Na ich widok kobieta na lotnisku rozpłakała się. Kulesza i Trzebuchowska wróciły do kraju. "Radość, ekscytacja i zmęczenie"

Jeszcze w Zurychu, czekając na lot do Warszawy, Trzebuchowska i Kulesza poczuły, czym ten Oscar jest dla Polaków.
Kulesza i Trzebuchowska wróciły do kraju Na ich widok kobieta na lotnisku rozpłakała się Jeszcze w Zurychu, czekając na lot do Warszawy, Trzebuchowska i Kulesza poczuły, czym ten Oscar jest dla Polaków. W 4 dni aż 30 godzin spędziły w podróży. Po powrocie do kraju, Agata Kulesza i Agata Trzebuchowska mówiły o zmęczeniu, ale i ekscytacji niespodziewaną, w ich opinii, wygraną "Idy". Choć nad Wisłą oczekiwano sukcesu, gdy nastąpił, wielu Polaków przyjęło go emocjonalnie. Próbkę tego, co czeka je w ojczyźnie, miały na lotnisku w Szwajcarii. - W Zurychu zaczepiali nas Polacy, gratulowali. Nawet jedna taka pani się popłakała. I mówiła, że jest tak dumna, że tak bardzo się cieszy - Kulesza powiedziała Annie Wendzikowskiej dla "Dzień Dobry TVN" na lotnisku Chopina. Dziennikarze zwrócili uwagę, że panie oglądały moment wręczania "polskiego Oscara" na korytarzu. - Było tam dużo ludzi. Tak się złożyło, że został zmieniony program. Dostałyśmy taką informację, kiedy dawane będą nagrody w poszczególnych kategoriach. Co jakiś czas jest krótka przerwa reklamowa. Człowiek, który w czasie tej przerwy chce wyjść do łazienki i nie wyrobi się, wejść na salę nie może. Akurat miały tam być animacje - wyjaśniała Kulesza. - Nasza kategoria miała być półtorej godziny później. Nie mogłyśmy przewidzieć, że program zostanie zmieniony - dopowiedziała Trzebuchowska. Byłyśmy na tym korytarzu, widziałyśmy wszystko i przeżycie dla nas było ogromne. Powiedziałam: zobacz, Paweł wstaje. - Nie straciłyśmy niczego - zapewniała Agata Kulesza. Na lotnisku mówiły, że czują jednocześnie zmęczenie, radość i ekscytację. - To nie jest ten rodzaj ekscytacji, że teraz nie wiadomo, co nam się wydaje. Ja wrócę do swojej pracy, Agata do swojej i Paweł do swojej - powiedziała Agata Kulesza. Aktorka liczy, że Oscar będzie odebrany w Polsce jako rodzaj nowej energii dla młodych twórców kina. - Jesteśmy wspaniałym narodem. Mamy wielu zdolnych i kreatywnych ludzi. Młodych twórców, którzy odczytają to jako energię by nie chować się i mówić "nie uda się, nie uda się". Żeby to był rodzaj energii, która pcha do przodu - wyraziła nadzieję. Przy pełnej aprobacie starszej koleżanki, Agata Trzebuchowska kolejny raz podkreśliła niechęć do kontynuowania pracy przed kamerą ("to nie jest coś, co mnie interesuje"). Nie żegna się jednak z kinem. - Mam inne zainteresowania, które zamierzam realizować, np. reżyseria, o której myślę. Na tym etapie bardzo wstępnie. Chcę poczekać i zobaczyć, czego chcę - stwierdziła główna bohaterka "Idy". Za to Agata Kulesza, pytana, czy podczas pobytu w Hollywood dostała jakieś propozycje grania w filmach w Ameryce, wytłumaczyła, że satysfakcjonuje ją praca w Polsce. - Chcecie mnie wygonić, czy co? Mnie jest tu bardzo dobrze. Mam bardzo fajny materiał do grania. Granie tam ról takich, jakie mogłabym grać, lub stewardess, że przychodzę i mówię "tea or coffee?", nie sądzę, żeby mnie satysfakcjonowało. Więc myślę, że na razie zostanę tutaj - cytuje ją Tvn24.pl. Dziennikarze upewniali się, czy filmowa stolica przyjęła naszą ekipę w należytym stylu. - Nie dali nam odczuć, że "przyjechały tu z dalekiego kraju". Zdjęcia nam również robili, nie czułyśmy się jakoś, że tak nas "przepchnięto". Bardzo dużo ludzi nas zaczepiało. Mówili, że to wspaniały film, ściskali. Agata święciła triumfy. Młodzi twórcy bardzo na Agatę "napadali". Gratulowali nam tego filmu - wspominała Kulesza. Polacy faktycznie musieli zrobić dobre wrażenie, bo w Hollywood nadal o nas pamiętają. Na Instagramowym koncie Amerykańskiej Akademii Filmowej kilka godzin temu opublikowano zdjęcie Nicole Kidman i Chiwetela Ejiofora pozujących z reżyserem "Idy", Pawłem Pawlikowskim.

