Keanu Reeves czekał 20 minut w deszczu w kolejce na swoją własną imprezę. "Nikt go nie rozpoznał"

W czasach, gdy celebryci nagminnie wykorzystują swoją popularność we wszelkich możliwych sytuacjach, jest ktoś, z kogo ust nigdy nie usłyszymy oburzonego: "Nie wiesz, kim jestem?!". Ta osoba to Keanu Reeves.
Nikt go nie rozpoznał Keanu Reeves czekał 20 minut w deszczu w kolejce na swoją własną imprezę. W czasach, gdy celebryci nagminnie wykorzystują swoją popularność we wszelkich możliwych sytuacjach, jest ktoś, z kogo ust nigdy nie usłyszymy oburzonego: "Nie wiesz, kim jestem?!". Ta osoba to Keanu Reeves. Tego wieczoru mógł czuć się najważniejszy i tak zachowywać. W nowojorskim klubie The Leonora zorganizowano bowiem tzw. wrap party (impreza dla aktorów i osób pracujących przy powstaniu filmu urządzana w momencie zakończenia zdjęć i oddania materiału do postprodukcji), którego Keanu Reeves był gospodarzem. Gdy przyszedł na miejsce, przed klubem zdążyła uformować się spora kolejka. On nie tylko jej nie zlekceważył, ale spokojnie stał przed budynkiem, nie narzekał, nie zrobił żadnej sceny. - Keanu po prostu bardzo cierpliwie czekał. Nie powiedział do bramkarza niczego w stylu" "Hej, jestem Keanu". Nikt go nie rozpoznał - opowiada w rozmowie z PageSix świadek wydarzenia, szofer gwiazd, Ronny Sunshine. Jak to możliwe? My Reevsa poznalibyśmy od razu! Stało się tak dlatego, że aktor wyglądał zbyt "normalnie" jak na gwiazdę. - Wyglądał bardzo przeciętnie. Padało, ale on po prostu czekał na dwoje swoich przyjaciół przed wejściem. Nie zachowywał się jak "bogacz". Myślałem, że to jakiś rock'n'rollowiec - dodaje Ronny Sunshine. Sprawę zdążył także skomentować już właściciel The Leonory, Noel Ashman. - Nie wiedziałem, że czekał na zewnątrz. Nic mi zresztą później nie powiedział - twierdzi właściciel klubu. - On jest wyluzowany. A to nie koniec. Kiedy już był w środku, podszedł do DJ'a i przez mikrofon ogłosił, że znalazł przed wejściem czyjąś kartę kredytową i szuka właściciela, któremu mógłby ją zwrócić. No i powiedzcie, jak go nie uwielbiać?

Tego wieczoru mógł czuć się najważniejszy i tak zachowywać. W nowojorskim klubie The Leonora zorganizowano bowiem tzw. wrap party (impreza dla aktorów i osób pracujących przy powstaniu filmu urządzana w momencie zakończenia zdjęć i oddania materiału do postprodukcji), którego Keanu Reeves był gospodarzem. Gdy przyszedł na miejsce, przed klubem zdążyła uformować się spora kolejka. On nie tylko jej nie zlekceważył, ale spokojnie stał przed budynkiem, nie narzekał, nie zrobił żadnej sceny.

Keanu po prostu bardzo cierpliwie czekał. Nie powiedział do bramkarza niczego w stylu" "Hej, jestem Keanu". Nikt go nie rozpoznał - opowiada w rozmowie z PageSix świadek wydarzenia, szofer gwiazd, Ronny Sunshine.

Jak to możliwe? My Reevsa poznalibyśmy od razu! Stało się tak dlatego, że aktor wyglądał zbyt "normalnie" jak na gwiazdę.

Wyglądał bardzo przeciętnie. Padało, ale on po prostu czekał na dwoje swoich przyjaciół przed wejściem. Nie zachowywał się jak "bogacz". Myślałem, że to jakiś rock'n'rollowiec.

Na imprezie z okazji zakończenia zdjęć do filmu "Daughter of God" prezentował się tak. Rzeczywiście mało "gwiazdorsko"?

Keanu Reeves, Jennifer DeLia i Julie PacinoMediaPunch/face to face / 0000554/Reporter

Sprawę zdążył także skomentować już właściciel The Leonory, Noel Ashman.

Nie wiedziałem, że czekał na zewnątrz. Nic mi zresztą później nie powiedział - twierdzi właściciel klubu. - On jest wyluzowany.

A to nie koniec. Kiedy już był w środku, podszedł do DJ'a i przez mikrofon ogłosił, że znalazł przed wejściem czyjąś kartę kredytową i szuka właściciela, któremu mógłby ją zwrócić. No i powiedzcie, jak go nie uwielbiać?

aga