Paulina Smaszcz-Kurzajewska w poruszającym wyznaniu. "Dziesięć lat temu urodziłam martwe bliźniaki"

Paulina Smaszcz-Kurzajewska od 1996 roku jest w związku z Maciejem Kurzajewskim. Ich małżeństwo przeszło jednak bardzo ciężką próbę, kiedy dziennikarka urodziła martwe bliźniaki. Zdecydowała się opowiedzieć o tym, co przeżyła 10 lat temu.

"Lekcja Miłości" to nowa pozycja na rynku wydawniczym. Książka stanowi zbiór poruszających opowieści o rodzicielstwie. Jedną z bohaterek lektury jest Paulina Smaszcz-Kurzajewska, która w rozmowie z autorką, Magdaleną Łyczko, zdobyła się na bardzo odważne wyznanie.

Dziesięć lat temu, na początku szóstego miesiąca, urodziłam martwe bliźniaki (...) Przez cały czas byłam pod opieką lekarza, regularnie wykonywałam badania. Źle znosiłam ciążę, ale serce i instynkt macierzyński wiedzą, że warto. Wymiotowałam długo, gubiłam kilogramy, więc ciągle byłam na kroplówkach. Badanie kontrolne, standard, i nagle okazało się, że nie słychać żadnego serca! Ginekolog mówi: "Podłączmy KTG", a później wyrok: obaj nie żyją. Ze świadomością, że mam w brzuchu dwójkę martwych dzieci, musiałam szukać szpitala, w którym mogłabym je urodzić - natychmiast, bo to sytuacja zagrażająca życiu. Nigdzie nie chcieli mnie przyjąć. Kobieta, która ma urodzić dwójkę martwych dzieci, jest jak "śmierdzące jajo" - wyznała na łamach książki.

Na pytanie dziennikarki, jakie emocje towarzyszyły jej w tych traumatycznych chwilach, Smaszcz-Kurzajewska przyznała, że brała leki antydepresyjne:

Pamiętam tylko, że Maciek odebrał mnie ze szpitala. Szliśmy korytarzem, mijaliśmy kobiety uśmiechnięte, szczęśliwe, obok nich mężczyźni z dziećmi w fotelikach samochodowych, koszykach, rodziny pełne szczęścia, uśmiechu, zachwytu, a my wychodziliśmy sami. (...) Ale ja tego okresu właściwie nie pamiętam. Tak jakbym przestała funkcjonować. (...) Przyznaję, miałam wtedy depresję. Brałam leki, bo nie byłam w stanie sobie z tym poradzić.

Opowiedziała również o tym, jak wielkim wsparciem w tamtych momentach był dla niej mąż, Maciej Kurzajewski. Z sytuacją, jak mówi, "nie poradziły sobie ani jej mama, ani przyjaciółki". Przyznała także, że szybko wróciła do pracy, aby nie pogrążać się w depresji. W bardzo mocnych słowach określiła reakcje ludzi na jej powrót do świata "żywych" oraz zdradziła powód, dla którego zdecydowała się opowiedzieć o swojej traumie:

Jeszcze w szpitalu usłyszałam, że muszę szybko wrócić do pracy, że nie mogę siedzieć w domu, bo będę się zapadać w sobie. Wróciłam, ale irytowały mnie reakcje ludzi, z którymi pracowałam. Albo ze mną w ogóle nie rozmawiali, traktowali jak gówno, albo uciekali lub bagatelizowali. "Oj, przestań. Daj spokój, wiesz, ile kobiet " itp., itd. To było trudne. Wolałabym, żeby nic nie mówili. Zdecydowałam się o tym powiedzieć, bo bardzo dużo ludzi myśli, że kobiety ze znanymi nazwiskami nie ponoszą porażek.

Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Lekcja miłości. Poruszające opowieści o rodzicielstwie" autorstwa Magdaleny Łyczko.

amelka

Pobierz nową aplikację Plotek.pl Buzz na telefony z Androidem

POLUB NAS