W 4 dni aż 30 godzin spędziły w podróży. Po powrocie do kraju, Agata Kulesza i Agata Trzebuchowska mówiły o zmęczeniu, ale i ekscytacji niespodziewaną, w ich opinii, wygraną "Idy". Choć nad Wisłą oczekiwano sukcesu, gdy nastąpił, wielu Polaków przyjęło go emocjonalnie. Próbkę tego, co czeka je w ojczyźnie, miały na lotnisku w Szwajcarii.

W Zurychu zaczepiali nas Polacy, gratulowali. Nawet jedna taka pani się popłakała. I mówiła, że jest tak dumna, że tak bardzo się cieszy - Kulesza powiedziała Annie Wendzikowskiej dla "Dzień Dobry TVN" na lotnisku Chopina.

Dziennikarze zwrócili uwagę, że panie oglądały moment wręczania "polskiego Oscara" na korytarzu.

Było tam dużo ludzi. Tak się złożyło, że został zmieniony program. Dostałyśmy taką informację, kiedy dawane będą nagrody w poszczególnych kategoriach. Co jakiś czas jest krótka przerwa reklamowa. Człowiek, który w czasie tej przerwy chce wyjść do łazienki i nie wyrobi się, wejść na salę nie może. Akurat miały tam być animacje - wyjaśniała Kulesza.
Nasza kategoria miała być półtorej godziny później. Nie mogłyśmy przewidzieć, że program zostanie zmieniony - dopowiedziała Trzebuchowska.

Byłyśmy na tym korytarzu, widziałyśmy wszystko i przeżycie dla nas było ogromne. Powiedziałam: zobacz, Paweł wstaje. Nie straciłyśmy niczego - zapewniała Agata Kulesza.

 

<< POWITANIE AKTOREK NA LOTNISKU >>

 

Na lotnisku mówiły, że czują jednocześnie zmęczenie, radość i ekscytację.

To nie jest ten rodzaj ekscytacji, że teraz nie wiadomo, co nam się wydaje. Ja wrócę do swojej pracy, Agata do swojej i Paweł do swojej - powiedziała Agata Kulesza.

Aktorka liczy, że Oscar będzie odebrany w Polsce jako rodzaj nowej energii dla młodych twórców kina.

Jesteśmy wspaniałym narodem. Mamy wielu zdolnych i kreatywnych ludzi. Młodych twórców, którzy odczytają to jako energię by nie chować się i mówić "nie uda się, nie uda się". Żeby to był rodzaj energii, która pcha do przodu - wyraziła nadzieję.

Przy pełnej aprobacie starszej koleżanki, Agata Trzebuchowska kolejny raz podkreśliła niechęć do kontynuowania pracy przed kamerą ("to nie jest coś, co mnie interesuje"). Nie żegna się jednak z kinem.

Mam inne zainteresowania, które zamierzam realizować, np. reżyseria, o której myślę. Na tym etapie bardzo wstępnie. Chcę poczekać i zobaczyć, czego chcę - stwierdziła główna bohaterka "Idy".

Za to Agata Kulesza, pytana, czy podczas pobytu w Hollywood dostała jakieś propozycje grania w filmach w Ameryce, wytłumaczyła, że satysfakcjonuje ją praca w Polsce.

Chcecie mnie wygonić, czy co? Mnie jest tu bardzo dobrze. Mam bardzo fajny materiał do grania. Granie tam ról takich, jakie mogłabym grać, lub stewardess, że przychodzę i mówię "tea or coffee?", nie sądzę, żeby mnie satysfakcjonowało. Więc myślę, że na razie zostanę tutaj - cytuje ją Tvn24.pl.

Dziennikarze upewniali się, czy filmowa stolica przyjęła naszą ekipę w należytym stylu.

Nie dali nam odczuć, że "przyjechały tu z dalekiego kraju". Zdjęcia nam również robili, nie czułyśmy się jakoś, że tak nas "przepchnięto". Bardzo dużo ludzi nas zaczepiało. Mówili, że to wspaniały film, ściskali. Agata święciła triumfy. Młodzi twórcy bardzo na Agatę "napadali". Gratulowali nam tego filmu - wspominała Kulesza.

Polacy faktycznie musieli zrobić dobre wrażenie, bo w Hollywood nadal o nas pamiętają. Na Instagramowym koncie Amerykańskiej Akademii Filmowej kilka godzin temu opublikowano zdjęcie Nicole Kidman i Chiwetela Ejiofora pozujących z reżyserem "Idy", Pawłem Pawlikowskim.

Nicole Kidman, Chiwetel Ejiofor i Paweł PawlikowskiScreen z Instagram.com/TheAcademy

socha, wideo: TVN24/x-news

POLUB NAS


Więcej o: