, ale i równie czysta przyjemność.

W prawej ręce, z wiadomym zamiarem, dzierżysz ajfona. Już po chwili znajdujesz idealne światło i odwracasz twarz pod dobrym kątem. Lekko uchylone usta, nie, nie, tak nie, zmieniasz kąt nachylenia ajfona i wreszcie jest! W zasadzie jesteś już na tym etapie, że mogłabyś napisać wzór matematyczny na idealnie zrobionego selfiaka, gdzie "x" to wydęcie ust, "y" - wciągniecie nosa, a "z" to rodzaj filtru na Instagramie. Pozostaje pomnożyć to wszystko przez konturowanie twarzy, odjąć Twój ziemniaczany nos i voila - mamy selfie idealne! Doda niech się uczy, leserka.

Ok, skoro formalność dostała, co królewskie, a przyjemność, co cesarskie, można iść na imprezę i zrobić to, do czego się było przygotowywaną przez całe życie: pozować do jakiegoś miliona zdjęć na ściance. Łatwizna. Jednak do następnej rzeczy nie przygotowało Mai Bohosiewicz ani wychowanie, ani edukacja, ani nawet specjalistyczne szkolenie. Bo oto na pewnym etapie życia trzeba udźwignąć ciężar porównania zdjęć ze ścianki ze swoim idealnym selfie.

Rzeczywistość versus twoje selfie to kompletna przepaść. Być może nie jesteś na to gotowa, ale zrobi ci się ciemno przed oczami ci, kiedy już zorientujesz się, ze w twoim lustrze i telefonie są jakieś osobne wymiary. Istny Matrix twojego wyglądu. Instateller twojego postrzegania rzeczywistości. Pytania pozostawiona bez odpowiedzi dudnią w twoich uszach. Gdzie leży prawda?! Czy jest jedna prawda? Czy wymiarów jest więcej? Czy to już choroba? Oddajcie mi moją twarz. Nie wyglądam tak - napisała zdesperowana Maja Bohosiewicz.

I pokazała TO:

Prawda jest taka, że prawdy nie ma: dzisiaj zastąpiło ją selfie. Maja Bohosiewicz jednak nie powinna się martwić efektem, ajfon się nie zepsuł, to po prostu jego najnowsza wersja: slim. Sprzęt niezwykle użyteczny wtedy, kiedy nasze ciało zostanie obciążone kilkoma dodatkowymi (i zbędnymi) kilogramami. Wtedy wyszczuplający afjon będzie jak znalazł.

JZ